Tylko Ty i nikt inny – czyli o hymnie „Chwała na wysokości Bogu”

Hymn Chwała na wysokości Bogu jest dalszym ciągiem wezwań Kyrie eleison, wzmacnia uwielbienie i prośbę. Nazywany jest często Gloria, od pierwszych słów tekstu łacińskiego: Gloria in excelsis Deo – akurat w Polsce wszyscy dobrze znają ten incipit, i to od małego dziecka, jako refren jednej z naszych najpopularniejszych kolęd: Gdy się Chrystus rodzi:

Aniołowie się radują, pod niebiosy wyśpiewują:
Gloria, Gloria, Gloria in excelsis Deo.

 

Ten wpis jest częścią cyklu „Tu jest kościół, tu się śpiewa!”, w którym piszę o śpiewie w kościele podczas mszy świętej: o jego znaczeniu i o tym, jak powinien wyglądać. Zajrzyj do pozostałych dotychczasowych wpisów:

  1. Tu jest kościół, tu się śpiewa – czyli pokaż, że kochasz
  2. Niedoceniany początek – czyli o śpiewie na wejście
  3. Kyrie eleison? Na durowo! – czyli śpiew po akcie pokuty
  4. Ale że jak? – czyli 6 ciekawostek o Alleluja
  5. Oddech i odpowiedź – czyli psalm responsoryjny

Historia

Nieznany autor tej kolędy nie wymyślił tej sceny sam, ale przeczytał ją w Ewangelii św. Łukasza, w opisie wizyty pasterzy u betlejemskiego żłóbka, przy których stanął anioł Pański, tłumaczący, że są świadkami narodzin Mesjasza:

I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:
«Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój
ludziom Jego upodobania»”. (Łk 2, 13-14)

Z tego powodu hymn Chwała na wysokości Bogu nazywany jest „hymnem anielskim”. W kolejnych wiekach rozbudowywano jego słowa, aż do ustalenia obecnie używanej wersji, która została odkryta w antyfonarzu pochodzącym z IX wieku, z St. Gallen.

Hymn Gloria, ze względu na swoje źródło, w starożytnej tradycji Zachodu był wykonywany jedynie w noc Bożego Narodzenia, najpierw w Liturgii Godzin, jako hymn dziękczynny. W późniejszych wiekach rozszerzano jego stosowanie: najpierw Gloria weszło do mszy świątecznych, celebrowanych przez biskupa, później papież polecił ten śpiew we wszystkie niedziele i święta męczenników, a od VII wieku mogą go śpiewać wszyscy kapłani w uroczystość Zmartwychwstania, oraz w dniu przybycia do parafii po swoich święceniach kapłańskich. Od XI-XII wieku hymn Gloria upowszechnił się już na dobre w mszach Kościoła łacińskiego. Ponieważ tekst hymnu jest dość długi, to często śpiewano go naprzemiennie, na wzór psalmu.

Chwa łabądź!

Hymn Chwała na wysokości Bogu nazywany jest czasami „wielką doksologią”, z prostego powodu: przez te słowa „Kościół zgromadzony w Duchu Świętym wysławia i błaga Boga Ojca i Baranka” (OWMR 31). Jeśli kwintesencją życia chrześcijańskiego jest uwielbienie (tak naprawdę najtrudniejsza forma modlitwy, obok prośby, dziękczynienia i przepraszania) – to Gloria wyraża to uwielbienie w pełni. Zgodnie z przepisami liturgicznymi, całe zgromadzenie wiernych powinno uczestniczyć w wykonywaniu tego hymnu. Czasami zdarza się, że czyni to poprzez dialog z zespołem muzycznym (dopowiadając określone wezwania). W szczególne uroczystości zaleca się wykonywanie Gloria w bardziej ozdobnej formie muzycznej, przez chór lub inny zespół, z udziałem instrumentów – wtedy lud uczestniczy wewnętrznie przez słuchanie.

Tu solus, czyli centralne miejsce

Gloria nie jest tylko „laurką dla Pana Boga”, litanią komplementów pod Jego adresem, śpiewaniem w kółko że Go uwielbiamy, wysławiamy, chwalimy, składamy dziękczynienie. Warto zwrócić uwagę na budowę, układ tekstu. Od Boga Ojca, Królu Nieba, przychodzimy do Pana, Syna Jednorodzonego, Jezusa Chrystusa. I to On, Jego Osoba jest w centrum hymnu.

Centralne miejsce, kulminacja Gloria to słowa Quoniam Tu solus Sanctus, Tu solus Dominus, Tu solus Altissimus, Iesu Christe:

Albowiem tylko Tyś jest święty,
Tylko Tyś jest Panem,
Tylko Tyś Najwyższy,
Jezu Chryste.

