Mamy Rok Miłosierdzia, więc ten temat sam się nasuwa. Ale nie tylko dlatego. Miłosierdzie Boże, choć w pewien sposób dzisiaj modne, to ciągle niepojęte. Miłosierdzie ludzkie chyba jeszcze trudniejsze, ale może tylko z pozoru? Dla mnie miłosierdzie obecnie to dwa słowa: przebaczenie i krew.

Miłosierdzie jest zawsze dwustronne: coś otrzymuję, dlatego przekazuję to dalej (choć w innej formie). Przedziwny łańcuch pokarmowy: karmię kogoś innego tym, czym sam się żywię.

[wc_box color=”secondary”]

Ten wpis jest częścią cyklu Moje wielkopostne radości. Przeczytaj też:

Wstęp
Moja Wielkopostna Radość #1, czyli chrzest
Moja Wielkopostna Radość #2, czyli małżeństwo
Moja Wielkopostna Radość #3, czyli dziecko
Moja Wielkopostna Radość #4, czyli praca
Moja Wielkopostna Radość #6, czyli Pascha

[/wc_box]

Otrzymuję

Ciągle uczę się tego, i to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy, jaka mi przychodzi, że miłosierdzie Boga jest mi darowane zupełnie za darmo. Czasami próbujemy przykładać do niego ludzką miarę, myśleć o nim w naszych kategoriach i według naszych zasad – a okazuje się, że ono jest totalnie inne od naszych wyobrażeń. Chrystus, wiszący na krzyżu, jest jego wieczystym poręczycielem, gwarantem i źródłem: dzięki Niemu miłosierdzie nigdy się nie wyczerpie, nie skończy, i nigdy nie będę musiał za nie ani trochę zapłacić. Bo On już zapłacił. To daje radość najgłębszą z możliwych – taką, która przyprawia również o drżenie, ciarki na plecach i zaniemówienie.

Miłosierdzie jest mi dawane przy różnych okazjach, z miłosiernym spojrzeniem patrzy na mnie Bóg, patrzą też inni ludzie, którzy to potrafią. Oczywiście, epicentrum miłosierdzia to konfesjonał, z najpiękniejszymi (i chyba nie do końca przez nas pojmowanymi) słowami, które można usłyszeć na ziemi: Ja odpuszczam tobie grzechy… Podobno najpiękniejsze słowa to Kocham Cię! – ale czy w gruncie rzeczy one nie oznaczają tego samego? W odpuszczeniu grzechów zawiera się miłość największa z możliwych. Kim jest człowiek, który je wypowiada? Przecież to jasne, że nie mówi je sam od siebie, tylko z imieniu Tego, który jedyny może je urzeczywistnić. Jakie wspaniałe, niesamowite i fantastyczne działanie Boga i człowieka: i Jeden i drugi jest potrzebny do odpuszczenia grzechów!

Daję

Skoro otrzymuję taki skarb całkowicie za darmo, mogę się nim nasycać i nieustannie z niego czerpać – to i powinienem starać się działać w drugą stronę: dawać miłosierdzie innym ludziom. Najprostszą wskazówką, jak to robić, jest prześledzenie uczynków miłosierdzia co do ciała i co do duszy – klasyka, po prostu. Jeśli ktoś ma z tym problem, nie może ich spamiętać albo zastanawia się, w jaki sposób je realizować, to polecam Misericors, świetną aplikację, która pomoże nam w organizacji dnia tak, żeby te uczynki spełniać. Wystarczy jeden dziennie – ale jeden konkretny, postanowiony i uczyniony. Z małych kamyczków można zbudować wielką górę.

Ja osobiście podzielę się jednym konkretem, który realizuję od kilku lat: honorowe krwiodawstwo. Ktoś mógłby się zdziwić, że piszę na taki wzniosły temat jak miłosierdzie Boże, a odwołuję się do takiej przyziemnej rzeczy jak krwiodawstwo, pewnie jeszcze po to, żeby się pochwalić. Po pierwsze, miłosierdzie jest jak najbardziej wzniosłe i niebiańskiego pochodzenia, ale realizuje się (ze strony człowieka) właśnie przyziemnie, inaczej nie miałoby takiego sensu. Po drugie, istnieje zawsze taka pokusa, żeby nie mówić o dobru (tym bardziej takim, które samemu się robi), bo to chwalenie się, pycha, rozgłaszanie dla poklasku. Wydaje mi się, że to zawsze kwestia motywacji. Nie można ulegać takim pokusom, bo mówienie o dobru zawsze je powiększa, inspiruje innych.

Honorowe oddawanie krwi (jedynego składnika, którego do tej pory nie udaje się wyprodukować poza organizmem człowieka) jest dosłownym oddawaniem siebie drugiemu. Nawet w sferze symbolicznej to coś niezwykłego – przecież krew traktujemy jako synonim życia. Oddałem już ponad dwadzieścia litrów i z ogromną radością myślę, że ktoś dzięki temu został uratowany. Dwa razy zostałem poproszony o oddanie granulocytów – specjalnych składników krwi, będących ostatnią deską ratunku dla małych dzieci, gasnących najczęściej z powodu jakiegoś upartego nowotworu.

W Polsce statystyki są nieubłagane: ludzi oddających krew jest bardzo mało. Nawet biorąc pod uwagę to, że nie każdy może to zrobić i lista warunków, które to umożliwiają, jest dość długa. Gorąco zachęcam: wejdź choćby tutaj, albo na stronę innego centrum krwiodawstwa w Twojej okolicy i zainteresuj się tematem. To naprawdę bardzo proste, niewymagające tak dużo z naszej strony – a dla potrzebującego może okazać się ratującym życie.

Niedługo po Świętach wybieram się oddać ponownie krew.

Dziś idę do spowiedzi.

A Ty?


Powyższy tekst jest częścią cyklu Moje Wielkopostne Radości. Jeśli chcesz się dowiedzieć, po co go piszę, zajrzyj tutaj.