Franciszek obchodzi szóstą rocznicę wstąpienia na Tron Piotrowy, polscy biskupi zmierzają się z podsycanym nieustannie tematem “pedofilia w Kościele”, a Ela z Basią pojechały na trzy dni do Sopotu.

FRANCISZEK

W środę minęło sześć lat, odkąd w oknie Pałacu Apostolskiego pojawił się nowy papież – Franciszek. To niezwykły pontyfikat, pod wieloma względami. Jestem przekonany, że historia Kościoła okresu od roku 2005 do… jeszcze nie wiadomo którego, to będzie jeden z goręcej analizowanych, komentowanych i badanych tematów przez długie lata, pewnie dziesięciolecia. Wszystko zaczęło się od niezwykłej abdykacji Benedykta XVI, a później ruszyło domino przedziwnych procesów, które ciągle trwają (albo wręcz dopiero się rozpędzają).

Franciszek to Ojciec, bez dwóch zdań. Ojca się szanuje, i za ojca się dziękuje Bogu – za takiego, jaki jest, i modli się za niego, prosi o potrzebne łaski, o mądrość i inne dary Ducha Świętego, niezbędne do przewodzenia Kościołowi. Mamy papieża na wskroś fascynującego i w pewien sposób zagadkowego, budzącego – co tu dużo ukrywać – przeróżne uczucia wśród katolików całego świata, również ambiwalentne. Przyznaję, że ja sam niektórych wypowiedzi Franciszka nie rozumiem do końca, nie wszystkiego akcenty, które stawia, podobają mi się; mam żal za proporcje poruszanych przez niego tematów, albo lepiej powiedzieć: za pewną… niezdarność komunikacyjną, która sprawia, że media zasadniczo nieprzychylne Kościołowi wykorzystują jego osobę do okładania po głowie innych pasterzy. Myślę, że mój stosunek do Ojca Świętego Franciszka najpełniej wyraziłem w podziękowaniu po Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie (2016) pt. “Dziękuję, nieidealny Franciszku” – są nadal aktualne, zachęcam do przeczytania.

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że wszelkie publiczne podważanie autorytetu papieskiego przez katolików, zwłaszcza mieniących się tradycjonalistami, jest zwyczajnie gorszące. Nie mam tu na myśli jak najbardziej uprawnionej krytyki poszczególnych poczynań, polemizowania z konkretnymi słowami lub gestami – jednak istnieje pewna cienka granica (w gruncie rzeczy nie taka łatwa do precyzyjnego zdefiniowania), której po prostu nie powinno się przekraczać. Zdrowa, katolicka wrażliwość nie pozwala na pewne sformułowania, pewne aluzje, pewne podśmiechujki.

Jeszcze raz przypomnę mój osobisty poradnik, jakie obowiązki ma katolik w stosunku do papieża. Ani papolatria, ani sedewakantyzm:

Niech Bóg ma w opiece Ojca Świętego, niech mądrze rządzi Kościołem jak najdłużej, zgodnie z wolą Pana.

KEPSKO

W piątek biskupi, na zakończenie zebrania Konferencji Episkopatu Polski, przedstawili dane statystyczne na temat wykorzystywania małoletnich przez niektórych duchownych w latach 1990-2018. Temat „pedofilii w Kościele” jest podsycany umiejętnie od dłuższego czasu – mam wrażenie, że nasi pasterze wciąż nie do końca dostrzegają jego wagę. Konferencja prasowa, podczas której miano podać do wiadomości długo oczekiwane podstawowe dane o tym smutnym problemie, była pod wieloma względami… delikatnie mówiąc, niefortunna.

Powiedziano i napisano na ten temat już mnóstwo komentarzy – mniej lub bardziej mądrych – więc nie będę tu odkrywczy. Chyba najprościej będzie gdy zbiorę moje przemyślenia w kilka punktów:

