W trakcie całej mszy niewiele jest elementów, które nie mogłyby być śpiewane (np. homilia, to by było nawet trudne). Najczęściej śpiew w kościele kojarzymy z pieśniami, częściami stałymi oraz niektórymi dialogami pomiędzy kapłanem a wiernymi. Jednak tak naprawdę podczas mszy możemy zaśpiewać niemal wszystko!

Wszystko na swoim miejscu

Każda Eucharystia jest „szczytem i źródłem całego kultu chrześcijańskiego”, ale naturalnym jest, że poszczególnym wydarzeniom liturgicznym możemy nadać różną rangę: na przykład msza w niedzielę lub święto będzie się różnić od mszy w dzień powszedni (nie samą istotą misterium, ale pewną formą, sposobem przygotowania i celebracji). Krótko mówiąc, msza może być bardziej lub mniej uroczysta – jednocześnie nie powinna być odprawiana za każdym razem z „pełną pompą”, bo wtedy stracimy wyjątkowość poszczególnych dni i okazji w ciągu roku.

Ten wpis jest częścią cyklu „Tu jest kościół, tu się śpiewa!”, w którym piszę o śpiewie w kościele podczas mszy świętej: o jego znaczeniu i o tym, jak powinien wyglądać. Zajrzyj do pozostałych dotychczasowych wpisów:

  1. Tu jest kościół, tu się śpiewa – czyli pokaż, że kochasz
  2. Niedoceniany początek – czyli o śpiewie na wejście
  3. Kyrie eleison? Na durowo! – czyli śpiew po akcie pokuty
  4. Ale że jak? – czyli 6 ciekawostek o Alleluja
  5. Tylko Ty i nikt inny – czyli o hymnie „Chwała na wysokości Bogu”
  6. Oddech i odpowiedź – czyli psalm responsoryjny

Przed Soborem Watykańskim II istniało bardzo konkretne rozróżnienie pomiędzy dwoma rodzajami mszy: mszą śpiewaną (missa cantata) a mszą czytaną, recytowaną (missa lecta). Obecnie, chociaż dokumenty Kościoła nadal czynią to rozróżnienie, to jednak nie jest ono aż tak rygorystyczne – inna rzecz, że gdyby spytać księży o stopnie mszy śpiewanej, to większość prawdopodobnie nie wiedziałaby, o co chodzi. A chodzi o pewien porządek, brak chaosu: poszczególne śpiewy mają swoją hierarchię i nie powinno się wykonywać tych niższego rzędu, jeśli pomija się te ważniejsze. Mówi o tym wyraźnie instrukcja Musicam Sacram.

Wszystkie elementy mszy, które mogą być śpiewane, można pokazać w poniższej tabelce:

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych z Was część tych terminów może być nieznana – postaram się je wyjaśnić w kolejnych wpisach z tego cyklu, na razie podałem po prostu liturgiczne nazwy, które dla laika mogą brzmieć obco, choć uczęszczając na Eucharystię, doskonale je zna.

Jeśli msza ma być śpiewana (a jest nią wtedy, gdy „kapłan odprawiający śpiewa te części, które powinien śpiewać według rubryk”), powinna być zachowana odpowiedna hierarchia: pierwszy stopień (na czerwono) może być stosowany sam, natomiast drugi (na niebiesko) i trzeci (na zielono) nigdy bez pierwszego. Dodatkowo pierwszy stopień musi być stosowany w całości (czyli śpiewamy wszystko na czerwono, albo nic), natomiast drugi i trzeci może być w części (czyli wybieramy odpowiednie elementy). Tak wygląda wzorcowa liturgia pod względem śpiewania poszczególnych części.

