Z najniższej półki, czyli o kartonowych książkach Basi

Kontynuujemy nasz cykl tekstów okołobasiowych. Teraz pora na książeczki, które od kilku miesięcy są ulubioną zabawką naszej córki. Do tego wpisu wybrałam tylko absolutne hity, które podobają się zarówno mnie, jak i Basi (sama mi je przynosi). Z trudem ograniczyłam się do 8 pozycji. Poniższy wpis jest przede wszystkim rekomendacją dla rodziców i osób poszukujących dobrego prezentu, jak i inspiracją do odkrywania pięknej literatury dziecięcej, wciągającej do książkowego świata całą rodzinę.

Nasza kartonowa love story

Naszą pierwszą pozycją w bibliotece Basi była książka otrzymana w pakiecie porodowym -„Pierwsza książka mojego dziecka” – niektórzy ją kochają, inni nienawidzą. Początkowo B. nie była nią zainteresowana, ale wierszyki pochodzące z tej książeczki stosowaliśmy w różnych codziennych sytuacjach: jadąc samochodem, kąpiąc, karmiąc, układając do snu. Wróciliśmy do niej ok. 7 miesiąca Basi, kiedy zaczęła interesować się kartonówkami, ale sami już chyba mieliśmy dość tej monotonii i stopniowo dodawaliśmy do Basiowego stosiku kolejne książeczki. Obecnie stosik przekształcił się w osobną półkę, w regale na książki, najniższą – stąd tytuł tego wpisu.

Jak wybieram lektury na najniższą półkę

Większość książek wybierałam na podstawie internetowych rekomendacji, gdyż rzadko mam okazję bywać w księgarniach czy choćby centrach handlowych. Kupuję też w Internecie, co ma swoje plusy (cena!) i minusy (nie można sprawdzić zawartości, „pomacać” książeczki). Zdarzają mi się czasem „nietrafione” zakupy, ale nigdy nie było w moim pakieciku bubla.

Teraz wybieram coraz bardziej świadomie, orientuję się, co Basię przyciąga, a co niespecjalnie, uzupełniam stopniowo tematycznie zbiór (wierszyki o zwierzątkach są fajne, ale ile można!). Wybieram różnorodnie pod względem wydawnictw, autorów, ilustratorów, staram się, aby były to książeczki drukowane w Polsce.

Obecnie zbiór Basi liczy ponad 30 pozycji. Na pulpicie od miesięcy rozbudowuję plik z pożądanymi tytułami z oznaczeniem, czy pozycja jest kartonowa czy klasyczna. Obecnie ze względu na higienę i sposób zabawy książeczką decyduję się na zakup nowych pozycji, ale zapewne za jakiś czas Basia zacznie zaglądać też na półki w publicznej bibliotece.

Oto nasi ulubieńcy – kolejność całkowicie przypadkowa:

Zbigniew Lengren Gałgankowy skarb (ilustracje autora), wyd. Babaryba

Gałgan1Książeczka ma uroczą historię powstania – została napisana z lenistwa dla zawracającej głowę córki i główna bohaterka nosi również jej imię (dziękuję Pani Katarzynie Lengren, że podzieliła się z innymi dziećmi swoim Skarbem). Tekst jest rymowany i opowiada o wspólnym poszukiwaniu szmacianej laleczki, zagubionej przez małą Kasię, stopniowo rozszerza się też krąg poszukiwań (o nowe osoby i miejsca), przy czym Kasia w tej opowieści tylko płacze nad swoją stratą 😉 Ilustracje autora kojarzą mi się z rysunkami do książek Hanny Ożogowskiej i literatury młodzieżowej z lat 1960-1980. Ciekawie wygląda łączenie czarno-białych sylwetek postaci z kolorowymi miejscami/przedmiotami poszukiwań. Proste, oszczędne, uporządkowane – to zupełne przeciwieństwo książeczek obecnie popularnych z milionem szczegółów i intensywną kolorystyką. Coś w tym musi być magnetyzującego dla dziecka, bo Basia podsuwa mi tę książeczkę z uporem maniaka. Poniżej jej ukochana strona (owszem, ma takie, co nieco utrudnia czytanie).