  1. Cokolwiek Kościół by nie zrobił (jakiego gestu by nie wykonał, jakiego wewnętrznego prawa nie wprowadził – a jednego i drugiego uczyniono naprawdę tyle, ile trzeba), będzie atakowany i krytykowany (że nie dość, że za mało, że źle). Trzeba się z tym pogodzić i robić swoje.
  2. Z drugiej strony problemem nie jest CZY aktywnie działać w celu ochrony dzieci i młodzieży przed przestępcami seksualnymi wśród duchownych, oraz CZY sprawiedliwie rozliczać tych księży, którzy dopuścili się takich występków (jedno i drugie, choć z różnymi oporami i może nie w najlepszym tempie, jednak się dokonuje) – ale JAK to robić. Każde potknięcie, każda niefortunna wypowiedź lub przejęzyczenie będą bezlitośnie wykorzystywane jako amunicja w ostrzeliwaniu Kościoła i z powodów czysto wizerunkowych należałoby zadbać o maksymalny profesjonalizm, oraz do przesady przyjazny i transparentny PR, a jak na razie… wszystko jest, jak było, czyli kiepsko (żeby nie powiedzieć: KEPsko). Ogromnie dużo dałaby chociaż zmiana na stanowisku rzecznika KEP – z całą sympatią i szacunkiem dla ks. Pawła Rytel-Adrianika, osoba świecka zamiast duchownego byłaby sama z siebie wartością dodaną (zresztą pisałem już o tym kiedyś, zachęcam do zajrzenia). Oprócz tego: szybkość i czytelność reakcji (vide: Archidiecezja Gdańska i casus ks. Jankowskiego), konkretne i fachowe dane POŁĄCZONE z wrażliwością wobec ofiar (podkreślaną na każdym kroku) – no, jest jeszcze naprawdę sporo do zrobienia.
  3. Kościół ma prawo wskazywać, że problem pedofilii nie dotyka tylko jego, ale jest problemem kulturowym, przenikającym wszystkie środowiska mające kontakt z dziećmi i młodzieżą, a którego źródłem jest seksualizacja, pornografia i… wszystkie te obszary, na które wskazał papieża Franciszek podczas niedawnego szczytu w Watykanie, poświęconemu temu zagadnieniu. To zresztą intrygujące, że ci wszyscy oburzeni pod sufit krytycy polskich biskupów, nie posiadający się ze złości za to, jak oni mogli zarysowywać szersze tło problemu pedofilii i wskazywać że nie można skupiać się tylko na Kościele – nie zauważają, że dokładnie tak samo argumentował tak hołubiony przez nich papież Franciszek.
  4. Temat jest bardzo emocjonalny (co zrozumiałe) – ale w obiektywnej ocenie sytuacji nie powinniśmy się kierować emocjami, ale rozumem. Oczywiście nie mówię tu o kwestii indywidualnych rozmów z ofiarami, bo tu wrażliwość i współczucie są wręcz nakazane – ale trzeba brać pod uwagę rzeczywistą skalę zjawiska (gdy mówimy o Kościele w Polsce), instrumentalne traktowanie dramatu pedofilii przez wrogów Kościoła (i ich rzeczywiste intencje), hipokryzję tych instytucji lub środowisk, które „pedofilię w Kościele” odmieniają przez wszystkie przypadki, ale nie zrobiły nawet procenta tych działań samooczyszczających, które powziął Kościół Rzymskokatolicki.
  5. Przy tym wszystkim warto pamiętać, że (upraszczając statystyki) nawet jeśli problem pedofilii w Kościele jest sto razy mniejszy niż gdzie indziej – to boli sto razy bardziej, niż gdzie indziej. Dlatego radykalizm i zasada „zero tolerancji” są absolutnie niezbędne. Jeśli nie będziemy bazować na prawdzie oraz na wierności własnym zasadom – będziemy niewiarygodni dla świata, przez choćby jeden przypadek zamiatania problemu pod dywan.

Te pięć punktów traktuję łącznie, nie można tylko jednego z nich odrywać od pozostałych, bo to zwyczajnie nieuczciwe podejście.

 SOPOT

Od czwartku do soboty połowa naszej rodziny (Ela z Basią) przebywały w Sopocie, na babskim wyjeździe mamo-córkowym. Basia chyba tego potrzebowała, bo choć starsza od Jadzi, to wydaje się, jakby była zdominowana przez młodszą siostrę. Dziewczynki różnią się od siebie charakterem, Jadwiga stara się być cały czas na wierzchu – stąd Basi trudno czasami przebić się ze swoją potrzebą poświęcenia jej odrębnego czasu i uwagi.

Cieszę się, że naszym córkom nie przeszkadzają takie wypady z jednym rodzicem, na krótki czas – poza tymi wspólnymi, oczywiście. To chyba zdrowa elastyczność, uzupełnianie się, odkrywanie swoich możliwości, różnych wariantów bycia ze sobą, radzenia sobie z konkretnymi problemami.

Miesiąc temu kupiłem im miejscówkę przez booking i bilety na pociąg – i to była bardzo dobra decyzja! Nawet jeśli Ela wciąż odczuwa bóle w nogach po przełażeniu Trójmiasta na wszystkie strony (z Basią pędząca na hulajnodze, oraz dźwigając duży plecak) – to warto było.

W ogóle mamy teraz dobry rodzinny czas. Nie, że jakoś idealizuję, bo nie brakuje nam stresów, nerwów, kłótni, wrzasków, histerii, syfu w mieszkaniu, narzekania, marudzenia, płaczów, udręk w nocy, chorób… i czego tam jeszcze – ale jesteśmy razem, spędzamy ze sobą czas, rozwiązujemy różne problemy, dziewczynki się rozwijają i uczą nowych rzeczy, jakoś nam się udaje je wychowywać, ciągle chcą się do nas obojga przytulać, bawić się z nami, włazić nam na głowy i beztrosko wpadać w ramiona. Czego chcieć więcej?

 Ten wpis jest moim przeglądem minionego tygodnia z cyklu “2 plus 1, czyli tygodniowy kubek miodu z łyżeczką dziegciu”. O jego zasadach możesz przeczytać tutaj. Jeśli spodobał Ci się powyższy tekst, możesz go udostępnić. Zachęcam również do komentowania poniżej.