Czy można coś jeszcze dodać, po milionie komentarzy, jaki wystrzelił a propos wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej? Na szczęście Trybunał stwierdził niezgodność prawa do takiej aborcji z polską konstytucją – nie trzeba było być konstytucjonalistą, żeby przewidzieć takie orzeczenie, bo (co by nie mówić o naszej koślawej ustawie zasadniczej) dotychczasowa linia sędziów TK (na przestrzeni ostatnich 25 lat) była konsekwentna i spójna, więc niedawny wyrok był tego logicznym następstwem.

(c) Cezary Krysztopa (tysol.pl)

To był gorący weekend – emocje wybiły ponad skalę, chyba nie wszyscy byli na nie przygotowani… a może byli, bo mam wrażenie, że głośno protestującym niemal w całej Polsce (a może tylko w dużych ośrodkach?) potrzeba było po prostu jakiegoś pretekstu, żeby dać upust swojemu gniewowi, złości, nienawiści – żeby użyć cenzuralnych określeń. Cóż, skoro najbardziej popularnym hasłem, wypromowanym w niedawnych wyborach, było „je*ać …”, to nie dziwi, że hasłem mijającego weekendu było, przepraszam że zacytuję dosłownie, „wypierdalać”. Tak jakoś oddolnie wydrukowały się duże plakaty, bannery, logotypy itd., zupełnym przypadkiem oczywiście.

Buzowało, kipiało – aż wykipiało: poszedł taki kwik, krzyk i wrzask, takie wycie, że faktycznie trudno było nie usłyszeć. Gdyby ktoś mi w zeszłą niedzielę powiedział, że za tydzień będą się organizowały spontaniczne ekipy w parafiach, żeby bronić świątyń przed rozwrzeszczaną hołotą, która już gdzieniegdzie zdewastowała mury kościołów, zakłócała przebieg liturgii, obklejała teren parafii wulgarnymi hasłami itd… chyba bym nie uwierzył.

A to się dopiero rozkręca.

Logika się (u)puszcza

Tak naprawdę to nie ma co dyskutować, o czym rozmawiać. Emocje, wrzask, krzyk. Gdzieś coś komuś dzwoni, ale nie wiadomo w jakim – nomen omen – kościele. Co ma Kościół do wyroku Trybunału Konstytucyjnego? Noo, jak to co, wszyscy dobrze wiemy, władza zbratała się z episkopatem, Kościół dostaje miliony, to potem uchwala się prawo według życzeń biskupów! Nie ma co dyskutować z takimi bredniami, bo to funkcjonuje już w świecie oczywistych przedzałożeń.

Na nic tłumaczenia, że wyrok TK jest spójny, logiczny i konsekwentny. Że w jego uzasadnieniu nie ma ani krzty argumentów religijnych. Że to nie jest żadne „złamanie kompromisu”, bo trzeba być naprawdę ignorantem w dziedzinie dziejów Polski po 1989 roku, żeby wierzyć w mit „kompromisu aborcyjnego”. Lewica pierwsza złamała ten niby kompromis, zezwalając na aborcję „z przyczyn społecznych” (czyli de facto aborcję na życzenie), co Trybunał Konstytucyjny skasował. Gdyby wówczas, w 1997 roku, zapytanie obejmowało również przesłankę eugeniczną (a nie obejmowało, więc Trybunał nie mógł się do tego odnieść), to by również ona została uznana za niekonstytucyjną.

Kościół katolicki nigdy nie był za jakimkolwiek kompromisem w tej dziedzinie – i nie może być, bo V Przykazanie („Nie zabijaj”) obowiązuje ZAWSZE i WSZĘDZIE. Jedynym uzasadnionym wyjątkiem od tej zasady jest tzw. obrona konieczna, która w przypadku niewinnych dzieci w żaden sposób nie może być zastosowana.

