Niemal 70 lat temu, w Wielkanoc 1949 roku, siedmiu młodych mężczyzn, mieszkających w małej wiosce wśród burgundzkich łąk, wspólnie zobowiązało się „do zachowania celibatu, do życia wspólnotowego i do coraz większej prostoty”. W ten sposób ukonstytuowała się Wspólnota Taizé, która dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych chrześcijańskich zgromadzeń. Jak dziś, po tylu latach od powstania, można ocenić jej działalność, funkcjonowanie, owoce? Co ma do zaproponowania współczesnemu światu – i czy ma coś do zaproponowania nam, katolikom?

Artykuł ukazał się w numerze 13 (10/2018) Miesięcznika Adeste.

Wspólnota Taizé nasuwa wielu osobom różne skojarzenia. Jedni widzą w niej idealny obraz czystej wspólnoty braterskiej, drudzy upatrują w niej realizację praktycznego, realnego ekumenizmu, inni wskazują na niejednoznaczności „nominalne” (katolicy? ewangelicy? „po prostu” chrześcijanie?), niektórzy z kolei wprost nazywają ją błędną drogą i ostrzegają, że katolicy nie powinni się z nią zadawać, a jedynie modlić o nawrócenie jej członków. Gdzie leży prawda?

Trochę historii

W sierpniu 1940 roku 25-letni wówczas Roger Louis Schütz-Marsauche, dziewiąte dziecko ewangelickiego pastora Charlesa Schütza (Szwajcara) i Amelié z domu Marsauche (Francuzki), po wielu latach zmagania się z gruźlicą, która wyłączyła go z aktywnego życia, zdecydował się wyjechać ze Szwajcarskiego rodzimego Provence do Francji, by pomagać ofiarom wojny, rozpoczętej niemal rok wcześniej. Mała wioska Taizé, w której osiadł, znajdowała się w pobliżu linii demarkacyjnej dzielącej cały kraj – była więc dobrym miejscem do przyjmowania uchodźców wojennych, którzy dostawali z różnych okolic Lyonu adres Taizé jako miejsca, gdzie na pewno znajdą schronienie.

W codziennej pracy charytatywnej, do której zachęcał coraz to nowe osoby, w niezwykle ubogiej rzeczywistości materialnej, dojrzewała u Rogera myśl o stworzeniu ekumenicznej wspólnoty spajającej ludzi różnych wyznań. Gdy w 1942 r. wyjechał, z powodu zagrożenia aresztowaniem, do Genewy, do jego poszukiwań ideału życia wspólnotowego zaczęli przyłączać się kolejni mężczyźni, aż wreszcie zamieszkali razem, wspólnie się modląc i pracując. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Roger Schütz studiował wcześniej teologię w Lozannie i Strasburgu. W 1943 roku napisał pracę dyplomową pt. „Ideał monastyczny sprzed świętego Benedykta i jego zgodność z Ewangelią”, a rok później opublikował „Wprowadzenie do życia wspólnotowego”.

W 1944 roku Roger Schütz, wraz ze swoimi genewskimi towarzyszami, powrócił do Taizé, włączając się od razu w pomoc jeńcom niemieckim z pobliskich obozów, z kolei jedna z jego sióstr, Geneviève, działała w Taizé jako przybrana matka dla dzieci osieroconych w czasie wojny. Po jakimś czasie uzyskał zgodę na korzystanie z tutejszego opuszczonego katolickiego kościoła, a do na razie nieformalnej wspólnoty zaczęli się  dołączać kolejni mężczyźni. W Wielkanoc 1949 roku złożył razem z siedmioma współtowarzyszami śluby, dotyczące celibatu, życia wspólnotowego oraz ubóstwa, sam zaś został przeorem wspólnoty braci – natomiast w trakcie rekolekcji na przełomie 1952 i 1953 roku napisał Regułę Taizé, przekazując braciom „główne zasady, które czynią życie wspólnotowe możliwym”.

