Bóg się rodzi, dziś Downiątko – czyli zagubiona część „Kolędy dla tęczowego Boga”

Zbliżające się Boże Narodzenie ma twarz dziecka. Bieda też ma twarz dziecka. Wojna ma twarz dziecka. Uchodźca ma twarz dziecka. Aborcja ma twarz dziecka. Nie możemy zapominać o jednej z tych twarzy, kosztem pozostałych. Kolęda dla tęczowego Boga – choć piękna, to pomija jeden kolor w tęczy.

„Zmusza do myślenia”, „Poruszająca”, „Dzieli”, „Kuriozalna”

Kolęda dla tęczowego Boga – piosenka zaśpiewana przez Grzegorza Turnaua i Magdę Umer, do słów Jarosława Mikołajewskiego, szybko stała się rzeczywiście głośna. I szybko, niestety, wprzęgła się w aktualną nawalankę, zwaną szumnie „dyskusją” o uchodźcach, o tym czy trzeba ich przyjmować, i tak dalej. Wypuszczenie Kolędy… zbiegło się z natężeniem kryzysu w syryjskim Aleppo – a że światu się nagle przypomniało na kilka dni, że trwa tam jakaś wojna, no to dawaj, lecimy z ideologicznym popcornem, i z jednej strony szantażujemy moralnie Polaków, że niby katolicy, wiedzą gdzie Częstochowa, ale „nie chcą przyjmować uchodźców” – a z drugiej wypuszczamy heheszki o Sylwestrze w Kolonii i drwimy z Turnaua, że lansuje się na „kuriozalnej uchodźczej kolędzie”, a w ogóle co to za tytuł „dla tęczowego Boga”, znaczy się forsuje LBGTQWERTY…

Pomijam w tym miejscu wątek poboczny, który się akurat nałożył, to jest niedawne lamentacje Pana Grzegorza, jak to w Polsce jest źle, coraz gorzej, dryfujemy w stronę dyktatury etc. – dla mnie Grzegorz Turnau na zawsze pozostanie wychowawcą muzycznym, mistrzem piosenki, kontynuatorem wspaniałej tradycji Jeremiego Przybory, genialnym artystą i kompozytorem… i chciałbym, żeby tak pozostało.

Wyrzut sumienia

W każdym razie „Kolęda dla tęczowego Boga” jest oczywiście wspaniała, piękna w warstwie muzycznej, do tego Turnau dialoguje tam z Magdą Umer – no, to jak nie mógł wyjść z tego majstersztyk? Ktoś słuchał ich wspólnie zaśpiewanych kołysanek, ten od razu to wyczuwa.

Tekst tej piosenki (pióra Jarosława Mikołajewskiego) również jest bardzo dobry. Wzruszający. Zgrabny. Prawdziwy! Przecież komu jak komu, ale chrześcijanom nie powinno się przypominać ewangelicznego wskazania Jezusa, że wszystko, co uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych (głodnych, biednych, ubogich itd.) uczyniliśmy Jemu – a czego nie uczyniliśmy, również nie uczyniliśmy Jemu. Są to dla nas bardzo wymagające słowa, każdy w swoim sumieniu powinien jest postawić z pytaniem: na ile mnie stać, co ja mógłbym zrobić dla drugiego, co robię, a co zaniedbuję?

Gdy rozum śpi, budzi się ideologia

Pomijając ciągłe medialne manipulacje na temat „uchodźców” (biorę to słowo w cudzysłów, bo jak mało które w ostatnim czasie zostało wypaczone na różne strony), nie ulega wątpliwości, że prawdziwym uchodźcom powinniśmy pomagać. Jest to nasz obowiązek. Kościół w Polsce zajmuje jednoznaczne stanowisko w tej sprawie, jestem też przekonany, że gdyby spytać Polaków, co RZECZYWIŚCIE o tym myślą, to większość przyjęłaby uchodźców (prawdziwych!) do naszego kraju. Tyle tylko, że jak znakomicie to wyłożył bp Andrzej Zadarko:

Fatalną rolę odegrali politycy, do jednego worka wrzucając uchodźców i migrantów ekonomicznych. W mediach i przez Internet docierają tylko złe, najgorsze doświadczenia z migrantami. (…) We wszystkich deklaracjach Kościoła w Polsce jest otwarcie na uchodźców. Ale ten medal ma też drugą stronę: ciągle potrzebujemy więcej informacji i może nawet pomocy ze strony Kościołów zachodnich, żeby przepracować wszystkie tragiczne informacje, jakie dochodzą nas z zachodu Europy w związku z migrantami i zachować się ewangelicznie wobec tych, którzy jeszcze prawdopodobnie będą do nas docierać. (Źródło)

Na temat uchodźców napisałem kiedyś wpis (jest tutaj) – i zdania nie zmieniam, jest to wszystko, według mnie, aktualne po dziś dzień (można jedynie dopisać nowe przykłady). Temat nie jest czarnobiały, i jeśli ktoś pod apelem w stylu „musimy przyjmować uchodźców, to nasz obowiązek jako katolików, piszmy do rządu, naciskajmy!” spotyka się z komentarzem zaczynającym się od „ale…” – to nie znaczy, że ten ktoś najchętniej by uchodźców potopił w morzu, tylko chciałby pomóc im… mądrze. Roztropnie. Skutecznie.

