Trudno, żeby w obecnych czasach nikt nie zauważył, że zbliża się 14 lutego. Walentynki odmieniane są przez wszystkie przypadki, wystawy sklepowe oferują produkty specjalnie na tę okazję, kina zapraszają na walentynkowy repertuar, blogi kulinarne kuszą walentynkowymi przepisami. Jestem pewien, że natknę się tego dnia na niejedno serduszko – idąc ulicą, włączając radio, wchodząc do Internetu.

widz4

Święty Walenty to chyba drugi (zaraz po Świętym Mikołaju) najbardziej skomercjonalizowany święty. Trochę szkoda, bo jego historia jest ciekawa: żył w III wieku, za panowania cesarza Klaudiusza II Gota, który pewnego dnia zakazał zawierania ślubów i zaręczyn, aby zapewnić stały dopływ ochotników do wojska. Walenty (niektórzy twierdzą, że był biskupem – do końca nie wiadomo) łamał ten zakaz, potajemnie błogosławiąc pary, które do niego przychodziły. Został za to skazany na śmierć (właśnie 14 lutego), przez co później został uznany za patrona zakochanych.

Walenty jest też nazywany patronem epileptyków, chorych umysłowo i cierpiących na depresję – ale jego patronat nad zakochanymi niemalże całkowicie przesłonił tę drugą „działalność”, co sprawia, że niektórzy traktują to z uśmiechem, jako nawet jakiś żart (w końcu zakochani często zachowują się jak szaleńcy). Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że w średniowieczu… pomylono Walentych, łącząc kult jednego (od zakochanych) z drugim, żyjącym dwa stulecia później w rzymskiej prowincji Recja (sięgającej aż po południowe Niemcy i Austrię), co doprowadziło do złączenia obu tradycji.

A może… nie traktujmy tego jedynie jako zbiegu okoliczności, przypadkowej pomyłki – i nie zbywajmy jako coś nieistotnego, nieważnego. Z miłością lub zakochaniem chcielibyśmy się stykać na co dzień, lubimy o tym słuchać, czytać, oglądać. A jak traktujemy zaburzenia psychiczne? Czy zastanawiamy się, ile takich osób żyje obok nas? Co przeżywają? Co noszą w sobie? Czego potrzebują?

Z perspektywy chrześcijańskiej warto oczywiście w tym dniu przypominać, czym jest prawdziwa miłość. Że to ważna decyzja, zupełnie co innego, niż zakochanie (uczucie). Że miłość bliźniego jest nakazem, a miłowanie nieprzyjaciół – cechą, odróżniająca chrześcijan od innych ludzi. Że prawdziwie kochać, to umieć oddać swoje życie za drugiego. Że wzór takiej miłości to Miłość Ukrzyżowana. A czy słychać tego dnia apele o miłość wobec tych, którzy czują, jakby niewidzialne gwoździe wbijały im się do środka, rozsadzały od wewnątrz? Nie przebiją się przez gąszcz serduszek. Czy zwracamy uwagę na tych, dla których krzyżem jest niemal całe ich życie?

widz3

Według statystyk sprzed dwóch lat (mam nadzieję, że nie pogorszyły się przez ten czas) 8 milionów Polaków cierpi na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne. Jedna osoba w sztafecie. Co czwarty w kolejce na poczcie. Często pojęcie „choroby psychicznej” kojarzy nam się z ekstremalnymi przypadkami biedaków, których trzeba wiązać w kaftany bezpieczeństwa i izolować od reszty społeczeństwa. Boimy się ich, stygmatyzujemy, odtrącamy, próbujemy o nich nie myśleć.

Mamy w myślach obłędne spojrzenia bohaterów „Lotu nad kukułczym gniazdem” i myślimy sobie: co czwarty Polak jest taki? To jakiś żart! Nie, to nie tak. Zaburzenia psychiczne, często niezdiagnozowane, to wynik coraz szybszego tempa naszego życia, agresywnego przekazu mediów, krzyku ulicy, presji w pracy, rozpadu więzi rodzinnych, kłopotów finansowych. Źródła mogą być przeróżne – ich efektem jest człowiek, który potrzebuje wsparcia, zrozumienia, pomocy, modlitwy. Nie musi wyglądać jak stereotypowy wariat, czubek, świr – taki, wiecie, kuku na muniu.

To może Twój sąsiad, który jakoś podejrzanie rzadko wychodzi z domu, albo sąsiadka, którą mijasz na ulicy i chyba nigdy nie zauważyłeś uśmiechu na jej twarzy, a tylko zawsze to samo, dziwnie puste spojrzenie. Może to Twoja koleżanka z pracy, na widok której wszyscy uśmiechają się pod nosem, ale nikt nie pomyśli, że potrzebna jest jej fachowa pomoc. Może to Twój dobry znajomy, który tylko Tobie przyzna się do swojego uzależnienia od Internetu, ale Ty zbędziesz to wzruszeniem ramionami, że to przecież nic takiego, jak można bardziej wierzyć w świat wirtualny, niż prawdziwy? Twój ojciec alkoholikiem? – bez przesady, on tylko po prostu lubi sobie codziennie coś wypić, tak niewinnie, dla towarzystwa, przyjemności, przecież to nie możliwe, żeby w ten sposób rodziły się w nim nerwice. Znajomi, młodzi ludzie, którzy stracili swoje dopiero co narodzone dziecko – pomyślałbyś, że jeśli w porę nie wspomogą się dobrą terapią, to rozpadnie się ich małżeństwo i sens życia obojga? Dasz wiarę, że Twoja dawna koleżanka z klasy, która pewnego dnia (akurat gdy dowiedziała się o rozwodzie rodziców) zaczęła uciekać w jedzenie, i z której wszyscy zaczęli się z tego powodu śmiać (kto by połączył te dwa wydarzenia), uznała, że nie ma już po co dalej żyć?

Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym z tych punktów, w których człowiek zostaje niejako «skazany» na to, ażeby przerastał samego siebie – i zostaje do tego wtajemniczy sposób wezwany. (Jan Paweł II)

Cierpienie to zawsze tajemnica, a cierpienie psychiczne to jedna z tych największych, nieodgadniętych, zakrytych dla innych. Przerastanie samego siebie w takim stanie to często wyzwanie ponad siły, niemożliwe do zrealizowania samemu, bez wsparcia drugiego. Warto więc 14 lutego, oprócz czułego okazania swoich uczuć wobec Ukochanej/Ukochanego, pomyśleć o tych, którzy tego dnia nie dostaną romantycznej walentynki. A to przecież ich święto! Przestań udawać, że ich nie ma, bo tak wygodniej. Pomóż im ochronić ten wątły płomień, który się jeszcze w nich tli. Mają prawo do miłości, chociaż trudnej i „nienormalnej”. #zobaczich

widz2

Gdy otrzymałem propozycję napisania tego tekstu, właśnie na ten dzień, pomyślałem: to dla mnie jakaś abstrakcja, przecież ja zupełnie nie znam takich osób… A może o tym nie wiem?


Portal Deon.pl przygotował specjalny serwis z okazji Walentynek – aby przełamać ich świętowanie „z pogranicza sentymentów i jarmarku”. Zachęcam do zajrzenia:

widz5