Czytamy, oglądamy, słuchamy

Trzy życzenia do Zuli, Wiktora i Pawła – czyli “Zimna wojna” Pawlikowskiego

Pierwszy raz byłem w kinie (tak bez dorosłych, tylko ze znajomymi ze środkowej podstawówki) w połowie lat 90., w dawnym warszawskim Relaksie na tyłach Domów Centrum. Drewniane, skrzypiące krzesła sprawiały wrażenie wyjścia bardziej kulturalnego, niż, jak to z reguły bywa dzisiaj, rozrywkowego. Przez ostatnie 20 lat na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, gdy czułem się w kinie jak w przestrzeni sztuki, gdzie można spotkać się z prawdziwym artystą – aż do „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego, kiedy to podczas seansu miałem momentami wyrzuty sumienia, że (nie szeleszcząc na szczęście) podjadam żelki.Czytaj dalej