Czy to wszystko naprawdę wymaga jakichś nadzwyczajnych umiejętności poznawczych, nieprzeciętnego rozumu i wybitnej inteligencji – żeby chociaż zrozumieć? A co my dziś mamy? Festiwal wulgarnych i prymitywnych haseł, wypuszczanych na cały świat bzdur wyssanych z palca, że oto w Polsce będzie się torturować kobiety, że zakaże się badań prenatalnych, że dzielne kobiety, które pokojowo walczą o prawa kobiet, zostają pobite przez nacjonalistów, że policja brutalnie je traktuje, i tak dalej. Sączy się takie kłamstwa, i pewnie niektórzy w nie uwierzą, o to przecież chodzi.

Protesty wymierzone w polski Kościół wybuchły jako podsumowanie wielu żali i pretensji, szczególnie wobec polskich hierarchów katolickich; niektóre z nich można zrozumieć i nawet jakoś uzasadnić, znaczna część jest przesadzona i niesprawiedliwa. Jednak skala ataków na kościoły w Polsce (dewastacja budynków świątyń, zakłócanie liturgii, wulgarne hasła wymierzone w katolików) jest nieprawdopodobna i powinna spotkać się tylko z potępieniem. Niestety, temu festiwalowi nienawiści sekundują niektórzy politycy i dziennikarze, co jest niezwykle smutne.

Iskra

Pojawiła się iskra, to i zapalił się jakiś lont, skoro był przyłożony. Trudno się dziwić, że Polska będzie traktowana dookoła (przynajmniej w Europie) jak jakiś ewenement – bo okazało się, że można inaczej, można przechylić szalę w stronę nie-postępu. Zakaz aborcji eugenicznej, na tle pomysłów z niedalekich krajów, sięgających aborcji niemal do końca trwania ciąży, a także eutanazji chorych dzieci (już narodzonych) jawi się jak szaleństwo, kompletnie niezrozumiałe, nie mające prawa się wydarzyć.

I bardzo dobrze. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem, że orzeczono u nas (co za szalone czasy, że takie rzeczy trzeba specjalnie orzekać), że nie można zabijać chorych dzieci, tylko z tego powodu, że istnieje ryzyko ich niepełnosprawności, wady genetycznej, albo nawet wady letalnej. Długo trzeba było czekać na taki wyrok – za długo. Jednak trzeba się cieszyć, że jest, bo to naprawdę olbrzymi krok ku normalności. Czy to będzie „iskra, która wyjdzie z Polski”, i zapali podobne procesy w innych krajach? Nie wiem, warto na razie takie mesjańskie zapędy odłożyć na bok i zatroszczyć się, żeby realizacja wyroku TK odbyła się w pełni najpierw na naszym podwórku.

Czy tak już pozostanie? Nie wiem. Czy kolejne rządy w Polsce, za ileś lat, nie przechylą tego „wahadła” w drugą stronę? Nie wiem – umocowanie konstytucyjne jest trudne do zmiany, zresztą „mit wahadła” jest niemal tak silny jak „mit kompromisu”: lewica, jeśli dojdzie do władzy, tak czy siak będzie chciała zmienić prawo aborcyjne w kierunku aborcji na żądanie, więc o żadnym wahadle czy kompromisie nie ma co myśleć.

Cieszmy się z tego, co jest na dziś – nie będziemy musieli się wstydzić w przyszłości, przed naszymi wnukami.