Tyle teoria – w praktyce wygląda to różnie. Często księża śpiewają wybrane elementy pod względem jakiegoś własnego upodobania (z punktu widzenia organisty są to często zupełnie nieprzewidywalne i nielogiczne sytuacje, jak np. brak śpiewanej doksologii po Modlitwie Eucharystycznej, ale za to śpiewany wstęp do Ojcze nasz…). Wówczas taki kapłan może przywołać nr 36. wspomnianej instrukcji, który twierdzi z rozbrajającą szczerością: „Nic nie stoi na przeszkodzie, by w mszach czytanych była odśpiewana jakaś część zmienna lub stała Mszy św.”. Czyli najpierw, kilka punktów wcześniej, precyzyjnie rozpisano wszystkie elementy, podzielono je na stopnie i wyłożono zasady ich użycia – a na koniec stwierdzono, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten porządek naruszyć. Cóż, nie będę z tym dyskutował, ale trochę szkoda, że stworzono sytuację, która rodzi brak ładu – względy duszpasterskie, typowa furtka we wszystkim, co w Kościele niby ma swój porządek.

W powyższym zestawieniu jest kilka części mszalnych, które nie kojarzą się ze śpiewem. W moim cyklu Tu jest kościół, tu się śpiewa dotarłem na razie do psalmu responsoryjnego – najczęściej kolejnym śpiewem (już po Ewangelii, o aklamacji Alleluja pisałem już wcześniej) jest dopiero ten na przygotowanie darów. Jednak w samej liturgii słowa są jeszcze trzy miejsca, które mogą być śpiewane:

Czytania z Pisma Świętego

Ewangelia w liturgii słowa ma wyjątkowe miejsce, co podkreśla się na różne sposoby: jest poprzedzona specjalną aklamacją, wszyscy wtedy wstają, Ewangeliarz może być wniesiony w uroczystej procesji i okadzany. Niemal od samego początku Ewangelię wykonywano (proklamowano) w sposób kantylacyjny, czyli śpiewając ją według określonej melodii (tonu). Kiedyś było takich tonów bardzo dużo, niektóre były szczególnie ozdobne, zwłaszcza te na najważniejsze uroczystości.

Ten zwyczaj śpiewania Ewangelii (oczywiście po łacinie) przetrwał aż do połowy ubiegłego wieku, kiedy to zezwolono na proklamację w językach narodowych – wówczas czytanie wyparło kantylację. Może dlatego, że samo (współczesne) określenie czytanie Ewangelii sugeruje brak śpiewu w jej proklamacji. W każdym razie nic nie stoi na przeszkodzie, aby nadal Ewangelię śpiewać, szczególnie w ważne dni i podczas uroczystych celebracji. Ostatecznie, jak to pokazuje powyższa tabela, zaleca się śpiew samego dialogu przed Ewangelią i aklamacji końcowej, nawet wtedy, gdy samą Ewangelię się czyta.

Jednak poza Ewangelią głoszone jest również słowo Boże z innych miejsc biblijnych, Starego i Nowego Testamentu – i je również można śpiewać, chociaż obecnie (przynajmniej w Polsce) bardzo rzadko można spotkać kantylację czytań z lekcjonarza. Szkoda, bo jest to również zgodne z wczesną tradycją chrześcijańską (zaczerpniętą z synagogi), poza tym podkreśla ważność słów Pisma Świętego. Zdaje się, że kantylacja czytań biblijnych została wyparta przez ich recytację również poprzez wprowadzenie do kościołów urządzeń nagłaśniających (mikrofony, głośniki) – wcześniej śpiew czytań sprawiał, że były lepiej słyszalne, donośniejsze. Zwróćcie na to uwagę, gdy w kościele z jakiegoś powodu nie działa nagłośnienie. Większość księży i lektorów zupełnie nie wie, jak być lepiej słyszalnym – ale to już trochę inny temat.

