Ale że jak? – czyli 6 ciekawostek o Alleluja

To słowo-klucz, szczególnie teraz, w Okresie Wielkanocnym, gdy eksploduje co chwila. Kreślone na kartkach świątecznych, mazane lukrem na mazurkach, nucone pod nosem. No właśnie, nie powinno być pod nosem, tylko śpiewane pełną gębą – bo to nasz okrzyk rozpoznawczy! W tym miejscu zebrałem kilka ciekawostek o Alleluja, o których może nie wszyscy wiedzą…

1. Tryb rozkazujący

To słowo pochodzi z języka hebrajskiego, jest to tryb rozkazujący w drugiej osobie liczby mnogiej czasownika halal (chwalić), połączonego ze zdrobnieniem imienia Jahwe: hallelu-Jah dosłownie oznacza: chwalcie Jahwe. Swoją drogą, to ciekawe że imię Boga jest tu zdrobniałe – nie znam się zbyt dobrze na gramatyce hebrajskiej i nie wiem, czy inaczej się nie dało, ale jest to dla mnie znaczące. Alleluja zawiera przez to w sobie pewną… poufałość, może nawet się wydawać, że niestosowną (ale tak działa nasza relacja do Pana Boga, czyż nie?).

Po polsku zapisujemy Alleluja, po łacinie to będzie bez „j”, czyli Alleluia. W angielszczyźnie mamy oczywiście Hallelujah, kojarzone najczęściej kulturowo, a nawet popkulturowo, jako radosny okrzyk powitania, nieodłączny przy kołyszących rytmach gospel.

2. Pokręcona historia mszalna

Śpiew Alleluja zastąpił psalm po drugim czytaniu (w pierwszych wiekach były psalmy po każdym czytaniu, nie tylko po pierwszym). Początkowo śpiewano je tylko w tygodniu wielkanocnym, później w okresie od Wigilli Paschalnej do Zesłania Ducha Świętego, aż wreszcie Grzegorz Wielki rozszerzył ten śpiew na wszystkie niedziele i święta. Różnie śpiewano Alleluja – powtarzane, nie powtarzane, przeplatane wersetami, najpierw krótszymi, później coraz dłuższymi. Około VIII wieku zniesiono Alleluja w Wielkim Poście, potem również w mszach za zmarłych i w niektóre inne dni, mające charakter pokutny – ale np. liturgie wschodnie pozostawiły jego wykonywanie przez cały rok.

3. Witamy cię, Alelluja!

To, że nie śpiewamy Alleluja w Wielkim Poście jest chyba łatwe do zrozumienia: chcemy, by tym radośniej zabrzmiało ono na Wielkanoc (podobnie, jak w Adwencie nie śpiewamy Chwała na wysokości Bogu, co niestety w polskiej praktyce jest codziennie zabijane przez Roraty). W każdym razie wykształciła się niegdyś praktyka tzw. pożegnania Alleluja w I Nieszporach niedzieli Siedemdziesiątnicy, rozpoczynającej okres Przedpościa – obecnie, w liturgii posoborowej, nie mamy już Przedpościa, przez co Wielki Post zaczyna się nagle, z dnia na dzień, i nie ma kiedy świadomie się z Alleluja pożegnać. Trochę szkoda. Mamy natomiast nadal powitanie Alleluja, w Wigilię Paschalną przed Ewangelią. I to, nie ukrywam, jest jeden z moich ulubionych momentów w ciągu całego roku. Jako organista i dyrygent chóru staram się to zawsze odpowiednio zaakcentować, rozbudować ten śpiew ile się tylko da.

To w ogóle niezwykłe: przez Wielki Post nie ma Alleluja nie tylko przed Ewangelią we mszy, ale pomija się go gdziekolwiek się pojawiał, również w Liturgii Godzin. Za to w Okresie Wielkanocnym Alleluja dopisuje się do każdej antyfony, nawet poza niedzielami – tak, jakby się chciało uzupełnić, wyrównać ten wielkopostny brak. Dodajemy nawet (w Oktawie Wielkanocnej i w Niedziele Wielkanocy) Alleluja do rozesłania (Idźcie w pokoju Chrystusa) – tak, żebyśmy przypadkiem o nim nie zapomnieli na koniec 🙂 W każdej pieśni wielkanocnej Alleluja powtarza się po wielokroć – czasami nawet wypełnia cały refren. I nie nudzi się!