Warto przy tej okazji zaznaczyć, że to wszystko jest politycznie bardzo brudne. Owszem, takie działanie wymagało pewnej odwagi – ale jednocześnie jest cynicznie wykorzystywane przez rządzących. Partia, mająca większość w Sejmie, mogła już dawno temu zakończyć tę sprawę, uchwalając odpowiednie prawo – wolała jednak umyć ręce i zrzucić odpowiedzialność na Trybunał Konstytucyjny, uprzednio pozbawiony dotychczasowego autorytetu i potraktowany jako polityczne trofeum (w konsekwencji: nie uznawany za pełnoprawny przez wszystkich obywateli). Metoda faktów dokonanych nie jest dobrą metodą w systemie demokratycznym, a wyrachowanie w temacie ochrony życia przez formację, mieniącą się (i nawet, nie wiedzieć czemu, tak kojarzoną) za konserwatywną i prawicową – jest doprawdy żałosne. Można gorzko stwierdzić, że aborcja eugeniczna została w Polsce skreślona nie dlatego, że rządzi Zjednoczona Prawica, ale pomimo tego.

Szantaż emocjonalny

Nie lubię dyskusji w mediach społecznościowych, szczególnie tych długich i dotykających spraw światopoglądowych – bo są niekończące się, nieuporządkowane, chaotyczne i… jałowe. Często niewiele dają, a tylko zabierają czas, nerwy i emocje. W ostatnich dniach w kilka takich „komentarzowych dialogów” się wdałem – w gruncie rzeczy tylko potwierdziłem moją opinię z poprzedniego zdania. Jedyny pozytyw, jaki można z nich wynieść, to uczenie się wyrozumiałości wobec drugiego człowieka – bo gdy już dojdziemy do wniosku, że po drugiej stronie nie mamy do czynienia z anonimowym trollem, tylko z konkretną osobą, która ma swoje doświadczenia, historię, obawy, zasłyszane opinie, ugruntowane zdanie na dany temat… wtedy nie wystarczy mieć racji, i tak naprawdę niewiele da jej posiadanie.

Rozmawiając o aborcji, mamy często do czynienia z szantażem – nawet jeśli nie jest on wyrażany wprost.

Słyszę, że to kobieta powinna decydować, bo to o nią chodzi – nieprawda, nie chodzi tylko o nią, ale jeszcze przynajmniej o dwie osoby: o dziecko, które ma swoje prawa, i o ojca dziecka, który również ma swoje prawa. Tak naprawdę krąg osób, których dotyka aborcja, jest szerszy – jest to rodzina, znajomi, przyjaciele… naprawdę coś o tym wiem, z własnego, bardzo bolesnego, doświadczenia.

Słyszę, nie można nikogo zmuszać do porodu – co to w ogóle za tok myślenia, czy my naprawdę tak nisko stoimy z wiedzą biologiczną? Poród jest konsekwencją pewnych działań – i każdy powinien wiedzieć, że dziecko, które rozwija się w organizmie matki, może być albo w pełni zdrowe, albo nie w pełni, albo dotknięte jakąś poważną chorobą lub wadą. To dziecko już JEST – i nie chodzi o to, że kogoś się zmusza do porodu, bo w przypadku dzieci ok. 20-24 tygodnia ciąży (a wówczas najczęściej dochodzi do aborcji eugenicznej) kobieta zwykle i tak musi takie dziecko urodzić (przez poród sztucznie wywołany), a później… to proszę sobie doczytać, co się z takim dzieckiem robi. Aborcja to nie jest jakieś magiczne pstryknięcie palcem, które spowoduje że dziecko zniknie, wyparuje. Ono jest po prostu zabijane, najczęściej w brutalny i bolesny sposób.

Słyszę, że kobiety będą zmuszane do rodzenia „dzieci-potworków”, wklejane mi są jakieś kolaże ze zdeformowanymi płodami, z których przynajmniej połowa wygląda na ewidentnie fejki, sklecone niestarannie w Photoshopie. Proszę sobie zerknąć do statystyk aborcji eugenicznej, zobaczyć dokładnie, kogo (w ostatnich latach to trochę ponad tysiąc osób rocznie) w majestacie prawa zabijano w Polsce, z jakimi schorzeniami czy wadami genetycznymi. Ogromna liczba z tego tysiąca to dzieci z takimi ułomnościami jak Zespół Downa, Zespół Turnera, rozszczep kręgosłupa itd. – tacy ludzie żyją, funkcjonują, pracują, tworzą, mają swoje pasje, kochają. Dlaczego mają być zabijane?