Dlaczego właśnie ten fragment? Dlatego, że za takie słowa groziła kiedyś śmierć. Chrześcijanie pierwszych wieków ginęli za odmowę uznania boskości cesarza. Uznawali Chrystusa – i TYLKO Jego – za Pana, za Najwyższego, za Króla. W tej sprawie nie idziemy na żadne kompromisy, nie możemy „dla świętego spokoju” czcić sobie swojego Boga, a jednocześnie wrzucać kadzidło na cześć świeckiego władcy – co to kosztuje, czy to komuś przeszkodzi, warto się czepiać?

Gdy podczas mszy śpiewam Chwała na wysokości Bogu, to w tym momencie staram się myśleć właśnie o tym: czy rzeczywiście TYLKO Jezus Chrystus jest Panem, jest Najwyższy w moim życiu? Gdy gram na organach, to ten fragment podkreślam mocniejszą barwą instrumentu – zresztą wiele melodii Gloria (choćby uroczysta melodia ks. Chlondowskiego) uwydatnia muzycznie to miejsce. Imię Jezusa Chrystusa jest kulminacją frazy, szczytem, do którego się dochodzi (na dodatek, według przepisów liturgicznych, w tym miejscu powinniśmy skłonić głowę).

Kiedy dziś śpiewamy?

Obecnie zasady używania hymnu Chwała na wysokości Bogu są jednoznaczne i dość proste: śpiewamy go na mszach świętych w każdą niedzielę, oprócz okresów Wielkiego Postu i Adwentu; poza tym w dni mające rangę uroczystości lub świąt.

Hymn Chwała posiada charakterystyczną funkcję wyznaczania pewnego okresu w trakcie Triduum Paschalnego: od zakończenia Gloria we Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, aż do jego intonacji podczas Wigilii Paschalnej, w liturgii nie używa się dzwonów ani gry solowej na instrumentach.

Przy tej okazji warto wspomnieć, że można też hymn Chwała… nadużyć. Tak się dzieje, niestety w Adwencie, podczas mszy wotywnych o NMP, zwanych Roratami. Podczas tych mszy śpiewa się Gloria, z powodów historycznych (dawnego indultu uzyskanego na prośbę Prymasa Wyszyńskiego). Obecnie zaleca się nie śpiewać już tego hymnu podczas Rorat, ale w wielu parafiach nie odchodzi się jeszcze od tego zwyczaju (bo zawsze tak było). Jest to zwyczaj, według mnie, szkodliwy: jeśli ktoś, zachęcany duszpastersko, przychodzi codziennie na Roraty, to przez cały Adwent, dzień w dzień, śpiewa hymn, który z całą mocą powinien wybrzmieć w Noc (i dni) Bożego Narodzenia – pomijam już, że śpiewa ten hymn przez cały tydzień, a w niedzielę już nie. Nikt mi logicznie nie wytłumaczy, że to jest w porządku…

Czcigodny: nie do zastąpienia, śpiewany na stojąco

Ponieważ Kościół nazywa hymn Gloria „czcigodnym” – należą mu się trzy przymioty, o których czasami się niestety zapomina:

po pierwsze, nie wolno go zastępować żadnym innym tekstem (np. kolędą), ani parafrazą – ma być tak, jak w zatwierdzonym przekładzie, albo po łacinie;

po drugie, powinno się go wykonywać w postawie stojącej, nic innego w tym czasie nie robiąc, np. idąc w procesji;

wreszcie po trzecie, co wcale nie jest takie oczywiste, powinno się go… śpiewać! Jest to hymn, i ze swojej natury domaga się muzyki. Jeśli w czasie mszy mają miejsce jakiekolwiek śpiewy, a HYMN Chwała jest recytowany – to jest to duży nieporządek, naruszenie podstawowych zasad. Choćby przy użyciu najprostszej, czterotaktowej melodii, ale Gloria powinno być śpiewane. Czy ktoś sobie wyobraża, przy okazji jakiejś uroczystości, wyrecytowanie hymnu Jeszcze Polska nie zginęła, zamiast zaśpiewania? Są po prostu teksty, które muszą być śpiewane: całą Wigilię możemy przegadać, ale kolęd nie będziemy recytować, tylko je zaśpiewamy; na imieninach mogą być sami muzyczni ignoranci, ale Sto lat! każdy zaśpiewa, choćby mu słoń na ucho nadepnął. Potraktujmy Gloria w ten sposób 🙂

Na koniec proponuję odtworzyć hymn Gloria z Pasterki w rzymskiej Bazylice św. Piotra w 2009 roku. Było wszystko tak, jak powinno być: papież (Benedykt XVI) intonuje, później uruchamia się wszystkie dzwony na Watykanie, a chór podejmuje dalej śpiew – oczywiście, jak przystało na hymn anielski, z Missa de Angelis (tu: przeplatany polifonią).

  • Joanna

    Piękny wpis. Zawsze ten hymn lubiłam, a dzięki Pańskim wyjaśnieniom jeszcze lepiej go zrozumiałam. Tytuł cyklu „Tu jest kościół, tu się śpiewa” — super!