próby rekompensaty zaginionej szmacianej laleczki

Małgorzata Strzałkowska (il. Beata Zdęba) Gdzie jest baranek? wyd. Bajka

SAM_0051Ta niepozorna, mała książeczka jest częścią serii „Bajeczki dla maluszka” i choć dedykowana jest dla ciut starszych osobistości (18 miesięcy), Basię i mnie zauroczyła. Świetny pomysł na lekturę przed zaśnięciem. W rymowanej opowieści Małgorzaty Strzałkowskiej (znanej m.in. z wierszyków łamiących języki) podążamy za barankiem, który gdzieś się zapodział i sprawdzamy rozliczne hipotezy, gdzie też mógł się udać. Ilustracje proste, o nieco wyblakłych barwach przypominają mi akwarelę, nawet z nieco przebijającą się teksturą podłoża. Basia lubi pokazywać na obrazku wybrane postaci, czasami dodając jakieś przepełnione emocjami „to to to”. Jak wiadomo dzieci kochają rytm i rym, ale nie dajmy uśpić swojej czujności, w środku znajdziemy kilka niezłych wygibasów dla naszej dykcji. Ostatecznie i tak nie dowiemy się jednak, gdzie się szwendał nasz uroczy kolega baranek, najważniejsze, że wraz ze zmierzchem się znalazł. I skończyło się.

SAM_0052

Aleksandra Woldańska-Płocińska Pierwsze urodziny prosiaczka, (ilustracje autorki) wyd. Czerwony Konik

SAM_0053Jak się okazuje, nowoczesne (względnie) ilustracje i prosty, nierymowany tekst może okazać się bestsellerem. I na dodatek to się faktycznie dzieciom podoba. Basia uwielbia kartkować tę książeczkę, a ja staram się tylko nadążać z opowieścią za jej tempem. W książeczce poznajemy historię prosiaczka urządzającego pierwsze urodziny, przychodzą goście i przynoszą banalne-niebanalne prezenty. Jednak na prosiaczka czeka jeszcze prawdziwa niespodzianka urodzinowa. Nie powiem jaka 😉 Sam tekst tej książeczki łączy się z ilustracjami, dzięki różnorodnym stylom czcionki (jeśli można to tak nazwać). Książka jest na tyle oszczędna tekstowo, że aż kusi o wykazanie się przez rodzica talentem aktorskim, bądźcie pewni – widownia to doceni!

u nas mrówki robią tup-tup

Magali Le Huche Jejku-Jejku chce coś zmienić, (il. autora), wyd. Dwie Siostry

SAM_0048Od razu zaznaczę, że nie jest to książeczka tak trwała jak klasyczna kartonówka. Strony są faktycznie grube i sztywne, ale z łatwością sprosta im każdy mały gryzoń. Na dodatek w środku jest sporo otwieranych okienek, bardziej drzwiczek może (u nas już trochę mniej). Książeczka swoim konceptem wkracza nam już trochę w krainę absurdu i może dlatego my z Jankiem bawimy się przy niej świetnie i od czasu do czasu wplatamy jakieś cytaty z Jejku-Jejku… do codziennych przekomarzanek. Dziobak o imieniu Jejku-Jejku chce świętować początek wiosny zmieniając swoje M1 i niestety ma problem z asertywnością. Poddaje się kolejnym designerskim pomysłom swoich pomocnych przyjaciół. Ostatecznie, kiedy dokonują mu kolorystycznej bitwy, decyduje się na wyprowadzkę i nowy dom urządza tak jak chce. Czyli tak jak było. Ilustracje w książeczce są przeurocze i naprawdę warto zajrzeć, co w szafie robią myszy, do tego prosty (również nierymowany) tekst. Świetna zabawa.

