Jak uciec dzień przed ślubem? [Małżeństwo jest fajne #6]

Nieustanna praca nad związkiem i jednocześnie konieczność organizacji ślubu (zwykle też wesela) może być przytłaczające, stresujące, męczące. Apogeum wypada zwykle na tydzień przed ceremonią, kiedy ostatecznie zorientujesz się, z czym zdążysz, a z czym na pewno nie. Jeśli w tym czasie dopadną Cię czarne myśli i kryzys związku, skorzystaj z naszego patentu: uciekaj!

Aktualne trendy ślubno-weselne stawiają nam wysoko poprzeczkę. Ma być idealnie. Jednak trzeba być gotowym na to, że idealnie nie będzie i szukać swego szczęścia w pechu. Możesz sobie zapchać kalendarz zadaniami na cały tydzień, ale ostatni dzień przed ślubem niech zostanie białą plamą. Pobaw się w delegowanie zadań, a sam zabierz swoją przyszłą żonę/przyszłego męża w drogę.

Ostatecznie w dzień przed ślubem stres nie pozwala sensownie myśleć, więc pozostanie w domu będzie powodować pączkowanie każdego problemu. Serio, niespecjalnie się już przydasz. Wyjazd niewymagający przygotowania i niezbyt męczący pozwoli oderwać myśli od obowiązków. A gdy dodatkowo spędzimy ten czas z ukochaną osobą to posklejamy wszystko, co się między nami naderwało w zabieganiu i zalataniu.

To ważne, żeby dzień przed ślubem nie wystawić się na pastwę wątpliwości i złych przeczuć, tylko być razem i blisko. Jak sądzę przed ślubem każdego dręczą różne lęki, jednak jeśli faktyczne przez okres narzeczeństwa pracowaliśmy nad związkiem, powinniśmy je wszystkie odrzucić i zapomnieć. Tak, te dramatyczne prorocze koszmary też!

Nasza sesja narzeczeńska. Sadyba, maj 2012.

Pomijając względy praktyczne, wyjazd na dzień „przed” to piękne zamknięcie czasu narzeczeństwa. Pierwsze, dobre doświadczenie do poślubnego banku pięknych wspomnień.

Z naszego doświadczenia, polecamy jedynie dobrze sprawdzić mapę utrudnień drogowych. My wybraliśmy się na Jasną Górę w czasie gigantycznych remontów drogowych i trochę nas to kosztowało lawirowania. Ale z dzisiejszej perspektywy nie żałuję i rozczulam się za każdym razem jadąc wyremontowaną „gierkówką”…

Pomodliliśmy się, poprosiliśmy Mamę o opiekę, byliśmy u spowiedzi. A wracając (już przez Łódź), kupiliśmy w Ikei pościel do naszego małżeńskiego łóżka. Same korzyści!

Wpis powstał w ramach akcji Małżeństwo jest fajne zorganizowanej w ramach Międzynarodowego Tygodnia Małżeństw.

  • Te rozkręcające się trendy ślubne to w ogóle jakaś masakra. W sensie – rozumiem że kobitki chcą, żeby to był przepiękny dzień i w ogóle (sama to przechodziłam), ale ta prasja z roku na rok jest coraz bardziej miażdżąca i strasznie odwodzi od samego sedna tego wydarzenia…

    • Czasem z zazdrością zerkam na bardziej oryginalne pomysły, ale to faktycznie tworzy presję. Z perspektywy czasu cieszę się, że o tylu sprawach nie miałam pojęcia 😉