Czy ojcostwo dziś – w trudnych i wymagających czasach epidemii – jest inne niż, powiedzmy, pół roku temu albo inne niż będzie w przyszłości? Na tyle, na ile całe nasze życie zmieniło się w tym wyjątkowym czasie: tak; ojcostwo jest tak uniwersalnym i ważnym zagadnieniem, że zawsze jest odpowiedni czas, żeby zadać kilka istotnych pytań w tym temacie.

Artykuł ukazał się w 33. numerze Miesięcznika “Adeste”

Jeśli ktoś z czytelników obawia się lektury tego artykułu, ponieważ jego tytuł brzmi „parentingowo” i niekoniecznie zachęcająco dla wszystkich – proponuję, żeby jednak na chwilę pozostać, z dwóch powodów: przede wszystkim „ojcostwo” to sfera tak rozległa, wielowątkowa i głęboka, że na jej wyczerpanie trzeba by kilkutomowej książki, a nie krótkiego artykułu – tak więc siłą rzeczy nie poruszymy wszystkich możliwych aspektów ojcostwa. Po drugie zaś, o ojcostwie nie mówimy jedynie w aspekcie rodzicielstwa biologicznego – ojcostwo duchowe to sfera dotykająca nas wszystkich, niezależnie od tego, czy chodzimy jeszcze do szkoły, studiujemy, jesteśmy po pierwszej zmianie pieluchy, czy nasze dzieci dawno już opuściły rodzinny dom.

Relacja

Czym jest ojcostwo? Przede wszystkim: relacją. W ojcostwie biologicznym jej źródło tkwi w przekazywaniu życia – w ojcostwie duchowym zaś w przekazywaniu… Właśnie, czego? Święty Paweł napisał do Koryntian: „ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie” (1 Kor 4, 15). Ojcostwo to przekazywanie swojej wiary, doświadczenia życia w Bogu i z Bogiem, towarzyszenie na tej drodze, dawanie wskazówek i prowadzenie. Gdyby chcieć pominąć aspekt religijny, będzie to wsparcie i przewodnictwo po prostu ludzkie, życiowe, ocierające się czasem o psychologię.

Nie każdy ma dzieci – ale każdy ma ojca. Tego biologicznego się nie wybiera, z wszystkimi konsekwencjami, natomiast do skorzystania z dobrodziejstw ojcostwa duchowego każdy z nas jest zaproszony – na dodatek z obu stron! Rolę ojca duchowego (nie mylić z ojcem duchownym, konkretną funkcją, połączoną zwykle z posługą spowiednika) można sprowadzić najprościej do roli autorytetu. Warto „zainwestować” w odpowiedni wybór takiej osoby, czyli kogoś, na kim można polegać, od kogo można uczyć się życiowej mądrości. Jednocześnie wiemy, że tylko Bóg jest święty, a człowiek może się jedynie do Niego upodabniać – więc nawet ojcostwo wzorowane na Boskim Ojcostwie nigdy nie będzie w pełni idealne i bezbłędne. 

Co ważne, w pewien sposób możemy wyjść tu poza naszą płeć. Chcąc nie chcąc, ojcostwo kojarzy nam się z męskością – tak jak macierzyństwo z kobiecością, ale w szeroko pojętym ojcostwie duchowym łączą się oba te pierwiastki: zarówno stanowczość, twardość, siła (kojarzone z miłością taty), jak i łagodność, ofiarność, bezinteresowność (kojarzone z miłością mamy). To dobre ćwiczenie, które każdy z nas może w pewnym momencie podjąć, mianowicie refleksja: czy ja mogę być dla kogoś rodzicem duchowym? Czy „rodzę”, czyli tworzę, kształtuję, formuję, daję nowe życie? Czy ktoś traktuje mnie jako autorytet, jak w związku z tym staram się temu sprostać? Czy jak św. Paweł „zrodziłem kogoś w Chrystusie Jezusie”? Odpowiedzi na tego typu pytania mogą pełnić bardzo pożyteczną funkcję w naszym życiu duchowym.

