Uśmiech, proszę! – czyli Basiowy szach-mat

Nie wiem, na ile to jest jeszcze komunikatywne, na ile świadome i intencjonalne – ale chichrający się niemowlak rozwala wszystko i wszystkich wokół siebie.

Jednym z wielkich znaków zapytania po urodzeniu się mojej pierwszej córki było niezwykle istotne pytanie, które przecież ustawi całe jej późniejsze życie: czy będzie miała łaskotki? Które geny przeważą? Mamine, czyli generalnie brak łaskotek (przez co, aby osiągnąć efekt jak po zwykłych titillatio, trzeba się nieźle nagimnastykować i nawet po kilku latach znajomości nigdy nie wiadomo, od której strony należy się do tego w danej chwili zabrać), czy moje, a więc totalny odjazd w tym względzie, ciało tak unerwione, że czasami mam wrażenie, że mam łaskotki i na łokciu (co, jeśli ktoś o tym wie, może niecnie i bezlitośnie wykorzystać, powodując moje uziemienie i unieruchomienie).

W każdym razie z Basią jeszcze chyba nie wiadomo. Raz reaguje na mniej lub bardziej delikatne połechtanie tu i tam, raz nie – nieskoordynowane to to wszystko. Tak samo jak i nieskoordynowane są pozostałe ruchy: ręce i nogi trzęsą się na wszystkie strony, palce wykrzywiają w chińskie osiem, Basia wygląda jakby biegła gdzieś szybko i daleko (albo mocno kogoś kopała), leżąc na plecach.

Tak jak to powtarzam za każdym razem – obserwowanie rozwoju małego dziecka jest wspaniałe, niepowtarzalne, zaskakujące i odkrywcze. Blat w kuchni już niedługo będzie za mały na położenie przed kąpielą, wanienka też już akuratna, przemiał ubranek w pełni. Rośnie, wydłuża się, przybiera ładnie na wadze, robi się smukła, proporcjonalna… dodając do tego wyjątkowo śliczną buzię (jestem przecież najbardziej obiektywny pod tym względem, prawda?), już dziś wiem że za jakieś kilkanaście lat chłopcy będą walczyć o jej względy, spojrzenie niebieskich oczu i obdarowanie urzekającym uśmiechem.

usmiech

Na razie jednak walczy o względy nasze. Chociaż płacz i krzyk prowadzą w rankingu ulubionych sposobów Basi na zwrócenie na siebie uwagi, to jednak co jakiś czas pojawia się uśmiech. Bywa ten uśmieszek delikatny, lekki, taki niby ukryty i przypadkowy, widoczny bardziej po oczach – ale zdarza się też prawdziwy wybuch radości na twarzy, uchachane i radosne maleństwo, czasami nawet z efektami dźwiękowymi. To rozwala wszystko i wszystkich wokół. Cokolwiek się wtedy czuje, cokolwiek się robi – Baśka uśmiechem rządzi i tyle.

Zmęczenie długim płaczem i kaprysami roztrzęsionej Małej, łzy się leją czyste i rzęsiste na wszystkie strony, nikt już nie wie co dalej robić – i nagle: hi hi hi!

Leniwy poranek, rodzice jedzą śniadanie, Basia się buja na leżaczku, nic się nie dzieje, nuda, zwykły dzień – i nagle: hi hi hi!

Emocjonalna dyskusja o wyborach, czy ten Duda to mniejsze złe czy większe dobro, czy w ogóle głosować, co z tą Polską, dokąd zmierza cywilizacja – i nagle: hi hi hi!

Nic innego się wtedy nie liczy.

  • Takie małe dziecko musi być rozkoszne i dostarczać niesamowitych przeżyć.