Wydawało się, że więcej o Bożym Miłosierdziu od św. Jana Pawła II nie można powiedzieć, że nie można go głosić silniej, uporczywiej, mocniej. Franciszek pokazuje, że można. To mocno niweluje mój „problem” z obecnym papieżem.

Przyznaję, nie rozumiem czasami tego, co dzieje się wokół Franciszka (oczywiście mając na uwadze medialne manipulacje i akcenty.). To, co robi albo mówi, wydaje się nieraz zbyt mocno wykraczające poza nasze przyzwyczajenia, nasz sposób myślenia, również pewną wrażliwość na sprawy Kościoła.  Często bardziej boli nawet nie to, co papież zrobi albo powie – ale to, co przemilczy, o czym nie wspomni. Jednak to, że czegoś nie rozumiem, nie może w żadnym wypadku sprawić, że przestanę go kochać i szanować. Książka Miłosierdzie to imię Boga, wywiad z Franciszkiem przeprowadzony przez Andreę Torniellego, pokazuje, że jest to jednak prorok.

Nie wiem, gdyby tak spytać przeciętnych wiernych, czy potrafiliby powiedzieć, jaki rok został teraz przez papieża ogłoszony. A przecież od 8 grudnia 2015 roku trwa niezwykły czas: Rok Miłosierdzia! Kościół, zgodnie ze wskazaniami Franciszka, rozszerzył możliwości pojednania z Bogiem bardziej, niż mogło się to wcześniej wydawać. Bardziej się nie da.

inauguracja roku milosierdzia

Wywiad z papieżem wyjaśnia, dlaczego tak się stało. Franciszek to człowiek zafascynowany Bożym Miłosierdziem, przekonany mocno o swojej grzeszności (przejmujący jest moment, gdy papież mówi o swojej rozterce podczas odwiedzenia więzienia i myślach „dlaczego oni, a nie ja?”), uparcie przypominający, że wystarczy choćby pragnienie, żeby pojednać się z Bogiem, bo On nie pomija żadnej szczeliny, choćby najmniejszej, jeśli może przez nią popłynąć przebaczenie.

Boże Miłosierdzie jest skandalem, jest dla nas po ludzku nie do pojęcia, nie do zrozumienia, wydaje się często niesprawiedliwością. I to normalne, mówi papież, ludzkie właśnie – z tym, że Bóg działa według innej logiki. Mamy przebaczać zawsze, gdy tylko to możliwe, tak jak On: pewien kapucyn powiedział, że gdy ma wątpliwości co do swojej hojności w konfesjonale: „Idę do kapliczki, przed tabernakulum i mówię Jezusowi: Panie, przebacz mi, że za dużo wybaczyłem, ale to Ty dałeś mi taki zły przykład”.

Ojciec, wpatrujący się w horyzont

Franciszek, podobnie jak św. Jan Paweł II, chętnie sięga do przypowieści o miłosiernym ojcu. Mówi, że Bóg Ojciec, który na niego [swojego syna] czekał, który wyczekująco wpatrywał się w horyzont, wyszedł mu naprzeciw i jeszcze zanim syn zdążył coś powiedzieć, zanim przyznał się do swoich grzechów, objął go i przytulił. Taka jest miłość Boga, takie jest Jego ogromne miłosierdzie. Wyprzedza nas, jest pierwszy w działaniu!

Miłosierdzie wobec innych ludzi powinna budzić w nas radość. Częsta jest jednak postawa starszego syna, zazdrosnego wobec swojego marnotrawnego brata. On, kiedy zabiera głos, jest właściwie jedynym, który mówi prawdę: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę” (Łk 15, 29-30). Mówi prawdę, ale jednocześnie samego siebie wyklucza.

Samo mówienie prawdy nie wystarcza! To niezwykle ważne, zwłaszcza w naszych kościelnych dyskusjach… Franciszek przywołuje autorytet św. Ambrożego, który powiedział: „Tam gdzie chodzi o wylanie łaski, tam obecny jest Chrystus; kiedy zaś trzeba wyegzekwować prawo, obecni są tylko Jego ministrowie, lecz Chrystus jest nieobecny” (De Abraham).

