Biblioteka publiczna, czyli między przeszłością a przyszłością

Co biblioteka publiczna może zrobić dla Ciebie – co Ty możesz zrobić dla Swojej biblioteki? Nieco przykurzony świat ogólnodostępnej literatury świetnie wpisuje się w nurt modnego minimalizmu, ekologii, aktywności lokalnej, walki o lepszy, bardziej przyjazny świat równych szans. Tylko czy ktoś jeszcze to dostrzega? biblioJeśli kiedykolwiek miałabym posiadać wszystkie książki, których pragnę lub które kiedyś chciałabym przeczytać, to trzeba by mi znaleźć rzeczywiście obszerne lokum, takie o… jak BUW (Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego) na przykład. Najlepiej z dobrym dostępem światła. Obecnie jednak staram się zmienić swoje podejście do literatury na mniej konsumpcyjne i coraz częściej odkrywam, że nie muszę książki mieć, aby ją znać i korzystać z jej treści. Co więcej, wydobywanie książek ze źródeł innych niż księgarnie, również przynosi mi sporo radości i satysfakcji. Jednak dopiero lektura książki Marty Sapały „Mniej” (pewnie napiszę na jej temat osobny wpis) uświadomiła mi jak niedocenionym skarbem są nasze biblioteki, a dalsze poszukiwania informacji i obserwacje tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Zapraszam do lektury i refleksji: czym biblioteka jest dla Ciebie a czym może być?

Moja historia. Historia naszej biblioteki

Szkolna biblioteka była miejscem, do którego po raz pierwszy poszłam na wagary zwiewając bezczelnie z lekcji muzyki („bo przecież śpiewać już umiem” – teraz wspominam to jako uroczą przygodę, ale co się moja mama nasłuchała…). Najwyraźniej mam jakąś słabość do bibliotek i czytelni.

Później nadeszły kiepskie czasy, zmiana szkoły, niedoposażone biblioteki szkolne i brak alternatywnych źródeł często kończyło się kiepską oceną z polskiego, a nauczyciele innych przedmiotów, w żaden sposób nie zachęcali do pogłębienia interesujących tematów np. w czytelni szkolnej biblioteki. Ożywieniem okazał się okres przygotowawczy do matury i wkroczenie w zastępy czytelników BUW, a później w ramach studiów pełny dostęp do zasobów bibliotecznych UW. Utuczyłam się wtedy książkowo jak pączek w maśle.

Kiedy po zakończeniu studiów straciłam dostęp do przepastnych wnętrz BUWu (a właściwie tylko prawo wypożyczania), wybraliśmy się z J. do naszej Biblioteki Publicznej w Piastowie.

Pierwsze odwiedziny wypadły fatalnie. Biblioteka mieści się w starym, zaniedbanym budynku Domu Strażaka, razem z lokalnym kinem i domem kultury. Wnętrze sprawiało przytłaczające wrażenie, było ciemne, zapchane starymi regałami, które bardziej ukrywały swoją zawartość niż ją eksponowały. Do tego nie do końca czytelny system ułożenia książek… kontrast z nowoczesną, przyjazną i wygodną biblioteką uniwersytecką był przytłaczający. Stopniowo jednak nauczyłam się obsługi, tego książkowego świata, m.in. dzięki wykorzystaniu katalogu internetowego i pomocy niewątpliwie sympatycznych pań bibliotekarek. I jak się okazało kapitał ludzki ostatecznie w tym miejscu zaprocentował.

Nasza biblioteka wzięła udział w konkursie na rewitalizację (więcej informacji o akcji tu) i dzięki głosom swoich użytkowników wypiękniała i pojaśniała. Po prostu z przyjemnością się ją odwiedza.

Piastów biblioteką stoi

Piastów jest małym miastem, nieco uwiązanym do stolicy i rozleniwionym codziennymi dojazdami kolejką. Mieszkam tu od ponad czterech lat i biblioteka jest w zasadzie jedyną instytucją kulturalno-oświatową, która wiąże mnie z tym miejscem. To tu dowiaduję się o lokalnych świętach, rocznicach, akcjach społecznych, protestach itp. A to jedynie ułamek tego, co wnosi biblioteka do lokalnej społeczności. Oprócz funkcji informacyjnych i użytkowych (wypożyczanie książek), wokół naszej biblioteki gromadzi się coroczna akcja Narodowego Czytania, spotkania autorskie i Dyskusyjny Klub Książki, a także wiele różnorodnych propozycji dla dzieci i młodzieży (również wycieczki, gry miejskie i inne).

Dlaczego o tym piszę? Cóż, wydaje mi się, że książka z założenia powinna nas otwierać na świat, rozszerzać nasze horyzonty, uczyć dostrzegania drugiego człowieka. Jednak w naszym zabieganym i przyspieszonym stylu bycia literatura często staje się wyłącznie metodą na relaks w miękkim fotelu, okazją do zaszycia się w swojej niszy, a jest to dobre tylko na chwilę. Pomiędzy pracą, rodziną, domem i Internetem nie odczuwamy już takiej potrzeby życia w małej ojczyźnie, bo dość już męczy nas cała reszta rzeczywistości i jaskrawość bodźców domagających się naszej uwagi. Nie musimy stawać się od razu lokalnymi aktywistami, ale być może odwiedziny w lokalnej bibliotece pozwolą nam spojrzeć trochę inaczej na miejsce naszego życia tu i teraz. Bardzo polecam Wam taki eksperyment społeczny na żywym organizmie…

Biblioteki umierają

I już ostatni kamyczek do naszego bibliotekowego ogródka refleksji: wszyscy znamy fatalne statystyki czytelnictwa w Polsce. Co jakiś czas media odświeżają nam temat, przytaczając kolejne statystyki i uświadamiając porażki państwowych programów propagowania czytelnictwa. Pod bokiem mamy natomiast świetne przykłady mrówczej pracy lokalnych bibliotek, często w trudnych warunkach walczących nieraz nie tylko o czytelnika, ale i swój byt. Smutne to, ale prawdziwe.

