Moja wielkopostna radość #5, czyli miłosierdzie

Mamy Rok Miłosierdzia, więc ten temat sam się nasuwa. Ale nie tylko dlatego. Miłosierdzie Boże, choć w pewien sposób dzisiaj modne, to ciągle niepojęte. Miłosierdzie ludzkie chyba jeszcze trudniejsze, ale może tylko z pozoru? Dla mnie miłosierdzie obecnie to dwa słowa: przebaczenie i krew.

Moja wielkopostna radość #4, czyli praca

Robić w życiu, a zwłaszcza w życiu zawodowym to, co się lubi – to marzenie wielu osób. Większość narzeka, że jest zmuszona do takiej a nie innej pracy z powodów finansowych, a nie dlatego że doprowadziła ich do niej pasja, zainteresowania, czy jakieś życiowe cele.

Moja wielkopostna radość #2, czyli małżeństwo

Nie mam zamiaru stworzenia w tym miejscu laurki dla mojej żony, chociaż to oczywiste, że Elżbieta jest ukochaną kobietą mojego życia, piękną i wspaniałą. Chcę podzielić się moją radością z faktu noszenia obrączki z jej imieniem – właśnie teraz, bo skoro Wielki Post jest czasem nawrócenia, to chciałbym nawracać się także jako mąż. A tego nie da się robić bez …

Harcerstwo i ja, czyli dlaczego biegałam w spódnicy przez krzaki

Nieważne jak przebiegały moje harcerskie losy, ja po prostu mam harcerstwo w krwioobiegu. Nieważne, że od lat nie założyłam munduru, całe wieki nie byłam na obozie, a mój stopień tkwi gdzieś na dnie skautingowej hierarchii i lepiej go nie wspominać. Harcerstwo to styl życia, a kiedy dorastasz zostaje z Tobą, tylko nie musisz już płacić składki 😉 Oto moja słodko-gorzka historia …

O roku ów! – czyli kochamy dalej

Co tu powtarzać – wszystko, co pisałem równo rok temu jest nadal aktualne. Rok Pański 2015 minął szybciej, niż można było się zorientować. Oczywiście rewolucją w naszej rodzinie było przyjście na świat Basi. Przewróciła nasz świat do góry nogami, przeorientowała nasz plan dnia (i nocy…), przesunęła akcenty, zmieniła priorytety, przypomniała o najważniejszym, czyli…

Paryż wart Mszy – czyli czas na otrzeźwienie

Po zamach terrorystycznych w Paryżu, jak można się było spodziewać, trwa wykwit niezliczonych komentarzy, analiz, ocen, opinii, ekspertyz. Z wieloma z nich się zgadzam, niektóre mnie dziwią, sporo też jest takich, świadczących o – w najlepszym razie – naiwności ich autorów.

Nogi, nogi, nogi rozchodzone – czyli o niecierpliwym maluchu

Jest taki dźwięk, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Wyobraźcie sobie wazon z grubego szkła (taki, który nie tak łatwo rozbić), spadający z kredensu na drewnianą podłogę. Albo dużą, drewnianą kolumnę, przewróconą na jeden bok. Uderzenie solidnego młota o grubą deskę. Jedno, mocne, konkretne uderzenie; głuche, bez żadnego rezonowania; takie głębokie „łuP!” o twardą, suchą i nieczułą podłogę, …