SAM_0049

Barbro Lindgren (il. Eva Eriksson) Miś Maksa, wyd. Zakamarki

SAM_0045Książeczka inaugurująca serię o małym Maksie. Klasyczna pozycja literatury skandynawskiej dla maluchów, stworzona w 1981 r. Szczerze mówiąc, gdybym ją przejrzała wcześniej w sklepie na pewno bym jej nie kupiła. A tak, usłyszałam, że to super-przebój i zamówiłam przez internet. Nie spodobała się ani mi, ani Basi. Ilustracje owszem, ładne, ale w bardzo wyblakłych, smutnych wręcz kolorach. Tekst ograniczający się do jednego prostego zdania. Aż zbyt prostego („Patrz! Piesek Maksa” albo „Patrz! Maks”). Minęły dwa miesiące i Janek dał tej małej książeczce drugą szansę. Nagle okazało się, że Basia z fascynacją patrzy na ilustracje i z wypiekami na twarzy pokazuje „o-o-o”. Zainspirowało nas to do ożywienia historii i opowiedzenia jej po swojemu, traktując zdania tylko jako punkt wyjścia do zadania aktorskiego i zagrało to podobnie jak na Pierwszych urodzinach prosiaczka.

SAM_0047

Eric Carle Bardzo głodna gąsienica, (il. autora) wyd. Tatarak

SAM_0042Klasyk klasyków. Niewiele jest maluchów, które nie spotkały maleńkiej, bardzo głodnej gąsienicy. Ale póki takie dzieci są – warto o tym pisać. Książeczka może mieć większy lub mniejszy format, powszechnie dostępna jest też wersja angielska. Historia gąsienicy od wyklucia z jajeczka przez wielkie obżarstwo, zamknięcie w kokonie i przeobrażenie się w motyla. W zależności od fantazji rodzica może służyć poznawaniu piękna i mądrości Natury, zapoznawaniu się z dniami tygodnia, różnymi rodzajami owoców, uczyć, czym jest jedzenie i po co się je. Piękne ilustracje, ciekawy układ wyciętych stron – to po prostu przyciąga świetnym pomysłem. Tekst prosty, jednostajny, stanowi raczej tło dla obrazkowej historii.

o tak, to nigdy nie znudzi Basi...

Ewa Stadtmuller (il. Marek Sojka) Choinka, wyd. Diecezjalne w Sandomierzu

Tę książeczkę kupił Janek przed Bożym Narodzeniem przy okazji zakupu jakichś materiałów dla swoich przedszkolaków. Dawno nie widziałam Baśki cieszącej się z jakiegokolwiek prezentu tak, jak na widok tej książeczki. Po prostu piszczała z radości. Później dokupiliśmy też podobnie wydaną książeczkę o czasie w życiu malucha. Choinka przyciąga uwagę ciekawym kształtem, zszyciem stron za pomocą grubego sznureczka i drewnianego, dużego koralika oraz dobrą jakością stron (coś w rodzaju sztywnej pianki). W środku znajdziemy piękną, rymowaną opowieść świąteczną (ale chyba nie tylko), o tym jak choinka czuła się nie dość dobra, by podejść do stajenki i uczcić Dzieciątko, inne drzewka tylko ją w tym utwierdziły, ale mały wścibski aniołek sprawił, że zajaśniała zupełnie nowym blaskiem. Warto zapoznać się z tą pozycją oraz kartonową ofertą tego wydawnictwa.