Żona

Każdy ojciec chce dla swoich dzieci jak najlepiej – zapewni im wszystko, co potrzebne, poświęci dodatkowy czas i pieniądze. Jaki jest jednak najlepszy prezent, jaki można zrobić swoim dzieciom? Zadbać o ich mamę. Niczego dzieci nie potrzebują tak bardzo, jak miłości swoich rodziców – to daje im fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Dlatego dobrze, jeśli mama jest jednocześnie żoną taty (choćby tylko cywilnie) – pewność trwałości związku jest dla dzieci naprawdę bezcenna.

Nie chodzi o miłość w rozumieniu beztroskiej sielanki i ciągłych romantycznych uniesień, choć one również są ważne i potrzebują ciągłego odświeżania, ale o codzienność przenikniętą walką o siebie nawzajem, o konsekwencję zwyczajnych wyborów, o ciągłe poznawanie siebie, patrzenie we wspólnym kierunku i niezasypianie bez pogodzenia się wieczorem. Jeśli ktoś nie żyje w małżeństwie, również ma swoją „żonę”, jeśli patrzeć na ojcostwo w optyce duchowej. Moją „żoną” jest bycie uczniem, studentem, pracownikiem, szefem, księdzem, siostrą zakonną i tak dalej. Żeby być dla kogoś ojcem duchowym, muszę być wpierw zakotwiczony w tym, co jest po prostu moim powołaniem. Mam być temu wierny, mam o to dbać, mam tym żyć.

Korzyści

W pewnym momencie pojawia się pytanie o korzyści: co ja z tego wszystkiego mam? To naturalne i nic złego w tej refleksji. Choćbyśmy nie wiadomo jak się tego wypierali, nie potrafimy być w pełni bezinteresowni – a nawet jeśli, ta bezinteresowność ma większą wartość, gdy jest świadoma. To zupełnie inna sytuacja, gdy rezygnuję z czegoś (albo poświęcam się dla kogoś), bo taki jest mój wolny wybór, a nie jakaś presja.

Ojcostwo jest, według mnie, wielką szkołą prawdziwej miłości: takiej, która kocha nie za coś, lecz pomimo wszystko – i która wie, że „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35). Oczywiście, satysfakcja z rozwoju i wzrostu dziecka (albo rozwoju swojego podopiecznego w przypadku relacji duchowej) jest ogromną nagrodą i przynosi radość, jednak wymiernych korzyści tutaj nie szukajmy. Codzienność ojcowska przeniknięta jest ciągłą utratą: czasu, cierpliwości, nerwów, nieograniczonego planowania swoich działań, różnych przyjemnych aktywności, pieniędzy. Dziecko może przysporzyć całego wachlarza emocji – również takich, których nigdy byśmy u siebie nie podejrzewali, może rodzić naturalne frustracje, przynosić pytania o sens życia, zwłaszcza gdy okazuje się, że niektóre z naszych wspaniałomyślnych metod wychowawczych nie przynoszą żadnego z oczekiwanych efektów.

Co wtedy pozostaje? Po pierwsze: ufność, że Bóg jest większy od tego wszystkiego i skoro powołał nas do takich a nie innych zadań, to da nam też potrzebne narzędzia – pytanie, na ile z nich właściwie skorzystamy. Po drugie: stroną, która ma w relacji ojciec-dziecko odnosić korzyści, nie jest ojciec, ale ten drugi, który dzięki nam może wzrastać, czerpać z tego, co mu dajemy, uczyć się wolności, a więc i niezależności od nas!

Artykuł ukazał się w 33. numerze Miesięcznika “Adeste”

Ojcostwo to w gruncie rzeczy ruch jednokierunkowy – im szybciej to zrozumiemy i przyjmiemy, tym piękniejsze ono może być, i tym więcej będziemy z niego czerpać radości, satysfakcji, szczęścia. Kto wie, może odczujemy na własnej skórze jakiegoś rodzaju nagrodę – jeśli nie w tym życiu, to w wieczności.