W trakcie II Soboru Watykańskiego Brat Roger przebywał na nim jako oficjalny obserwator. W tym czasie do Taizé przybyli protestanccy pastorzy i katoliccy biskupi z Francji na pierwsze tego typu spotkanie ekumeniczne. Od 1969 roku do Wspólnoty Taizé należą także katolicy.

Działalność dziś

Wspólnota Taizé liczy dziś ponad stu braci, pochodzących z różnych krajów – są wśród nich głównie katolicy i ewangelicy. Jedną z podstawowych zasad ich życia jest utrzymywanie się wyłącznie z własnej pracy, nieprzyjmowanie żadnych darowizn, włącznie ze spadkami rodzinnymi. Funkcjonują w wielu krajach świata, na wszystkich kontynentach, często wśród najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych społeczności, zwłaszcza w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.

W założeniach Brata Rogera było to, żeby nie organizować wokół Taizé żadnego ruchu, tak jak dzieje się to w przypadku innych wspólnot zakonnych czy stowarzyszeń kościelnych. Zasada jest prosta: młodzi ludzie spotykają się ze sobą podczas kolejnych etapów tzw. „pielgrzymki zaufania” – w samym Taizé lub w innych miejscach świata, międzynarodowo i lokalnie – wspólnie się modląc i śpiewając, rozważając i studiując Biblię, ucząc się podstawowej prawdy, że wszyscy ludzie to jedna rodzina, a Bóg jest w każdym człowieku bez wyjątku.

Pod koniec każdego roku, w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, odbywają się spotkania w jednym z dużych miast europejskich – w Polsce Europejskie Spotkania Młodych odbyły się dotychczas cztery razy: w latach 1989, 1995 (Wrocław), 1999 (Warszawa), 2009 (Poznań).

Śpiewy Taizé

Charakterystyczne śpiewy Wspólnoty Taizé to jeden z jej znaków rozpoznawczych. Z uwagi na wielojęzyczność uczestników spotkań w Taizé zaczęto poszukiwać prostych form muzycznych, z tekstami łatwymi do przetłumaczenia na inne języki. W 1975 roku paryski organista Jacques Berthier napisał dla Wspólnoty kilkadziesiąt krótkich utworów, z których większość jest znana do dziś na całym świecie, również wśród ludzi niezwiązanych z Taizé. Wykorzystuje się też kompozycje Josepha Gelineu oraz kilka tradycyjnych melodii prawosławnych.

Śpiewy są krótkie, najczęściej składają się z jednego zdania (zwykle cytat biblijny lub parafraza), melodia jest spokojna, refleksyjna, poprzez formę ostinata lub kanonu medytacyjna i  łatwa do zapamiętania, przeznaczona do wykonywania nawet przez niewielkie grupy, również wielogłosowo.

Przez kilkadziesiąt lat śpiewy z Taizé stały się niemal odrębną „marką” – stosowane są również we wspólnotach katolickich, podczas spotkań modlitewnych, ewangelizacji, katechez, a od niedawna część z nich zamieszczono też w ogólnopolskim „Śpiewniku ks. Siedleckiego”, czyli dopuszczono do użytku podczas liturgii.

Ekumenizm, wizja jedności Kościoła

Niewątpliwie najważniejszym przymiotem, najgłębszym rysem Wspólnoty Taizé jest jej wymiar ekumeniczny. Współistnienie w niej zarówno katolików, jak i ewangelików, to współczesny fenomen. Wydaje się, że brat Roger postanowił zrealizować ekumenizm „po prostu”, przez maksymalizm tego, co na dziś jest możliwe do osiągnięcia na tej płaszczyźnie: wspólne życie, modlitwa, wzajemne okazywanie miłości chrześcijańskiej, wiara w Chrystusa, odkrywanie Ewangelii, przekładanie jej na swoją codzienność.

