Każdego roku przechodząc nasz kalendarz adwentowy koncentrujemy na kwestiach wiary, religii, relacji z Bogiem i innymi ludźmi. Jednak przygotowując ogólną wizję kalendarza i jego zawartość kilka tygodni wcześniej, biorę pod uwagę przede wszystkim to, na jakim etapie rozwojowym są moje dzieci. Tak wypadło, że są to kilkuletnie maluchy (dwulatka i prawe czterolatka). W sieci niełatwo znaleźć ciekawe propozycje dla tej grupy wiekowej. Inspiruję się i rozglądam, ale nie kopiuję gotowych pomysłów – siadam z kartką, długopisem i przez kilka wieczorów zastanawiam się, obgaduję z mężem różne rozwiązania. Pracę ułatwia mi przyjęcie kilku założeń, zasad, dzięki nim nasz kalendarz adwentowy wygląda tak, jak wygląda. W tym roku uznaliśmy, że:

  1. Kalendarz powinien wyraźnie wskazywać upływający czas – można to zrobić na różnej zasadzie: ubywanie lub przybywanie określonych elementów, odznaczanie aktualnego dnia.
  2. Wskazujemy wyraźnie kierunek, korzystamy z symboliki chrześcijańskiej – w naszym kalendarzu adwentowym wcześniej czy później pojawia się postać Dzieciątka Jezus, żłóbka, Maryi i Józefa, nie chcemy ich zastępować gwiazdą, choinką czy św. Mikołajem.
  3. Unikamy prezentów i silnie emocjonujących wydarzeń, aby nie tworzyć kontrastu z Bożym Narodzeniem, które w swojej zwyczajności może dzieciom potem umknąć (polecam w tym temacie kilka słów o. Szustaka). Drobne prezenty pojawiają się tylko 2-3 razy, raczej książki i gry/puzzle. Dzieci i tak skojarzą ten okres z prezentami otrzymanymi z różnych źródeł, jednak nie zależy nam na wzmacnianiu tego wymiaru.
  4. Ze względu na lepsze przyswajanie tekstu czytanego u naszych córek, zadania i ich omówienie mają formę listu. U nas to ok. 4-5 zdań + rekwizyty. Aby zachować spójność kreujemy jedną postać narratora
  5. Zrezygnowaliśmy z umieszczania w kalendarzu dużych, typowo przedświątecznych obowiązków, ponieważ w ubiegłym roku ten typ zadań słabo się sprawdzał (często trafialiśmy na totalny brak współpracy, kiepski humor, zmęczenie). Sprzątanie, pieczenie, ubieranie choinki – we wszystkie te czynności włączamy dzieci, ale uwzględniając ich bieżący poziom współpracy i bez motywowania kalendarzem.
  6. Wykorzystanie mechanizmu kuli śniegowej – kolejne dni przypominają nam o zadaniach wcześniejszych i wszystko kumuluje się przed Bożym Narodzeniem
  7. Realne określenie ile czasu mamy na wykonanie zadań adwentowych danego dnia. U nas wybieraliśmy zadanie z dnia na dzień i umieszczaliśmy w osobnym worku obok kalendarza. Bardzo polecam tę metodę rodzicom maluchów, bo zwyczajnie daje większą elastyczność i nie tworzy pokusy odkrywania zadań czy paczuszek przygotowanych na kolejne dni.

Dla nas takie przygotowanie założeń bardzo uprościło budowę scenariusza i konkretnych zadań. Znając możliwości i predyspozycje swoich dzieci łatwo stworzycie podobną listę założeń dla siebie