Czym Kościół jest, a czym nigdy nie powinien być

Niech przemówi Franciszek:

Pójście do wykluczonych, w stronę grzeszników, nie oznacza pozwolenia wilkom na wejście do stada.

Rozdział 23. Ewangelii według świętego Mateusza mówi to bardzo wyraźnie; musimy do niego powrócić, by zrozumieć, czym Kościół jest, a czym nigdy nie powinien być. Opisuje się tam postępowanie tych, którzy przygotowują wielkie ciężary i nakładają je na plecy ludzi, ale sami nie chcą nawet kiwnąć palcem; to ci, którzy uwielbiają pierwsze miejsca, chcą być nazywani mistrzami. Przyczyną takich zachowań jest utrata odczuwania zadziwienia wobec darowanego zbawienia. Kiedy ktoś poczuje się nieco pewniej, zaczyna przypisywać sobie możliwości nie swoje, lecz Pana. Zadziwienie zaczyna się zmniejszać, a to jest podstawą klerykalizmu albo postawy tych, którzy czują się czyści.

Wreszcie fragment, na który niemal podskoczyłem na krześle, bo nawiązujący do tego, co uważam za jedną z największych wartości Kościoła, w którym jest wszystko:

To jest doktryna katolicka, stanowiąca część wielkiego prawa Kościoła, jakim jest zasada „et-et”, a nie „aut-aut”.

Trzewia Boga

Bóg przejmuje się nami – tego nie ma w żadnej innej religii! Zależy Mu na nas, tęskni, pragnie naszego powrotu. Wreszcie: współczuje nam.

Bóg będący człowiekiem pozwolił, by wzruszyła Go ludzka nędza, nasza potrzeba, nasze cierpienie. Greckie słowo oddające owo współczucie to splanchidzomai. Pochodzi ono od słowa, które oznacza trzewia albo macicę matki. Takie współczucie podobne jest do miłości ojca i matki, którzy są głęboko poruszeni swoim dzieckiem; to miłość z trzewi. Jezus angażuje się.

Takie współczucia potrzeba dzisiaj, by przezwyciężyć globalizację obojętności. Takiego spojrzenia potrzebujemy dzisiaj, kiedy stajemy przed ubogim, kimś z marginesu, grzesznikiem. To współczucie, które karmi się świadomością, że to przede wszystkim my jesteśmy grzesznikami.

Miłosierdzie vs. Sprawiedliwość? Fałszywa alternatywa!

Jednym z największych nieporozumień jest przeciwstawianie Miłosierdzia Sprawiedliwości. Papież zaznacza wyraźnie: Sama miara sprawiedliwości nie wystarczy. Dzięki miłosierdziu sprawiedliwość staje się „bardziej sprawiedliwa”, rzeczywiście realizuje swoje założenia. Nie chodzi tu o bycie pobłażliwym, o otwieranie bram więzień tym, którzy splamili się poważnymi przestępstwami. Oznacza to, że musimy pomóc tym, którzy upadli, by nie zostali na ziemi.

Nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie przebaczy, jeśli tylko Go o to poprosimy. To jest największa prawda chrześcijaństwa, coś, co nadaje mu życie. I to trzeba głosić, o tym opowiadać przede wszystkim! Wiem z własnego doświadczenia, choćby z „bycia w sieci”, zwłaszcza w portalach społecznościowych, że największy odzew mam po autentycznie pozytywnych treściach. Na Tweeterze nie jestem może bardzo aktywny, ale żaden mój tweet nie miał takiego wzięcia, jak ten:

tweet

Bóg nigdy nie męczy się przebaczeniem, to my męczymy się proszeniem Go o przebaczenie.

Jeśli tylko na Niego popatrzymy, jeśli tylko podniesiemy wzrok, skupiony na naszym ego i na naszych ranach, i zostawimy choć wąski przesmyk dla działania Jego łaski, Jezus uczyni cuda, również z naszym grzechem, z tym, czym jesteśmy, z naszą nicością, z naszą nędzą.

Najlepsze, że to wszystko dzieje się… naprawdę!