Obecnie w Polsce mamy podane cztery tony Ewangelii (najczęściej można je usłyszeć w czasie procesji Bożego Ciała) i dwa tony pozostałych czytań. Śpiewaną Ewangelię można czasami napotkać w uroczystej mszy z udziałem biskupa – ale nie pamiętam, kiedy ostatnio słuchałem śpiewanego czytania. Warto wykorzystać te możliwości również w kościołach parafialnych, bo niby czemu nie? Te melodie (tony) naprawdę nie są bardzo skomplikowane, spokojnie w zasięgu możliwości bardziej rozgarniętych lektorów. Wyobraźcie sobie np. śpiewany Hymn o Miłości św. Pawła, albo Pieśń o Słudze Jahwe z Księgi Izajasza! Ewentualnie, podobnie jak w przypadku Ewangelii, można zaśpiewać jedynie samo „Oto słowo Boże”. Prawda też jest taka, że nie wszystkie czytania biblijne nadają się do kantylacji, te bardziej skomplikowane. Warto zacytować w tym miejscu słowa H. Huckego, niemieckiego muzykologa:

„Dobre czytanie lepsze jest od złego śpiewu. Jednakowoż dobre czytanie nie jest łatwe, a zła kantylacja lepsza jest niż złe czytanie.”

Wyznanie wiary

Do mszy rzymskiej śpiew Credo został wprowadzony w XI wieku. W obecnej, posoborowej liturgii z zasady odmawia się je w niedziele i uroczystości, a także „podczas obchodów ze znacznym udziałem wiernych” (OWMR 44). Bardzo lubię śpiewane Wyznanie wiary – po łacinie najbardziej znane jest Credo III, natomiast w Polsce dość popularna jest melodia W. Lewkowicza. Nawet, jeśli wydaje się to trudne do zaśpiewania przez wszystkich wiernych (a Wyznanie wiary powinno być wykonywane przez wszystkich, choć może być śpiewane na przemian: wierni-chór), to choćby te dwie wspomniane melodie są na tyle proste, że po kilkukrotnym ich użyciu śpiew nie sprawia już większych problemów, a śpiewane Credo w najważniejsze uroczystości w ciągu roku (Wielkanoc, Narodzenie Pańskie, itp.) szczególnie uświetnia celebrację, nadaje tej formie pewną eskpresję – Credo jest tuż po homilii, i (szczególnie gdy nie była zbyt porywająca dla słuchaczy) recytacja Wyznania wiary może być monotonna i niezbyt porywająca. Co innego śpiew!

Modlitwa powszechna

Powróciła do liturgii mszalnej po reformach Soboru Watykańskiego II. Jej wzorcową formą, najbardziej uroczystą i rozbudowaną jest modlitwa w liturgii Wielkiego Piątku, pokazująca klasyczną budowę modlitwy powszechnej (modlitwy wiernych): wezwanie – podanie intencji – wezwanie modlitewne odpowiedź wiernych.

Śpiewana Modlitwa powszechna umieszczona jest, razem z Wyznaniem wiary, w drugim stopniu mszy śpiewanej, czyli jak najbardziej zaleca się ją zwłaszcza podczas mszy uroczystych. Warto zwrócić wtedy uwagę na staranne przygotowanie tekstu – jeśli jest on zbyt długi, zdania rozbudowane i nielogiczne, bez odpowiedniego podziału, wówczas ich śpiew nie będzie czytelny. Zawsze trzeba też liczyć na myślącego kantora, żeby nie doprowadzać do anegdotycznych sytuacji typu: Módlmy się za naszego biskupa [pauza] diecezjalnego Alfonsa

W polskich śpiewnikach istnieje wiele melodii do Modlitwy powszechnej. Nie wszystkie są fortunne, szczególnie te, będące zapożyczonymi melodiami z popularnych pieśni kościelnych. Najlepiej sięgać po tradycyjne wzorce, które czerpią z tonów gregoriańskich lub te, kończące się zawołaniem Kyrie eleison – śpiew litanijny to tradycyjna forma Modlitwy powszechnej, która zaniknęła gdzieś na przełomie VI/VII wieku, a powróciła w połowie XX stulecia.


Na zakończenie – Credo III z Pasterki w Bazylice Watykańskiej, celebrowanej przez Benedykta XVI 24 grudnia 2010 roku. Zwróćcie uwagę na to, że śpiew jest naprzemienny (schola –  wierni). Poza tym wszyscy klękają na słowa mówiące o Wcieleniu Jezusa (Et incarnatus est) – ten fragment Credo został skomponowany (włączony w śpiew gregoriański przez Domenico Bartolucciego.