Słyszę, że nie można takich rzeczy regulować prawnie, że powinien być pozostawiony wybór, szczególnie w skrajnych sytuacjach (np. wtedy, gdy wiadomo, że dziecko nie będzie długo żyło). Nie. Może to zabrzmi brutalnie – ale nie. Śmierć NIGDY nie jest rozwiązaniem, NIGDY i NICZEGO. Odwrócę ten postulat: a dlaczego kobieta musi być postawiona przed takim wyborem? Dlaczego musi, przy całym dramatyzmie okoliczności, w których dowiaduje się o złej diagnozie dotyczącej dziecka pod swoim serce, rozważać co zrobić? To jest sytuacja albo-albo: albo uznajemy godność i prawo do życia każdego człowieka – albo nie uznajemy.

Słyszę, że urodzenie takiego dziecka tylko po to, żeby je po kilku godzinach lub kilku dniach pożegnać, jest nieludzkie i nikogo nie można do tego zmuszać. Szantaż w tej sytuacji polega na tym, że wmawia się obrońcom życia, jakoby oni obiecywali jakieś złote recepty, magiczny przepis na szczęście, oferowali życie bez cierpienia i bólu – tymczasem tak nie jest, owszem, choroba i cierpienie to nie jest nic dobrego; ale można przez to przejść, można się na to przygotować, można odnaleźć światło miłości, które pozwoli np. zamknąć naturalny okres żałoby i pożegnania się ze swoim dzieckiem. To zabicie jest pokazywane jako najlepsze i najszybsze rozwiązanie – ale to zwodnicze kłamstwo, śmierć nigdy nie jest rozwiązaniem, zawsze można znaleźć lepszą alternatywę.

Słyszę, że powinien być „wybór”, że nie można być tak zasadniczym i bezwarunkowym. To ciekawe, bo gdy rozmawiamy np. o klapsach dla dzieci, czy o ochronie przyrody – to wtedy raczej trzeba być zasadniczym i bezwarunkowym. Nie wolno głośniej krzyknąć na dziecko, o klapsach absolutnie trzeba zapomnieć (żeby nie było wątpliwości, ja również jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek przemocy wobec dzieci – ale właśnie, jakiejkolwiek) – i na nic tłumaczenia, że rodzic powinien zdecydować itd. Ale zabić w pewnych momentach można?

Słyszę, że najpierw powinno się zorganizować kompleksowy system pomocy ludziom w takiej potrzebie, że państwo powinno przeznaczyć więcej środków, zapewnić odpowiednie osoby… Oczywiście, że jest w tej płaszczyźnie jeszcze dużo do zrobienia – ale nie można warunkować czyjegoś życia od tego, jaka jest jakość zewnętrznej pomocy. Szantaż w tym przypadku polega na tym, że ciągle odkładamy to „już” na nie wiadomo kiedy – zawsze może się okazać, że pomoc jest niewystarczająca. Spójrzmy na przykład krajów o wiele bogatszych od Polski, w których takie wsparcie (finansowe, socjalne) jest na dużo wyższym poziomie… aborcja również jest tam szerzej dostępna.

Prawo ma też funkcję wychowawczą, wskazuje kierunek działań, edukuje co jest dobre, a co złe. Nie można lekceważyć znaczenia prawodawstwa również w kształtowaniu sumień. Nie można stawiać warunku, że dopiero gdy uformujemy wszystkie sumienia i każdy będzie pro-life, to wtedy będzie można zakazać aborcji. Nie, to jakaś idealistyczna wizja świata, odklejona od rzeczywistości. Mamy w prawie zakaz kradzieży, a i tak ludzie kradną, nawet jeśli wszyscy w sumieniu wiedzą, że to jest złe. Człowiek po grzechu pierworodnym tak ma.

