Empiczek entliczek II, czyli ciąg dalszy nastąpił

To nie o to chodzi, że sobie pomyślałem „a nie mówiłem”; raczej o to, że okazuje się, że empikowy scenariusz na tegoroczny Adwent jest nadal, chcąc nie chcąc, podchwytywany, i oto możemy oglądać kolejny odcinek tego – nudnego, naprawdę – serialu, albo nawet bajki.

A to było tak: dawno, dawno temu…

W pewnym królestwie żyły sobie krasnale, większość których ubierała się w tradycyjne Czerwone Czapki, noszone z dumą oraz poczuciem niezwykłej wartości tego drogocennego przybrania, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Obok nich było też trochę krasnali, które wyznawały inny kolor czapek (np. niebieskie, zielone, żółte); tu i ówdzie można też było spotkać osobniki, uważające, że czapki nie są do niczego potrzebne i równie dobrze można chodzić z odkrytą głową – a także takich dziwaków w kapeluszach, którzy walkę z czapkami (zwłaszcza czerwonymi) uznali za pożyteczny sposób spędzania wolnego czasu.

empik3Ci ostatni, chociaż można ich było policzyć niemalże na palcach jednej (no, może dwóch-trzech) parach rąk, stali się całkiem sprytni, zaradni i przebiegli – wykorzystując też, przy okazji, skłonność czerwonoczapczastych do obrażania się, ich wrażliwość na szacunek wobec czcigodnych okryć głowy oraz gorliwość w ich obronie, która nieraz rozpalała ich skórę, równawszy jej barwę do świętego koloru.

W królestwie były też kramy z przeróżnymi produktami, a wśród nich te z – potrzebnymi każdemu krasnalowi – bogatymi księgami, kamieniami z zaklętą w nich muzyką, oraz przeróżnymi drobiazgami, które czynią życie dobrym, ciekawszym, bogatszym, i które można też podarować zaprzyjaźnionym krasnalom, co każdy bardzo lubił robić.

Do zarządcy jednego z takich właśnie kramów, przekonanych że jest najlepszy, największy, najwspanialszy, najpiękniejszy i jedyny (choć to wcale nie była prawda) przeniknęło kilku krasnali w kapeluszach, walczących z Czerwonymi Czapkami i zaczęło szeptać: „Drogi panie! Zbliżają się wielkie zimowe święta Czerwonej Czapki, wszystkie krasnale (nawet te z gołymi głowami) uwielbiają wtedy kupować prezenty dla innych, w twoim kramie zawsze można ich było spotkać całe tłumy, nigdy nie mieli do ciebie większych zastrzeżeń, twoja oferta im się podobała… Zróbmy trochę zamieszania, zabawy! Niech będzie o tobie i o twoim kramie głośniej! Sprowokujmy ich, żeby mówili tylko o tobie, poprzez uczynienie skandalu! Wywieśmy na naszych namiotach podobizny dwojga błaznów, o których było ostatnio cicho, ale którzy dla srebra zrobią wszystko: jednego, który świętą Czerwoną Czapkę nosił paradnie jako majtki, oraz tę, która szczyci się jej spaleniem. Ależ się wściekną! Będą protestować, oburzać się, organizować różne śmieszne modły przed naszymi namiotami – ośmieszą się przed resztą, a dla nas to będzie pyszna, darmowa reklama!”.

Rzeczywiście, postąpiono ściśle według powyższego planu. Gdy tylko część czerwonoczapczastych krasnali to ujrzała, nie robiła nic innego, jak wszem i wobec mówiła o swoim oburzeniu, organizowała protesty, piętnowała skandal. Zadział efekt domina: zaczęli dołączać inni, grupa zrobiła się coraz liczniejsza i głośna, co oczywiście wzbudziło u wielu innych krasnali prosty wniosek: że ci, niosący Czerwone Czapki, są jacyś przewrażliwieni, nie za bardzo wiadomo, czego tak naprawdę chcą, niektórzy zaczęli myśleć, że chyba do istoty noszenia Czerwonej Czapki należy węszenie wszędzie spisków, agresja wobec wszechatakujących, oraz – albo przede wszystkim – dążenie do ogólnego ustalenia, co wolno czytać lub oglądać, czego słuchać, gdzie chodzić i, oczywiście, gdzie robić zakupy.

Na ogólnodostępnym i lubianym przez wszystkich, komunikacyjnym murze, zaczęto więc nieustannie nawoływać do działania, do protestu, do bojkotu, do akcji, do manifestacji, do walki, do… no, do wszystkiego, co po prostu TRZEBA teraz robić. To przecież oczywiste, że tak trzeba. Tak, a nie inaczej, kto uważa, że inaczej, ten nie wie, nie rozumie, nie widzi, prawdopodobnie jest już przeciwko nam.

Tak się złożyło, że mur należał, niestety, do krasnali niekoniecznie preferujących Czerwone Czapki – raczej wielokolorowe, albo może kapelusze, albo w ogóle inne tematy niż okolice głowy (nie mówiąc o jej zawartości), więc ciche krasnale z interesującego nas kramu uprzejmie poprosiły, aby plakaty „krzykaczy”, jak nazwano tamtych, można było zerwać i uniemożliwić ich dalszą działalność na murze. Powód, tak naprawdę, sprowadzał się do jednego: „wnerwijmy czerwonoczapczastych bardziej! podjęli naszą grę lepiej, niż przypuszczaliśmy – dodajmy paliwa do ich ognia! nie pozwólmy, żeby spadł ich zapał!”. Tak też, w imię dwóch świętych patronów muru: Spokoju oraz Tolerancji (chociaż zazwyczaj leniwych, tym razem niezwykle gorliwych w działaniu), uczyniono.

Angry Gnome

No, teraz to dopiero się zaczęło, dokładnie punkt po punkcie według scenariusza zarządu kramu: Czerwone Czapki podniosły kolejny krzyk: oto nas prześladują, atakują, cenzurują, zwalczają, zamykają usta, gnębią, obrażają, szydzą z nas! Krasnale w kapeluszach zaś cieszyły się: „oto spełnia się nasz genialny plan: Czerwone Czapki, zamiast przygotowywać się w spokoju do swoich Świąt, skupiają energię na kolejne odsłony akcji bojkotujących, natomiast reszta (nie do końca zorientowanych, o co tak naprawdę chodzi) i tak przychodzi na zakupy do naszego kramu, o którym głośno ostatnio, traktując to jako oczywistość. Całe szczęście, że czerwonoczapczaści nie poprzestali na cichym, prywatnym bojkocie, wysłaniu listu protestacyjnego i odpowiedzeniu jakąś skuteczną DOBRĄ akcją – inaczej nasz kruchy, żeby nie powiedzieć – hihi – prymitywny plan spaliłby na panewce!”.

Jakby mi się nudziło, to wziąłbym paczkę popcornu i zasiadł do oglądania kolejnych odcinków tej telenoweli. Ale Adwent jest zbyt ważnym i intensywnym czasem, żeby sobie głowę zawracać takimi wojenkami. Powyższe napisałem, bo naprawdę nie potrafiłem się powstrzymać…