Brat Roger był z pewnością jednym z pionierów ekumenizmu drugiej połowy XX wieku, czasów naznaczonych straszliwymi doświadczeniami II Wojny Światowej – co tym mocniej ponaglało chrześcijan do jedności, choćby w imię pokoju między ludźmi różnych narodów. Taizé to droga bez precedensu, bardzo odważna, choć budząca również wiele kontrowersji: czy jest możliwe bycie „po prostu” chrześcijaninem, bez przynależności do konkretnego wyznania, czy nie grozi to jakimś „pan-chrześcijaństwem”, rozmytym, nie zakorzenionym w pełni Chrystusowego Kościoła?

Dla nas, katolików, sprawa powinna być tu raczej jednoznaczna: celem ekumenizmu jest powrót do Kościoła tych, którzy się od niego odłączyli – jednak z perspektywy protestanckiej nie jest to już takie proste. Historia ostatnich kilku wieków nabrzmiała, sprawiając, że ludzie zakorzenieni w jakiejś tożsamości nie potrafią tak łatwo się od niej odłączyć. Zresztą sam Brat Roger to pokazał: z jednej strony zbliżał się do Kościoła katolickiego maksymalnie, jak tylko mógł, przez kolejne lata odkrywając jego bogactwo, mądrość, tradycję, aż po zupełnie bezprecedensowe przyjmowanie Komunii Świętej w czasie katolickiej mszy – ale nigdy formalnie się na katolicyzm nie „nawrócił”.

Słowa założyciela Wspólnoty Taizé, wypowiedziane publicznie w Rzymie podczas jednego z Europejskich Spotkań Młodych w 1980 roku, w obecności papieża Jana Pawła II, pokazują to dobitnie: „znalazłem moją chrześcijańską tożsamość jednając w sobie samym wiarę mego pochodzenia z tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając z nikim komunii”. Jest to niezwykłe wyznanie, będące świadectwem długiej drogi od XVI-wiecznej Reformacji.

Związki z Kościołem katolickim

Wspólnota Taizé utrzymuje stałe kontakty ze wszystkimi głównymi kościołami chrześcijańskimi, protestanckimi i prawosławnymi – ale wydaje się, że związki z katolikami (również przez stałe kontakty Brata Rogera z kolejnymi papieżami, począwszy od św. Jana XXIII) są w jakimś stopniu szczególne. Niewątpliwie osobisty stosunek założyciela Wspólnoty do katolicyzmu, o czym wspomniałem wyżej, miał tu duże znaczenie.

Św. Jan XXIII pozdrowił kiedyś Brata Rogera słowami: „Ach, Taizé, ta mała wiosna!” – i rzeczywiście, wizja wspólnego życia w ekumenicznej wiosce, pachnącej trochę idyllą, wśród ubóstwa, prostoty i modlitwy była w tamtych czasach czymś niezwykle pociągającym, nowym, świeżym, ale i odważnym. Również związki św. Jana Pawła II z Taizé były dość mocne: przyjechał do tej wioski dwukrotnie w latach 60., jeszcze jako biskup krakowski; od początku swojego pontyfikatu przyjmował Brata Rogera co roku na prywatnej audiencji, a podczas jednej ze swoich pielgrzymek apostolskich w 1986 roku ponownie odwiedził Taizé.

Papież Benedykt XVI także utrzymywał kontakt ze Wspólnotą. Gdy 16 sierpnia 2005 roku Brat Roger został zabity (ugodzony nożem przez niezrównoważoną kobietę), następnego dnia papież wspomniał o nim, nazywając go „naszym ukochanym Bratem Rogerem”. Rok później wspomniał, że Brat Roger był „pionierem jedności” oraz: „Znałem go osobiście od dłuższego czasu, łączyła nas serdeczna przyjaźń. (…) Sądzę, że powinniśmy wsłuchiwać się w jego słowa. Szczególnie powinniśmy wsłuchiwać się w jego duchowo przeżywany ekumenizm. Dajmy się prowadzić świadectwu tego ekumenizmu w stronę wewnętrznej, duchowej jedności”.

