Ten tydzień zdominowała tematyka dziecięca. Moje dziecko skończyło cztery lata (kiedy to minęło, jak się pytam?). Coraz śmielej odzywają się ci, co to chcą się wtrącić między mnie (rodzica) a moje dziecko, uzurpując sobie prawo do wychowania go według swoich chorych projektów. Z pozytywów: Tłusty Czwartek zaliczony, można szykować popiół.

CZTEROLATKA

W czwartek Basia skończyła cztery lata. Nasza ukochana Pierworodna, która wywróciła nam świat do góry nogami. Wymodlona, wyczekana, przyjęta z radością, łzami wzruszenia, poczuciem wszechogarniającego szczęścia i upojenia euforią. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy po 12 godzinach porodu wydobyła się na światło dzienne i znalazła się w naszych rękach. Kocham moje obie córki jednakowo (bo przecież miłość się mnoży, a nie dzieli) – jednak narodziny pierwszego dziecka są absolutnie wyjątkowe i szczególne.

2015

Dziś Basia jest zdrową, śliczną i mądrą dziewczynką – i za to jesteśmy wdzięczni Panu Bogu. Wrażliwa (czasami mam wrażenie, że ponad miarę), uważna, dokładna. Zdolna, pomysłowa, umie już coraz głębiej wchodzić w „swój świat”, wymyślać własne zabawy, spędzać czas po swojemu. Jednocześnie potrzebuje ogromnie dużo bycia razem z nią, poświęcania jej indywidualnej uwagi; jej językiem miłości jest bez wątpienia dotyk.

Jak ona się śmieje, jak żartuje, jak tańczy, jak śpiewa, wymyślając własne słowa do znanych sobie melodii! Jasne, że czasami trzeba mieć do Basi cierpliwości, zdarza się, że moje pokłady nie są wystarczające… Ale wzajemnie uczymy się sobie wybaczać nerwy i złości. Razem spędzamy czas, bawimy się, kitłasimy na łóżku, tańczymy, gramy – i robimy jeszcze mnóstwo innych wspaniałych rzeczy.

2019

Tak więc trwa czas urodzinowy – we wtorek (akurat na zakończenie karnawału) planujemy imprezę urodzinową dla koleżanek i kolegów (z przedszkola i znajomych), więc będzie wspólne świętowanie!

DEPRAWACJA

To, co dzieje się w obszarze szeroko pojętej edukacji – a raczej z wychowaniem, bo rzecz dotyczy określonych wartości – mnie, jako rodzica dwójki dzieci, dotyka coraz mocniej. Czas nieubłaganie idzie do przodu i coraz częściej myślę o moich córkach nie jako o maluchach: na horyzoncie majaczą już decyzje co do kierunku edukacji, wyboru szkoły i tym podobnych dylematów.

Gdy widzę napierającą coraz silniej ideologię lewicową (chyba bardziej: lewacką), połączoną z deprawacją dzieci poprzez ich wczesną seksualizację, naruszenie intymności, odebranie poczucia wstydu, oswojenie z pornografią i wynaturzonym obrazem rodziny (w ramach tzw. postępowej tolerancji) – a to wszystko z jednoczesnym ograniczeniem prawa rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci… to budzi się we mnie gniew i odruch obronny.

I przychodzi z tym wszystkim poczucie jednak trochę… smutku. Oto czasy mamy takie, że na progu dorastania moich córek i wchodzenia przez nie w wiek szkolny, nie muszę interesować się (i pilnować) jedynie tego, czy mają dobrego nauczyciela od języka polskiego i matematyki, czy z aktywności fizycznej to lepiej basen czy tańce itp. – ale jeszcze: czy nikt z zewnątrz nie wchodzi brutalnie (w imię tolerancji, oczywiście) w przestrzeń tego, jak chcemy je wychować w duchu moralności, wiary, czystości, patriotyzmu i innych pryncypiów. Wara!

Podsumowując: trzeba będzie rozważyć (jednak nie taki najbardziej komfortowy, ze względów choćby lokalizacyjnych, finansowych etc.) model edukacji domowej lub szkoły katolickiej/innej prywatnej. To nie są oczywiście złe rzeczy, ale jednak człowiek wychowany i wyedukowany w „zwyczajnym” trybie szkoły rejonowej nie skłania się odruchowo ku takim wariantom.

SZANSA

Wielki Post się zbliża, czujecie to? Niby ten tekst to podsumowanie ubiegłego tygodnia – ale ukochanej Czterdziestnicy tak bardzo nie mogę się doczekać, że postanowiłem dać temu wyraz już teraz. Zresztą Wielki Post przypomniał już o sobie w zeszłotygodniowy Tłusty Czwartek, którego termin wyznacza przecież Środa Popielcowa – i jeśli ktoś próbuje udowadniać, że tak nie jest, to żal mi go.

Wielki Post to czas upragniony, czas zbawienia, czas niezwykłej szansy. W tym roku szczególnie mocno uderza mnie myśl, że – wbrew różnym powierzchownym stereotypom – to nie czas gorszy, ale taki, dzięki któremu ja mam stać się lepszy. Post, jałmużna, modlitwa; dyscyplina, cierpliwość, nawrócenie; Bóg, rodzina, miłość – to wszystko ma znów stanąć w centrum mojego życia, bo przyznaję, że każdy z tych elementów trochę u mnie kuleje od jakiegoś czasu.

W tym roku naprawdę nie mogę się doczekać Wielkiego Postu! Zwykle to było tak, że gdy już nadchodził, to witałem Popielec jako teoretycznie dobry i potrzebny, ale wiecie, taka trochę przykra konieczność. Teraz nastawiam się na dobre przygotowanie do Wielkanocy. Oczywiście: mam świadomość ryzyka słomianego zapału i zbyt wygórowanych oczekiwań – pewne doświadczenie różnych przeżyć duchowych robi swoje, jednak myślę, że to dobre nastawienie się na Wielki Post może być Boże, i jestem za to wdzięczny.

Za tydzień pewnie napiszę coś więcej w tym kontekście, przy okazji przypominając swoje wcześniejsze teksty o Wielkim Poście – tymczasem życzę udanej końcówki karnawału!

 Ten wpis jest moim przeglądem minionego tygodnia z cyklu “2 plus 1, czyli tygodniowy kubek miodu z łyżeczką dziegciu”. O jego zasadach możesz przeczytać tutaj. Jeśli spodobał Ci się powyższy tekst, możesz go udostępnić. Zachęcam również do komentowania poniżej.