Owszem, dużo jest do zrobienia i do nadrobienia. Działają grupy wsparcia, działają hospicja prenatalne i perinatalne, działają duszpasterstwa, ośrodki adopcyjne, rodziny zastępcze, domy opieki, wolontariat… i nie dajmy sobie wmówić, że ich zupełnie nie ma (pomocna lista na dole tekstu). Pewnie, że ciągle za mało, nie do końca wystarczająco. Zmiana prawa, mam nadzieję, będzie impulsem do powiększenia tej bazy.

Przebudzenie

Może to będzie jakieś przebudzenie. W naszym polskim Kościele, uśpionym po pontyfikacie św. Jana Pawła II, którego też nie przerobiliśmy, nie ogarnęliśmy. Kremówki się skończyły, pora wziąć się do roboty. Trzeba odkurzyć choćby Evangelium vitae i przeczytać jeszcze raz, od deski do deski. Zimnym prysznicem powinien być dla nas wszystkich fakt, że w „czarnych marszach” (dosłownie albo np. wspierając je w internecie) bierze udział również część katolików, często niedawnych uczestników rekolekcji, szkół ewangelizacyjnych, różnych kursów, konferencji, fanów katojutuberów itd… Pewnie niektórzy z nich mają za sobą szkolną katechezę, bierzmowanie. Co się stało, gdzie to wszystko się rozjechało? Dlaczego wiele z tych osób zachwyciło się nawet w pewnym momencie chrześcijaństwem, życiem z Jezusem – ale odrzucają Kościół i trzon jego nauczania, doktryny? Jeśli nie zrobimy (my wszyscy: duszpasterze, animatorzy, katecheci) porządnego rachunku sumienia w tej kwestii, będzie to nasz wielki grzech zaniedbania.

Nie będzie już świętego spokoju. To wszystko prowadzi do coraz większej potrzeby jednoznaczności, spójności poglądów, konsekwencji. To oczywiście ma swoje pozytywne strony – ale jest bolesne, bo prowadzi do rozłamu w rodzinie, wśród znajomych, w miejscu pracy. Przeczytałem w ostatnich dniach wiadomości od wielu moich znajomych, którzy widzą to, co się dzieje dookoła, czytają treści udostępniane przez swoich przyjaciół, bliskich… i nie potrafią tego zrozumieć, pojąć, to wszystko prowadzi do przygnębienia, smutku, rozczarowania. Cóż, mogę nieśmiało polecić mój tekst “Nie chodzi o to, żeby było miło”, o pokoju, który przynosi Jezus, co często w rzeczywistości oznacza rozłam.

Z drugiej strony ważna jest wyrozumiałość, ona zawsze jest potrzebna. Mamy przykazanie miłości Boga i bliźniego. Wpatrujmy się w bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, którego rocznicę męczeńskiej śmierci niedawno obchodziliśmy. Bardzo możliwe, że eskalacja nienawiści będzie postępować – ale nam nie wolno nienawidzić. Mamy walczyć ze złem, a nie z jego ofiarami. Mamy wskazywać drogę kobiecie, która chce dokonać aborcji, albo już jej dokonała – ale jej nie potępiać, tylko spojrzeć ze współczuciem. Mamy ćwiczyć w sobie cnoty męstwa, cierpliwości i roztropności, a nie dawać się sprowokować. Mamy bronić siebie, słabych, mamy bronić Kościoła – ale zło dobrem zwyciężać. (Nawiasem mówiąc, warto pamiętać, że w tekście biblijnym tuż przez tym słynnym powiedzeniem jest napisane: “Nie daj się zwyciężyć złu…”.)