Katolicy, również w Polsce, swoją styczność ze Wspólnotą Taizé udowadniają przez liczne wyjazdy do burgundzkiej wioski, organizowane przez parafie, z towarzyszeniem kapłana. Przy okazji Europejskich Spotkań Młodych, organizowanych w naszym kraju, parafie katolickie pokazały niezwykłą gościnność dla ludzi z całego świata, zapraszając ich do naszych kościołów, organizując wspólne modlitwy i spotkania, a parafianie ochoczo przyjmowali „młodzież z Taizé” do swoich domów i mieszkań, zapewniając im nocleg i gościnę.

Ostrożnie z Taizé?

Wśród wielu katolików, związanych zwłaszcza ze środowiskami tradycyjnymi w Kościele, Wspólnota Taizé budzi wiele zastrzeżeń i kontrowersji, formułowanych na różne sposoby: od zwrócenia uwagi na różne wątpliwości, poprzez stawianie bardziej konkretnych zarzutów, aż po stwierdzenie, że jest to wspólnota niekatolicka, siejąca zamęt, kusząca szlachetnymi ideami, za którymi kryją się błędy i ryzyko oderwania się od Kościoła katolickiego.

Rzeczywiście, należy wyraźnie podkreślić i warto to zapamiętać, że Wspólnota Taizé nie jest katolicka, w znaczeniu: należąca do Kościoła katolickiego – choć na pewno chce być postrzegana jako katolicka, w znaczeniu: powszechna. Źle by było, gdybyśmy my, jako katolicy, szukali w niej czegoś, czego nie znajdziemy u siebie. Raczej odwrotnie: po choćby pobieżnym przyjrzeniu się spotkaniom w Taizé, zwłaszcza modlitewnym, odnajdziemy z jednej strony wyraźne inspiracje liturgią katolicką (choćby modlitwą brewiarzową), z drugiej strony zauważymy ewidentne mankamenty tej formy modlitwy, jak brak funkcji kapłańskiej i odniesienia sakramentalnego. Czy jednak te wady, trochę na zasadzie „niech te minusy nie przesłaniają nam plusów”, nie powinny być dla nas jeszcze większą mobilizacją w działaniach na rzecz realnej jedności?

Warto w tym miejscu przypomnieć znaczący fragment z Dekretu o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II (Unitatis redintegratio): „Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu”.

Wspólnota Taizé, przy mądrym i rozsądnym podejściu, nie wyrządzi nikomu żadnej szkody duchowej – gdyby tak się stało, świadczyłoby to raczej o kiepskiej kondycji wewnętrznej i tożsamościowej takiej osoby.

Więcej się nie da

Św. Jan Paweł II,podczas pobytu w Taizé w 1986 roku powiedział m.in. takie słowa: „Wiecie, jak dalece ekumenizm uważam za obowiązek, który na mnie spoczywa, za pierwszą troskę duszpasterską w moim posługiwaniu. Liczę tu na waszą modlitwę. Wy, chcąc być przypowieścią o wspólnocie, pomożecie wszystkim tym, których spotkacie, pozostać wiernymi swej przynależności kościelnej, będącej owocem wychowania i wyboru sumienia, ale pomożecie im także coraz głębiej wnikać w tajemnicę komunii, którą w planie Bożym jest Kościół.”

Wydaje się, że Wspólnota Taizé wybiega trochę w przyszłość, do przodu, wyprzedzając teologiczne i teoretyczne rozważania mające doprowadzić do pełnej jedności chrześcijan. Każdy chrześcijanin wie doskonale, że podziały wśród uczniów Jezusa to największe zgorszenie dla świata – Chrystus, tuż przed śmiercią krzyżową, podczas Ostatniej Wieczerzy modlił się niemal tylko o to, „aby byli jedno”. Ruch ekumeniczny na dobrą sprawę to dzieło trwające dopiero około stu lat – trudno, żeby w takim czasie przezwyciężyć wszystkie przeszkody i uprzedzenia, nawarstwione przez tyle poprzednich stuleci.

Bardzo możliwe, że prawdziwa, widzialna jedność chrześcijan w jednym Kościele po ludzku nie będzie możliwa do osiągnięcia przez jeszcze długi czas. Wspólnota Taizé pragnie ten proces przyśpieszyć, niekiedy nawet nadwyrężając dopuszczalne granice.