Kyrie eleison? Na durowo! – czyli śpiew po akcie pokuty

Po pieśni na wejście kolejnym śpiewem jest aklamacja Kyrie eleison (po polsku przetłumaczona jako Panie, zmiłuj się). Błędnie myśli się o nim jako o części aktu pokuty – śpiewa się go po nim, chociaż nie zawsze: pomija się ten śpiew, gdy wybrano formę aktu pokuty, w której aklamacja „zmiłuj się nad nami” jest już obecna. W polskiej praktyce, niestety, obecna jest prawie tylko pierwsza forma aktu pokuty, zaczynająca się od słów Spowiadam się…  (Confiteor), przez co wydaje się, że Kyrie eleison jest jej uzupełnieniem, dalszym ciągiem. A to… nie do końca prawda.

Trochę historii

Zawołanie Kyrie eleison! było bardzo powszechne w starożytnej Grecji – wołano tak do rożnych bóstw pogańskich, zwłaszcza do Słońca. Później przeniesiono ten okrzyk także do ludzi: np. w Persji witano w ten sposób nowego króla. Na Zachodzie termin Kyrios (Pan) odnoszono do cesarzy, tak więc Kyrie eleison stało się powitaniem w trakcie ingresu nowego władcy, podczas odwiedzin jakiegoś miasta, albo w czasie powrotu naczelnego wodza ze zwycięskiej bitwy. Od samego początku używano tego okrzyku w różnej częstotliwości: nie wystarczyło powiedzieć (krzyknąć) Kyrie eleison tylko 1 raz, ale 3 razy, 9 razy, 12 razy, 40 razy, a nawet 100 razy, celem zmęczenia bogów – gdy będziemy wystarczająco natrętni, wyprosimy w ten sposób potrzebne dary, proste. Jednocześnie, obok znaczenia błagalnego, rozumiano ten okrzyk jako „vivat!”, „niech żyje!”, „witaj!”.

Chrześcijanie przejęli termin Kyrios na oddanie wcześniejszego, hebrajskiego terminu Jahwe. Naszym Panem, Kyriosem, jest Bóg – a w Nowym Testamencie to oczywiście osoba Jezusa Chrystusa. W starożytnych liturgiach Kyrie eleison pojawia się jako odpowiedź wiernych w litaniach, po czytaniach. W późniejszych wiekach skrócono litanię Kyrie do trzech zawołań, dołączono trzykrotne Christe eleison, i znów trzykrotne Kyrie eleison. Dlaczego tyle? Razem mamy dziewięć zawołań, a ponieważ teologia uwielbia liczby i do każdej dokłada jakąś symbolikę, tym razem połączono Kyrie eleison z dziewięcioma chórami anielskimi. Później wiązano ten śpiew nawet z Trójcą Świętą (po trzy wezwania do każdej Osoby).

Jezus jest Panem

Jak już wspomniałem, adresatem tego śpiewu (w liturgii) zawsze był Chrystus – to On jest Panem. W ten sposób zwracamy się, witamy, obecnego w liturgii Zmartwychwstałego Jezusa, zwycięskiego Króla, najwyższego i godnego wszelkiej chwały. Jednocześnie aklamacja ta kryje w sobie element prośby, coś z wołania Dobrego Łotra, wiszącego na krzyżu obok Jezusa. W ciągu wieków ten drugi aspekt przeważył, wyparł uwielbienie – i szkoda, chciałoby się powiedzieć. W konsekwencji Kyrie eleison stało się jakby uzupełnieniem Confiteor (Spowiadam się), wołaniem o miłosierdzie. Niektórzy badacze dziejów liturgii uważają to zjawisko wręcz za „tragedię” Kyrie. Może to ocena na wyrost, ale rzeczywiście w powszechnym odczuciu śpiew Kyrie eleison (po polsku: Panie, zmiłuj się nad nami) nie jest odczuwany jako uwielbienie, ale raczej jako błaganie o miłosierdzie.

Tymczasem akt pokuty już się odbył, teraz witamy Pana, któremu dziękujemy i którego wielbimy za dokonane pojednanie (taki motyw kryje się w greckim eleison). Oto jest z nami Chrystus uwielbiony, przychodzący w otoczeniu aniołów – przypominam o symbolice dziewięciu chórów anielskich zawartej w dziewięciokrotnym śpiewie tej aklamacji.

Tłumaczenie, tłumaczenie, wypaczenie

W liturgii posoborowej używamy polskiego przekładu Kyrie eleison, czyli Panie, zmiłuj się nad nami. Powiedzmy sobie uczciwie, że tłumaczenie to można określić jako, delikatnie mówiąc, mało udane: i ze względów muzycznych (z lapidarnej aklamacji powstał rozwlekły tekst, aż pięć słów zamiast dwóch), i ze względów treściowych. Tłumaczenie zawsze trochę oszukuje,  w tym przypadku zawęża znaczenie danych słów: „zmiłuj się nad nami” skłania ku błagalnemu rozumieniu tej aklamacji – co, jak wcześniej pokazałem, nie jest do końca prawdą. Przy okazji skrócono liczbę wezwań z dziewięciu do sześciu, chociaż ze względów muzycznych można ją dowolnie zmieniać. Osobiście wolę takie kompozycje Kyrie eleison, które w warstwie muzycznej nie są zbyt ciężkie, smutne, mollowe – ale raczej te z nutą nadziei, gdzie pobrzmiewa uwielbienie, a przynajmniej zakończenie można zakończyć durowo.

Przy okazji: to właśnie to jednostronne rozumienie Kyrie eleison skutkuje wołającym o pomstę do nieba zastępowaniem tej aklamacji przeróżnymi piosenkami, typu Panie, przebacz nam czy Przepraszam Cię Jezu. Brrr! Abstrahując od warstwy znaczeniowej, tego typu wstawki i zastępniki są absolutnie niedopuszczalne i zakazane w liturgii.

Uważam, że w obecnym mszale niepotrzebnie przetłumaczono Kyrie eleison, zamiast pozostawić je w brzmieniu oryginalnym – tak postąpiono przecież z Amen, Alleluja, Hosanna… strach pomyśleć, co by powstało z translacji tych zwięzłych słów. Jednocześnie, przyznajmy, pozostawiono możliwość skorzystania z tekstu oryginalnego. Tym bardziej jest to niezrozumiałe, że podczas nabożeństw, w litaniach, odmawia się właśnie tekst grecki i nie ma z tym żadnego problemu. Brakuje mi we mszy tego twardego Kyrie!

  • Joanna

    Bardzo dziękuję za ten wpis. „Kirje elejson” nabrało dla mnie nowego znaczenia : – )