Po zamach terrorystycznych w Paryżu, jak można się było spodziewać, trwa wykwit niezliczonych komentarzy, analiz, ocen, opinii, ekspertyz. Z wieloma z nich się zgadzam, niektóre mnie dziwią, sporo też jest takich, świadczących o – w najlepszym razie – naiwności ich autorów.

Ja wrzucę w tym miejscu tylko kilka małych kamyczków do ogródka, pięć myśli krążących po mojej głowie (cóż, nadal aktualny jest mój tekst, związany pośrednio z tym tematem: Gość w dom, Bóg wie po co – czyli uchodźcy i kilka moich „ale”):

1. Nie jestem Francuzem – jestem Polakiem. Wiem, wiem, to taki skrót myślowy („Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami”) – ale bardzo ważny. Powinniśmy w tym momencie myśleć przede wszystkim o sytuacji naszego kraju, o naszym bezpieczeństwie, ewentualnych zagrożeniach skierowanych w naszą stronę. To, że jestem Polakiem, w naturalny sposób oznacza moje współczucie dla ofiar zamachów i ich rodzin, wsparcie dla Francuzów i udzielenie im wszelkiej niezbędnej pomocy. My, Polacy, tak zawsze mieliśmy – i mam nadzieję, że nigdy takiej wrażliwości nie utracimy.

2. Zamiast #PrayForFrance wolę #PrayForEurope – Europa więdnie, usycha, umiera. Żadna to nowa diagnoza, tylko efekt obserwacji. Zachodnia Europa staje się powoli muzułmańska, to efekt wielu lat (dekad) takiej a nie innej polityki, który dziś bardzo trudno odwrócić. Nie wiem, jak (i czy w ogóle) to możliwe. Jakich by ktokolwiek nie robił wygibasów intelektualnych, prawda jest prosta: odwrócenie się od swojej chrześcijańskiej tożsamości skutkuje byciem idealnym celem dla jasno określonej, konsekwentnej i silnej cywilizacji islamskiej. Stary Kontynent stworzył w sobie pustkę, która musiała się czymś zapełnić. Dlatego tym bardziej Bogu dzięki, że Polska jest w tym miejscu chlubnym (choć nie jedynym) wyjątkiem. Mamy trochę szczęścia – jesteśmy w okresie zmiany rządu, nowy gabinet może to wszystko poukładać na nowo, świeżo. Oby sprostał tym problemom.

3. Nie oczekuję od polityków wyduszania z siebie, że „są w szoku”, „nie spodziewali się tego”, „nie wiedzą co powiedzieć”, „to niewyobrażalne” itd. – coś takiego mogą twierdzić tylko tchórze, oderwane od rzeczywistości pięknoduchy, albo skrajni cynicy i hipokryci. Sam nie wiem, która z tych opcji byłaby najgorsza, w każdym razie ewidentnie mamy do czynienia z kompromitacją przywódców naszych europejskich wspólnot, od których oczekiwałbym jednak chłodnego realizmu, przewidywalności i wyobraźni. Na mój chłopski rozum twór pod nazwą „Unia Europejska” musi być zdefiniowany na nowo – a może po prostu wystarczyłoby zajrzeć do jego prawdziwych źródeł? Pomijając przy tym, konieczność wypicia piwa, którego samemu się w znacznej mierze nawarzyło. W każdym razie: zamiast kwiatów, zadumań i nic nie znaczących marszów – konkretne działanie, odnowiona debata nad bezpieczeństwem Europy, odważne działania, odpowiedzialne decyzje.

Gargulec na katedrze Notre Dame. Fot. Joan Garcia Ferre

Gargulec na katedrze Notre Dame. Fot. J. G. Ferre

4. To nieprawda, że świat „się zmienił”, i to, czego jesteśmy dziś świadkami, jest niezrozumiale. Świat jest dokładnie taki sam, jak sto lat temu, dwieście i pięćset – a to dlatego, że człowiek jest w nim taki sam. Zmienia się jego wyposażenie, wiedza, sposoby działania, narzędzia… ale nie stan po grzechu pierworodnym, zawieszenie między wybieraniem dobra lub zła, kierowania się nienawiścią, wreszcie: tworzeniem struktur zła, zinstytucjonalizowanych mechanizmów niszczenia swoich wrogów, kierując się przy tym nowymi ideologiami (w gruncie rzeczy mającymi gdzieś wspólny korzeń). Utopijne wizje nowego, wspaniałego świata, złudny pacyfizm, bredzenie o końcu historii – to są rzeczywiste zagrożenia, które usypiają naszą ostrożność, troskę o dobro wspólne i o swoich najbliższych. Naprawdę to takie „szokujące”, że dochodzi do zbrodni, ze zabija się niewinnych, że ludzi spotyka bezsensowna śmierć z cudzych rąk? A kiedy tak nie było?

5. Chrześcijanin w takiej sytuacji nie może być panikarzem. Nad tym wszystkim jest przecież Bóg – nasz niebieski Ojciec, patrzący z góry, jak Jego dzieci igrają z ogniem, nie odczytują znaków, nie wsłuchują się w Jego głos, nie słuchają świadków, proroków, nauczycieli, nie karmią się Chlebem na drogę, nie przygotowują się na śmierć przychodzącą jak złodziej, pytają „gdzie jest Bóg”, odwracając się do Niego plecami. On jest większy od tego wszystkiego, zawsze wie „po co”. Dla nas ważniejszym od podniecania się, że zamachy wydarzyły się w piątek trzynastego – powinno być to, co mówi Ewangelia czytana w tych dniach, ostatnich dwóch tygodniach roku liturgicznego. Polecam.

Tytułowe słowa „Paryż wart Mszy” zostały kiedyś wypowiedziane w drwiącym kontekście, jako uprzedmiotowienie wiary i podporządkowanie jej interesom politycznym. Ale dziś nabierają nowego znaczenia – nigdzie indziej nie warto zanurzyć tych naszych bolączek, jak w Eucharystii. Paryż (i cały świat) nie jest wart Mszy, bo jest taki ważny, cenny i wspaniały – tylko dlatego, że jest taki nędzny, biedny i pogubiony.