Tekst urwany w połowie

Wracając do Kolędy dla tęczowego Boga – jest piękna, poruszająca, naprawdę daje do myślenia. Jest idealna na czas Świąt Bożego Narodzenia, bo te Święta mają twarz dziecka. Gdy rodzi się (przychodzi) dziecko, to cały świat się zmienia – każdy rodzic wie o tym najlepiej. Gdy teoretyczne rozważania na temat uchodźców przybierają twarz konkretnego dziecka, wtedy konfrontujemy się z rzeczywistą, bezbronną osobą, której nie możemy zostawić w piekle.

Ale… wydaje mi się, że Kolęda… pozostała niedokończona. A może druga strona tekstu gdzieś się zagubiła? Ewidentnie brakuje jeszcze jednej części, inaczej słowa są niekompletne, czegoś ważnego im brakuje.

W różnych dyskusjach o (nie)przyjmowaniu uchodźców natrafiłem na bardzo ciekawy wątek. Stawia się pytanie, dlaczego niby nasze społeczeństwo takie katolickie, jakaś intronizacja Chrystusa niedawno się nawet odbyła, politycy mówią o wartościach chrześcijańskich, a większość jest za nieprzyjmowaniem obcych do naszego kraju (uproszczenie)? To jakaś sprzeczność, hipokryzja…

Paradoks? Skądże znowu

Ależ odpowiedź jest bardzo prosta!

Skoro większość tych samych polskich katolików jest za przyzwoleniem na zabijanie polskich dzieci poprzez aborcję, to jak można od nich wymagać wrażliwości na dzieci syryjskie?

Skoro wartość jednego życia jest szacowana poprzez jego zdrowie, pochodzenie społeczne lub nawet warunki materialne rodziców – to dlaczego mamy nie zastanawiać się, na ile opłaca nam się ratować inne życie, daleko stąd?

Skoro dzieci można „tworzyć” na laboratoryjnym szkle, a potem mrozić w beczkach z ciekłym azotem – to czemu mamy się przejmować dziećmi pędzonymi tysiące kilometrów, w tym na łodziach przez wzburzony ocean?

Skoro politycy wycierają sobie gębę „wartościami” i bez skrupułów łamią swoje kręgosłupy moralne, wyrzucając do kosza, z czysto politycznej kalkulacji, obywatelski projekt ustawy, ograniczającej możliwość zabijania dzieci – to czemu wymagać od nich liczenia się z głosami, błagającymi o (nie tak wcale wielką) pomoc dzieciom z Aleppo i innych miast wojny arabskiej?

Dopóki w sprawie ochrony każdego życia nie będzie konsekwencji, to wszystko nie będzie działało. Jeśli ktoś teraz oburza się, jak można nie pomagać biednym dzieciom z Syrii, a kilkanaście tygodni temu szedł w Czarnym Proteście, albo go popierał (w tej proaborcyjnej warstwie) – o, to jest hipokryzja.

Mistrzu! Zgubiła się Wam druga strona z tekstem „Kolędy”! Pozwoliłem sobie dopisać brakujące zwrotki. W ten sposób mamy całość, możemy przygotować się na przyjęcie Boga w dziecku. W każdym dziecku.

Bóg się rodzi, Cyganiątko,
obok niego śpi jagniątko,
Bóg się rodzi, Pakistańczyk,
słońce mu we włosach tańczy.

Rodzą się bożątka licznie,
rodzą się dzieciątka ślicznie
i pytają: gdzie jest raj?
i pytają: gdzie jest raj?

Ach, jak pięknie się rodzić
czy w Aleppo, czy w Łodzi…
Ach, jak trudno się rodzić
w małej łodzi na wodzie…

Gdzie jest kraj, i kraj to który,
gdzie się Bóg tęczowej skóry
może ukryć przed wojnami,
przed lękami i głodami,

Gdzie się Bóg nie trwoży trwogą,
bo cóż trwogi bogom mogą?
Bóg się rodzi, niebożątko,
lulajże, Afrykaniątko…

Ach, jak pięknie się rodzić
czy w Aleppo, czy w Łodzi…
Ach, jak trudno się rodzić
w wodzie, chłodzie, o głodzie…

Bóg się rodzi, Polak mały,
jaki znak twój? nosek biały,
Bóg się rodzi, śliczny skrzat,
niechaj mu przybywa lat

w kraju-raju, pięknym kraju,
w kraju-raju, pięknym kraju,
którym właśnie jest nasz kraj…
Baju-baju, baju-baj…

Ach, jak pięknie się rodzić
czy w Aleppo, czy w Łodzi…
Ach, jak trudno się rodzić
w małej łodzi na wodzie…

Ach, jak pięknie się rodzić
w Mińsku, Lwowie czy Łodzi…
Ach, jak dziwnie się rodzić
na Zachodzie i Wschodzie…

Bóg się rodzi, w szkle Dziecina,
Eskimosek, cel: zmarzlina,
Bóg się rodzi, dziś Downiątko,
Jego uśmiech nie w porządku.

Rodzą się bożątka małe,
Gdy niechciane – to skrywane
Za zasłoną łona gdzieś,
Gdzie jest rodzicielska śmierć.

Ach, jak pięknie się rodzić,
Gdy się mamie powodzi.
Ach, jak trudno się rodzić,
Gdy już każe odchodzić…

Gdzie jest dom i dom to który,
Gdzie się Bóg niechcianej skóry
Może ukryć przed szczypcami,
Zimnym stołem, cierpieniami…

  • Agnieszka Piwowarczyk

    Ech. Nic dodać, nic ująć.

  • Joanna

    Dziękuję za wskazanie tej nowej kolędy. Wstyd się przyznać — nie znałam.

    Całej Rodzinie życzę błogosławionych świąt.

    PS. Niezły z Pana tekściarz : -)