Prowokacja, grubymi nićmi szyta, to coś na co nie warto odpowiadać ściśle według scenariusza prowokatora. Oburzanie się w zły (albo nawet głupi) sposób czyni karykaturę z samej istoty sporu. Bądźmy rozsądni i wybierajmy dobro, zamiast głośno krzyczeć o złu. Można w Empiku kupować wartościowe książki, a w Lidlu dobre dla nas produkty, i już. Ideologiczny bojkot to najgorsze, co możemy zrobić dla promowania wartości chrześcijańskich.

Wpis na ten temat chodzi za mną od jakiegoś już czasu, gdy tylko zaistniał on w różnych dyskusjach, szczególnie – jak zwykle – w internecie. Tak się składa, że w zasadzie mógłbym odesłać do dwóch tekstów, których autorzy mnie uprzedzili i z którymi w zasadzie zgadzam się w całości: do blogów pochwalony.euKamila Lipińskiego – i nie pisać więcej. Z mojej strony będzie jedynie kilka dopowiedzeń.

Cała ta „afera” z Empikiem bardziej chyba mnie dziwi i śmieszy, niż rzeczywiście oburza. Dziwi to, jak wielu daje się nabierać i sądzić, że się czemuś „nie daje”. Nie, nie chodzi wcale o to, że nie oburzam się na gesty lub słowa dwóch (anty)bohaterów całego zamieszania: Adama Darskiego „Nergala” i Marii Czubaszek (to z jednej strony prowokujący pseudoartysta, budujący popularność na publicznych profanacjach i bluźnierstwach, a z drugiej bredząca od rzeczy, skądinąd utalentowana, autorka tekstów, chwaląca się zabiciem swoich nienarodzonych dzieci). Dla zdrowo myślącego katolika – ale nie tylko – ich słowa lub gesty są faktycznie obrazoburcze, czy też po prostu idiotyczne  (przecież uznanie aborcji za zabójstwo to nie jest kwestia żadnej wiary). Ale jeśli ktoś uważa, że ogłaszając wszem i wobec wielki bojkot Empiku, podkręcając to  jeszcze, gdy za cicho się o tym mówi – nie realizuje w ten sposób, wręcz punkt po punkcie, zaplanowanego empikowego scenariusza, to szczerze współczuję zafiksowania.

Przecież im o to właśnie chodzi: niech o nas mówią cokolwiek, byle głośno! I tak większość społeczeństwa uzna to (niestety) za kolejny przejaw przewrażliwienia katolików, którzy czegoś się czepiają. Jestem przekonany, że marketingowcy empikowi dokładnie obliczyli, ile ich to wszystko razem będzie kosztowało, i raczej na tym hałasie nie stracą. Najśmieszniejsze  jest to, że na plakatach, które można zobaczyć w Empiku, naprawdę nie ma nic bluźnierczego – chyba, że samo pokazanie twarzy wyżej wymienionych już jest bluźnierstwem? Gdyby nie darmowa reklama ze strony „bojkotujących”, nikt by nawet nie połączył jedno z drugim. (Nawiasem mówiąc, ktoś napisał w jednym z komentarzy w dyskusji na ten temat: „W kraju, gdzie jedna na milion osób czyta dziennie najwyżej jeden tekst dłuższy niż 500 słów, bojkot księgarni brzmi co najmniej groteskowo”. I coś w tym jest.)

Pojawia się pytanie: czy to wszystko warte jest swojej ceny? Czy nie lepiej podejść do tego nieco spokojniej, co wcale nie oznacza utraty swoich przekonań, poglądów, wyznawanych wartości? Od ciągłego mówienia o złu, naprawdę dużo bardziej przekonujące – ale też trudniejsze – jest pokazywanie dobra! Nie skupiajmy się na brakach, tylko na tym, czym je wypełnić. Gdy na facebooku pojawiają mi się co jakiś czas memy z twarzami Nergala lub Czubaszek i ich pikantnymi (rzeczywiście obraźliwymi) cytatami – wszystko w ramach bojkotu Empiku, oczywiście! – to mam wrażenie raczej jakiegoś obłędu niż normalnego podejścia. Ideologiczny bojkot czyni z chrześcijaństwa karykaturę, w której nie ma miejsca na użycie rozumu i zdrowego rozsądku.

Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! (Mt 10,16)

Kojarzy mi się to z ideologicznym podchodzeniem do mediów: nie słuchaj TOK FM, nie oglądaj TVN, nie czytaj ani słowa z „Wyborczej” – bo? Trzeba się później z tego spowiadać? Pewnie, że można tam znaleźć niezły stek bzdur i ideologicznej propagandy na różne tematy, ale nie bądźmy bardziej gorliwi, niż potrzeba. Umiejmy mądrze i roztropnie korzystać z tego, co nas otacza (media, sklepy, księgarnie itp.), ale nie wystawiajmy się na śmieszność akcji bojkotowych, które naprawdę osiągają mizerny skutek. Na szczęście Empik nie jest jedynym miejsce, gdzie można kupić świąteczne prezenty, więc nie ma sytuacji bez wyjścia.

Podobno do „wyklętych” marek dołączają inne: jest już niebezpieczne robienie zakupów również w Lidlu, z racji na ich kampanię reklamową, w której nie ma ani słowa o Świętach Bożego Narodzenia, tylko mówi się o „tych dniach”. Ponowne rozdmuchanie problemu, wyolbrzymienie, i darmowa reklama. Widziałem tę reklamę w kinie (nie mam telewizora) i do głowy mi nie przyszło, że jest w niej coś nie tak, co ma mnie bulwersować. Ot, po prostu typowa, zręcznie i emocjonalnie zrobiona, komercha, bazująca na infantylnym, areligijnym i konsumpcyjnym podejściu do Świąt (świąt?), gdzie istotne są zakupowe tygodnie „przed”, a nie sama istota. Musiałem dopiero dziś przeczytać uświadamiający mnie artykuł na jednym z katolickich (ech…) portali, że powinienem być oburzony!

Już nie mogę się doczekać wiosennych bojkotów hipermarketów, w których niedługo po Środzie Popielcowej skaczą żółte kurczaczki i zajączki – czy wtedy też będziemy się domagać, aby na Wielkanoc mówić w reklamach o Chrystusie Zmartwychwstałym, a na plakatach żeby był obecny Paschał? Chyba lepiej spojrzeć na to z politowaniem, popukać się w głowę i westchnąć za biedną, ludzką głupotą, niż marnować energię na walkę z nią. Szkoda czasu i energii, lepiej je wykorzystać na coś zupełnie innego.