Na początku Wielkiego Postu przypominam sobie o wydarzeniu, którego osobiście nie pamiętam, a przecież już nic większego mnie w tym życiu nie spotka. Naznaczono mnie niezmazalną pieczęcią. Bóg wyrył we mnie siebie. „Zapytano cię: «Czy wierzysz w Boga Ojca Wszechmogącego?» Powiedziałeś: «Wierzę» i zanurzyłeś się, to znaczy pogrzebano cię” (św. Ambroży).

Trzy spojrzenia na mój chrzest budzą we mnie radość – właśnie teraz, w Wielkim Poście.

Trafiony zatopiony

Zostałem ochrzczony 21 kwietnia 1985 roku, w Trzecią Niedzielę Wielkanocną. Niemal dokładnie trzy miesiące po urodzeniu, co jest całkiem niezłym wynikiem (dzięki, Rodzice!), patrząc na obecne tendencje. Dziś chrzci się dzieci coraz starsze, z różnych powodów, najczęściej dopasowując często termin uroczystości raczej do imprezy rodzinnej (tzw. chrzciny, ważniejsze od chrztu tak, jak dla niektórych wesele od ślubu). Skrajnym przypadkiem jest odwlekanie tego sakramentu aż do Pierwszej Komunii Świętej i traktowanie chrztu jako pośpieszne nadrobienie jednej z formalności (podobnie, jak niektórzy traktują bierzmowanie). Tak na marginesie: czy w takim lekceważącym podejściu do sakramentów nie widać (wyraźniej niż gdzie indziej) wciąż kulejącej katechezy, przez którą oczywiście nie rozumiem jedynie szkolnego nauczania religii?

[wc_box color=”secondary”]

Ten wpis jest częścią cyklu Moje wielkopostne radości. Przeczytaj też:

Wstęp
Moja Wielkopostna Radość #2, czyli małżeństwo
Moja Wielkopostna Radość #3, czyli dziecko
Moja Wielkopostna Radość #4, czyli praca
Moja Wielkopostna Radość #5, czyli miłosierdzie
Moja Wielkopostna Radość #6, czyli Pascha

[/wc_box]

W każdym razie odkładanie chrztu zbyt późno jest dla mnie niezrozumiałe, z perspektywy życia chrześcijańskiego, z punktu widzenia wiary. Chrzest jest przecież wejściem w prawdziwe życie dziecka Bożego, zatopieniem w Chrystusie, pierwszym sakramentem, otwierającym dostęp do całego skarbca łaski.

Warto pamiętać datę swojego chrztu, świętować ją co roku. To przecież najważniejsze wydarzenie naszego życia!

Jestem ochrzczony, a więc jestem członkiem Kościoła, wielkiej rodziny ludzkiej, mam niezliczoną liczbę braci i sióstr w wierze. Nie jestem na tym świecie sam, choćbym stracił wszystkich najbliższych, zawsze jestem otoczony modlitwą ludzi, których nawet nie znam osobiście, mogę dzielić się z nimi moimi radościami i utrapieniami – z wzajemnością. Możemy się ze sobą nie zgadzać, spierać, nawet kłócić się o wiele spraw: o politykę, sprawy społeczne, kulturę, kształt Kościoła, cokolwiek – ale zawsze wiemy, że przy Chrystusie, przy Jego krzyżu i ołtarzu jesteśmy razem, w prawdziwej wspólnocie. Czy to nie wspaniałe?

Czas Paschalny już się zaczął!

Chrzest jest nierozerwalnie związany ze Świętami Wielkanocnymi – w starożytności chrzczono jedynie w Noc Wigilii Paschalnej, dlatego Wielki Post był czasem przygotowania do chrztu. Ten chrzcielny charakter Wielkiego Postu trochę zatraciliśmy, akcentując przede wszystkim rys pokutny i pasyjny, związany z Męką Pańską – a szkoda. Podczas Wigilii Paschalnej następuje uroczyste odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Za każdym razem mam wtedy poczucie, że dzieje się to trochę nagle, bez należytego przygotowania. Może właśnie Wielki Post powinien być dobrą okazją do przypomnienia sobie: co wyznajemy, do czego się zobowiązujemy, czego się wyrzekamy? A raczej: że to wszystko już się dokonało (ustami najczęściej naszych rodziców chrzestnych).

Skoro chrzest jest związany z Paschą (z niej wypływa) i jednocześnie jest treścią Wielkiego Postu, to musimy pamiętać, że tak naprawdę Czas Paschalny nie zaczyna się z Wielkanocą, ale obejmuje właśnie cały Wielki Post (który do Paschy prowadzi) i Okres Wielkanocny (który z Paschy zstępuje aż do Zesłania Ducha Świętego).

To budzi we mnie ogromną, prawdziwą radość!

Wszczepiony również w ziemską Ojczyznę

W roku 1050. rocznicy chrztu Polski trudno nie cieszyć się i z tego faktu: mój chrzest włącza mnie w historię chrztu mojej ziemskiej Ojczyzny. Może to dla niektórych będzie kontrowersyjne, ale powiem więcej: przez to, że jestem ochrzczony, jestem w pewien sposób bardziej Polakiem, bo żyję w rzeczywistości, która trwale i silnie naznaczyła losy Polski, jej historię, tradycję, kulturę, cywilizację, ducha, wartości. Mam nadzieję, że to nikogo nie urazi: bo czy uważam, że osoba nieochrzczona jest mniej Polakiem? Absolutnie tak nie uważam. Chrzcielny rys naszego kraju (narodu) jest jednak stwierdzeniem pewnego faktu, i tyle. Analogicznie, jak w przypadku człowieka – jest to pieczęć niezatarta, o której nie powinno się zapominać. To nasza tożsamość, nasz język, w głębokim znaczeniu tego słowa.

Jestem chrześcijaninem. Właśnie zaczął się najważniejszy czas w roku, kiedy mój chrzest odnowi się, zanurzę się ponownie w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Jestem Polakiem, złączony z ponad tysiącletnią historią mojej chrześcijańskiej Ojczyzny. Ile powodów do radości!