Ale to już było, i powraca ciągle – czyli Wielki Tydzień

Co lubię najbardziej w Wielkim Tygodniu, i w jego kulminacji, czyli w obchodach Triduum Paschalnego? Że to wszystko już było, a jednocześnie dzieje się na nowo. Wspominamy najważniejsze wydarzenia wszechświata, które wydarzyły się niemal dwa tysiące lat temu, ale zarazem wchodzimy w nie tak, jakby działy się dziś. Z jednej strony śledzimy konkretne etapy tej historii, a z drugiej – wiemy, co będzie dalej. To nie magiczny wehikuł czasu, to liturgia.

Nie możemy idealnie wcielić się w role uczniów Jezusa – nie dlatego, że większość z nas nie jest rybakami, ale dlatego, że w przeciwieństwie do Szymona i jego współtowarzyszy my wiemy, co będzie dalej. Oni, gdy zobaczyli, jak zakończył się dzień Wielkiego Piątku, byli zupełnie zrezygnowani i zniechęceni. Rozpacz z powodu śmierci Mistrza sprawiła, ze zupełnie stracili energię do dalszych działań; poczuli się przegrani, osamotnieni, może nawet oszukani. A myśmy się spodziewali…

My jesteśmy w lepszej sytuacji, bo choćbyśmy nie wiem jak bardzo emocjonalnie przeżyli liturgię Wielkiego Piątku – nie jesteśmy pokryci żałobą, bo wiemy, że to nie koniec; że w Wielką Sobotę Chrystus zstępuje do Otchłani i podaje rękę Adamowi, żeby go stamtąd wyciągnąć; że w Niedzielę pobiegniemy razem z Marią do Grobu, i zobaczymy jedynie złożone chusty.

Tego się nie da wypowiedzieć

W ciągu całego roku nie ma dla mnie bardziej przeszywającego momentu, niż uświadomienie sobie Zmartwychwstania – chociaż wiem, że ono jest faktem, to jednak dotyka mnie ono zawsze tak samo zaskakująco, na nowo. To jest zbyt wielki ładunek radości, żeby przejść obok niego obojętnie. Różne święta obchodzimy w ciągu roku, kościelne czy rodzinne, ale żadne tak nie uderza, tak nie eksploduje. (nawet Boże Narodzenie, które ma jednak nieco inny charakter). Domyślam się, że nie każdy tak to przeżywa – ale może jest to jakiś sygnał do zastanowienia się nad swoją wiarą? Jestem ostatnim, który by chciał oceniać czyjąś wiarą, bo ze swoją mam wystarczająco dużo problemów – ale może jest coś w tym, że my się za mało odmieniamy przez Święta? Czasami po naszych twarzach nie widać, że zobaczyliśmy Światło Chrystusa. Może byłoby nam łatwiej w codzienności?

Zawsze urzekało mnie w pewien sposób, że w najważniejsze dni roku liturgicznego – Święte Triduum Paschalne – nie ma obowiązku uczestniczyć w liturgii. Nie trzeba iść do kościoła, na te najpiękniejsze i wyjątkowe celebracje, to pewien paradoks! Nie można przecież nikomu nakazać obecności w Wieczerniku, na Golgocie, przy Grobie. Każdy może wybrać. Jedynie Niedziela, oczywiście, jest wskazana jako obowiązkowa – ale wejście w nią ot tak „z ulicy” sprawia, że bardzo trudno nie przeżyć jej jak każdej innej niedzieli w roku.

Najpiękniejszy tydzień w roku

No jasne – powie ktoś – może łatwo tak mówić, gdy się jest codziennie w kościele, współtworzy się celebracje Triduum, nie trzeba się wcześniej zwalniać z pracy, jednocześnie ogarniając porządki domowe, wypiekając ciasta, malując z dziećmi pisanki, robiąc zakupy, i mając na głowie jeszcze tysiąc innych ważnych spraw do załatwienia w tym tygodniu. Uwierzcie, mój tegoroczny grafik pracy sprawia, że pod względem ludzkim (rodzinnym), nie mogę się doczekać, żeby już było po Świętach – bo znalezienie w nich czasu dla rodziny jest często niemożliwe (wiele wskazuje na to, że to już ostatnie Święta tego typu w naszej rodzinie). Ale pomimo tego staram się, jak potrafię, przeżyć je jak najlepiej.

Jest trudno wejść w te dni głęboko? Pan Bóg docenia taki trud, pamiętajmy.

Dobrych Świąt dla wszystkich! Błogosławionych, przemieniających, dających nowe życie!


P.S. Po zakończeniu pisania tego tekstu otworzyłem wiadomość, że w Egipcie, w dwóch zamachach terrorystycznych, zginęło ponad 36 osób. To wszystko w trakcie liturgii Niedzieli Palmowej, w kościołach koptyjskich. Ktoś jeszcze potrzebuje większych znaków, że liturgia jest żywa, konkretna, tu i teraz? Daj nam, Panie, prawdziwą wiarę, ponad naszą zwykłą pobożność.

 

  • Zdecydowanie tak! Inaczej przeżywa się święta Bożego Narodzenia, a inaczej Triduum. Aczkolwiek będąc rodzicem – bez względu na to które to święta – nie jest łatwo czerpać z bogactwa liturgii. W moim przypadku wygląda to raczej jak chwytanie tego, co się da (choć to w dużej mierze rzeczywistość nieuchwytna), bo nigdy nie wiadomo czy nic w uczestnictwie nie przeszkodzi (choroby) albo czy nie pojawią się „rozproszenia” (tato, siku!) 😛

    Jak sobie pomyślę o problemach ze skupieniem na Mszy św. sprzed 5-10 lat to nie mogę przestać się do siebie uśmiechać 🙂

    • To prawda, perspektywa wraz z narodzinami kolejnych dzieci zmienia się bardzo 😉