4. Śpiewamy, nie recytujemy

Alleluja powstało jako śpiew i tak właśnie powinno być wykonywane. Jeśli podczas mszy nie jest śpiewane (z różnych powodów) – należy je opuścić. To ważne, bo jasno stawia sprawę: śpiew ma w tym miejscu pierwszeństwo.

A śpiewać Alleluja można na przeróżne sposoby. Najczęściej wykonuje się trzykrotne Alleluja, ale może też być dwukrotne, a nawet pojedyncze. Wszystko zależy od formy muzycznej: od prostej, polegającej na śpiewie kantora (lub scholi) i powtórzeniu melodii przez pozostałych uczestników liturgii, aż po rozbudowany śpiew chóru, wykonywany przy szczególnie uroczystych okazjach.

5. Aaaaaaaaaalleeeeeeeeeluuuuuujaaaaaaaaaaaaa!

Alleluja to aklamacja zwycięstwa, pieśń Baranka, śpiew ludzi odkupionych, wolnych, wyrażająca radość. Pozwalamy więc sobie na odrobinę szaleństwa – muzycznego. Od początku stosowano długie i rozbudowane wokalnie melizmaty (długi śpiew sylaby samogłoskowej). Cała sztuka polega na dobrym trafieniu sylabami w odpowiednie dźwięki. Nawet na poziomie prostych śpiewów kościelnych, funkcjonujących w polskich parafiach, często śpiewa się to niepoprawnie. A przecież w kościele wszystko ma swoje miejsce – nawet każda sylaba! Warto uważnie posłuchać organisty, kantora, lub księdza (o ile ten ostatni też dobrze śpiewa) i powtórzyć Alleluja prawidłowo. Niby nie jest to pod sankcją grzechu, ale czemu nie robić czegoś lepiej, zamiast pozwalać na efekt w postaci „alleeaaaalleelluuaaeeejaaajaa”, pobrzemiewającego przez kościół? 🙂

6. To nie dodatek do psalmu

Psalm po czytaniu i Alleluja to dwa zupełnie odrębne śpiewy, o różnych funkcjach liturgicznych i istniejące w różnych formach muzycznych. Psalm służy medytacji słowa Bożego, ale też jest dialogiem między wiernymi a kantorem (czyli jest również odpowiedzią na usłyszane słowo) – natomiast Alleluja to aklamacja przed Ewangelią, wstęp do niej, proklamacja szczytu liturgii słowa. Psalmu nigdy nie można opuścić (jeśli się nie śpiewa, można spokojnie recytować), Alleluja można opuścić, jeśli się go nie śpiewa. Psalm wykonuje jedna osoba, powinien być wykonany z ambony (tak samo, jak czytanie), dlatego błędem jest śpiewanie go „z chóru”, tym bardziej wielogłosowo. Natomiast Alleluja rządzi się prawami niemal samodzielnego utworu muzycznego, ten śpiew może go wykonywać zespół śpiewaczy z akompaniamentem instrumentalnym, nie powinien być „od ambony”, nie musi być powtórzony przez pozostałych uczestników liturgii. Między innymi dlatego Alleluja nie powinno być śpiewane na tę samą melodię, co psalm.

Na marginesie warto dodać (żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie), że do psalmów responsoryjnych (czyli takich, gdzie powtarza się refren pomiędzy zwrotkami) należą tzw. psalmy allelujatyczne, w których refrenem jest… słowo Alleluja. Większość ludzi odruchowo wtedy wstaje (przez co, niestety, rzadko śpiewa się psalm w taki sposób). Takim sztandarowym przykładem jest psalm po ósmym czytaniu w Wigilię Paschalną, gdzie refrenem jest właśnie Alleluja – powinno się wtedy siedzieć, bo właściwe Alleluja (jako aklamacja) będzie za chwilę.


O różnych pięknych śpiewach Alleluja można by zrobić oddzielny wpis, nawet cały cykl. Ja zachęcam Cię dziś do posłuchania kompozycji angielskiego organisty, Colina Mawby’ego, będącej przedłużeniem tradycyjnego śpiewu przed Ewangelią w Okresie Wielkanocnym. Śpiewamy to z naszym chórem parafialnym i zawsze robi to duże wrażenie, nawet w zwykłym kościele parafialnym – a co dopiero na poniższym nagraniu, zrealizowanym w paryskiej katedrze Notre Dame 🙂 Na deser: organowe postludium Pierre’a Cochereau. Warto włączyć głośniki i poświęcić niecałe 7 minut, serio!

  • Ten wpis trzeba przeczytać z dwa razy ze spokojną głową. To nie jest ciekawy wpis – to dobry wpis, sporo się dowiedziałem. Dzięki.