SAM_0040

Poeci bawią dzieci Agnieszka Frączek, Joanna Kulmowa, Joanna Papuzińska i in. (il. Artur Gulewicz), wyd. Wilga (GW Foksal)

SAM_0033My mamy wersję niekartonową tej książeczki, ale jest też dostępna wersja całokartonowa (z niebieskim słoniem na okładce). Jak się okazało, mocniejsze strony ze zwykłego papieru są w stanie przetrwać, a zabawa z ich przekładaniem Baśkę totalnie pochłonęła. Jest to jedyny w zestawieniu zbiór wierszy wielu autorów, ale dobór utworów jest absolutnie znakomity. W tej książeczce świetne jest zestawienie absurdalnego humoru, życiowej mądrości i przezabawnych gier słownych. Dodajmy do tego świetną konstrukcję wierszy, którą uzupełniają praktycznie zjednoczone z tekstem, nieco kanciaste ilustracje w intensywnych kolorach i otrzymujemy świetną rozrywkę dla małych i dużych.

SAM_0035


To co? Cała Polska czyta dzieciom!

  • Zainspirowaliście mnie do wpisu na temat lektur z dzieciństwa 😀 Cóż, moim faworytem była Biblia w Obrazkach dla Najmłodszych – babcia musiała mi ją czytać (dopóki sama nie umiałam) każdego dnia, czasem po kilka razy to samo. Znałam ją na pamięć i do dziś pamiętam niektóre fragmenty, a obrazki to wszystkie! 🙂 Ostatnio ją wygrzebałam u mamy – co za radość! 😀

    Inną lekturą to „Dzieci z Bullerbyn” i też mogłam jej słuchać godzinami i powtarzać w kółko teksty typu „kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej”. Jak byłam w wieku Waszej Basi…cóż…niewiele pamiętam, zapewne coś tam ze świata rejestrowałam, ale zostało to najwyżej w podświadomości 😀

    • Lektury z dzieciństwa to temat szeroki jak rzeka – tutaj Ela wspomniała na razie tylko o kartonówkach, bo Basia jest jeszcze na etapie nieobliczalnego traktowania zwykłych kartek 🙂

      Biblia w Obrazkach dla Najmłodszych – o tak, mam ją do tej pory… i te pytania 🙂

    • Ja dorwałam taką w antykwariacie i moje dzieci też będą pamiętać jej historie 😉

    • Fajnie – pisz, pisz. To świetny temat. Sama chętnie poczytam. I wpis i książki 😉
      Obawiam się, że Basia też niewiele zapamięta z tych zupełnie pierwszych lektur. Ale potem to będzie szaleństwo. Każdy ma coś. Ja uwielbiałam jako mała dziewczynka praktycznie wszystko od F. H. Burnett, a moja mama do dziś wspomina Maleńką Panią Flakonik…

  • bardzo głodną gosięnice też czytamy i tez lubimy!

  • Też nie lubię serii o Maksie. Z Twojego zestawienia nie znam tylko baranka. Warto?

    • U nas to pierwszy wpis o kartonówkach, a sięgałam też do Twoich wpisów… Baranek jest dla mnie przeuroczy i kolejne książeczki serii też są fajne (tylko „Wiosna, lato, jesień, zima” nie bardzo) – nasza B. ma rok i jej pasują, choć jeszcze nie jest na tyle kumata, żeby faktycznie szukać na ilustracji konkretnej postaci/przedmiotu.

      A jeszcze w kwestii książeczek – nie wiem czy jesteś z Warszawy, ale w warszawskiej Zachęcie zaczyna się właśnie cała wystawa o ilustracjach dziecięcych książeczek…

  • Izabela Kornet

    Bardzo głodna gąsienica aż mnie zaciekawiła, choć dzieci nie mam.. 😀 Ale pamiętam swoje książki z dzieciństwa, miałam ich mnóstwo!

    • Tak, nam dorosłym to nie dają się nacieszyć ilustracjami w książkach, więc dobrze mieć dzieci i zarazem pretekst do oglądania obrazków. Gąsienica to po prostu fajny przedmiot i podsuwam ją odwiedzającym niedzieciatym, żeby pokazać, jak świetne rzeczy można zrobić dla dziecka, żeby było też dla dorosłego.