O ile biblioteki uniwersyteckie czy dysponujące przywilejem obowiązkowego egzemplarza bibliotecznego (co to jest, można przeczytać tu) radzą sobie całkiem nieźle, o tyle w bibliotekach lokalnych często wiele zależy od operatywności bibliotekarzy i czytelników, bo samorządowcy traktują obowiązek ich utrzymania po macoszemu. I paradoksalnie gorzej bywa w wielkomiejskich dzielnicach, niż na wsiach zabitych dechami. Zobaczcie choćby Ranking Bibliotek prowadzony przez Instytut Książki.

Jeśli zrezygnowałeś z korzystania z biblioteki, bo:

-przenieśli najbliższą do mniej dogodnej lokalizacji;

-pracuje w godzinach/dniach niekompatybilnych z Twoim rytmem dnia;

-nie znajdujesz w niej ciekawych książek ani nowości wydawniczych…

…to prawdopodobnie wbrew deklaracjom dbania o edukację i rozwój mieszkańców Twoi włodarze mają w nosie społeczny rozwój i systematycznie obcinając budżet tych placówek. Mniejszy budżet to gorsza oferta dla czytelników, mniej czytelników to mniejszy budżet i spirala beznadziei gotowa. Do tego dochodzi archaiczny system użytkowania niektórych placówek, który odstrasza wielu czytelników i mamy gotowy mord na bibliotece oraz instytucjach z nią współpracujących. Sprawdź, czy Twoja nieobecność przypadkiem nie zabija lokalnej biblioteki.

Na koniec

Biblioteki publiczne, dla nas coś oczywistego, są bogactwem wywalczonym przez pokolenia i warto zachować je dla pokoleń kolejnych (dla mnie to tym ważniejsze, że mi chyba mały bibliofil rośnie w domu – Basia wprost pożera książki). Jednak przetrwanie bibliotek zależy też od naszej czujności i wrażliwości społecznej. Nie zapominajmy o tym. Może podobnie jak ja nie jesteś wzorowym „lokalsem”, ani okularnikiem z piosenki Osieckiej, ale od czasu do czasu weź jakąś szpanerską materiałową torbę (biodegradowalna też być może) i sprawdź co piszczy w Twojej bibliotece. Tak na wszelki wypadek.

  • Do bibliotek często wracam, kiedy natrafiam na świetnego autora, wpadam „w ciąg” i muszę przeczytać dosłownie każdą jego książkę. Ubolewam nad tym, że zapomniana pozycja bibliotek ma nie tylko związek z tym, że spada czytelnictwo ale także dlatego, że biblioteki nie potrafią skutecznie promować swoich działań na zewnątrz. Tyle rewelacyjnych spotkań odbywa się tam (przynajmniej w miejskich bibliotekach) że powinno się z informacją o nich wychodzić na grupy Facebookowe poszczególnych dzielnic, informować plakatami w szkołach, parafiach, wszędzie tam gdzie są ludzie.

    • Też tak mieliśmy, jak J. wpadł w cykl Jo Nesbo…
      My chyba mamy trochę szczęścia z tą naszą biblioteką – radzi sobie całkiem słusznie.
      Ciekawe jak to wygląda z perspektywy kształcenia przyszłych bibliotekarzy, bo to o czym piszesz wymaga po prostu profesjonalnego przygotowania. W końcu biblioteki nie mają osobnych speców od marketingu bibliotecznego. Przynajmniej ja nie słyszałam.

      • Cała nadzieja w młodym pokoleniu niebanalnych bibliotekarzy, którzy będą mieli marketingową smykałkę 🙂

  • Jakie było moje zdziwienie, kiedy szukana dla syna lektura szkolna, której nie było w trzech miejskich bibliotekach i jednej szkolnej – tak to jest jak się obudzi za późno – znalazła się w naszej wiejskiej biblioteczce przy świetlicy! Sama teraz wróciłam do czytania i mam chyba 7 książek na e-półce mojego bibliotecznego konta.

    • No to wyobraź sobie nasze zaskoczenie, kiedy nasza miejska biblioteka znalazła plecak Janka zgubiony (myśleliśmy, że skradziony) w podmiejskiej kolejce – w środku były oczywiście książki i (tadam!) tablet. Mina Janka rozmawiającego z panią bibliotekarką – bezcenna! Czasem korzyści z korzystania z lokalnej biblioteki są trudne do przewidzenia.

  • Adaś wypożycza z biblioteki książki, więc może i zacznę. Wyjdę spoza fotela po książkę do biblioteki! OK!

  • Do biblioteki odnoszę swoje książki. Mam kolegę, który wypożycza książki z biblioteki w takiej ilości, że torba wygląda jak po zakupach w markecie. Biblioteki mają mało kasy na zakupy nowych książek ale słuchają czytelników i pieniądze wydawane są z namysłem.