Mamy też wymagać od siebie i od innych, naszych sióstr i braci. W Kościele kocham zasadę et-et (i-i), ale czasami nie można jej zastosować, jest albo-albo. Nie trzeba być katolikiem, nie trzeba nawet wierzyć w Boga, żeby być za życiem i przeciwko aborcji – ale nie można być katolikiem i popierać prawo do aborcji, w jakiejkolwiek formie. Taki katolik nie ma prawa choćby przyjmowania Komunii świętej, warto w tym miejscu przypomnieć jednoznaczne stanowisko Kościoła.

Co dalej?

Nie wiem, co będzie dalej. Możliwe, że kiedyś prawo w Polsce znów będzie dopuszczało zabijanie dzieci, z jakichś przyczyn (wciąż jeszcze, niestety, obowiązuje przesłanka czynu zabronionego, np. gwałtu). Dziękujemy Bogu za to, co mamy dziś i róbmy swoje. Wspierajmy, edukujmy, pomagajmy. Propagujmy hospicja, ośrodki adopcyjne, wszelką możliwą pomoc. Nie dajmy sobie wmówić, że nic nie ma, że nic się nie da. Wszystko się da.

Gdy w 1960 roku wprowadzono w Polsce aborcję na życzenie, i to z bezwzględnym obowiązkiem jej wykonania przez lekarza (o klauzuli sumienia nie było nawet co marzyć) – dzięki Wielkiej Nowennie pod przewodnictwem Stefana kard. Wyszyńskiego udało się wyraźnie zahamować przerywanie ciąży w Polsce (wystarczy zerknąć do statystyk). Trudności z beatyfikacją Prymasa Tysiąclecia, jej przełożenie na niewiadomą przyszłość, są dla mnie wyraźnym znakiem wielkości tej osoby i konieczności podjęcia jego przesłania dziś, po kilku dekadach.

Kościół dziś obrywa – bo jest jedyną poważną i dużą instytucją, która bierze w obronę najsłabszych i niewinnych, bez wyjątków. Chroni życie – wbrew „postępowi” spod znaku śmierci. Jest kojarzony z obroną życia, nawet jeśli nie jest odpowiedzialny za konkretne wydarzenia, które uruchomiły protesty. Dlatego jestem dumny, że jestem katolikiem.

Źródła

Na koniec garść niezbędnych miejsc w internecie, które stanowią absolutny MUST READ w tym temacie:

Rozmowa z dr. Tomaszem Danglem, założycielem Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci, o opiece paliatywnej dla najmłodszych i wsparciu dla ich rodziców. Rozmowa przełomowa, niezwykła, w zasadzie wyjaśniająca wszystko:

https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2016/Przewodnik-Katolicki-18-2016/Rodzina/Potrafimy-to-cierpienie-opanowac

Rozmowa z Ireną i Maciejem Kaczyńskimi, rodzicami Janki, Rózi, Piotrusia i Anielki, która urodziła się z bezczaszkowiem i odeszła po siedmiu dniach. Ta historia poruszyła mnóstwo ludzi rok temu. Takich świadków dziś potrzebujemy – i nie dajmy sobie wmówić, że to jakiś heroizm, tylko zastanówmy się, co stało się ze światem, w którym taka postawa wydaje się szaleństwem:

Pomoc dla życia – baza organizacji pomagających kobietom w ciąży i rodzinom w trudnych sytuacjach wraz z krótkim opisem profilu działalności. Adresy, telefony, wszystko co potrzebne. Baza stale rozwijana: https://florianska3.pl/pomoc-dla-zycia/

Kampania na rzecz prawa do życia dla chorych i niepełnosprawnych dzieci. „Bez wyjątków” – na stronie świadectwa i historie ludzi, których objęłaby przesłanka do aborcji eugenicznej. Konkret: bezwyjatkow.pl

Krótkie i zgrabne przypomnienie nauczania Kościoła (abp G. Ryś): https://www.youtube.com/watch?v=IAvVzXyewlM

Zycie jest piękne: https://www.youtube.com/watch?v=YTIuz-RYd3U

Jestem: https://www.youtube.com/watch?v=HDI6aWQftng