Wyszyński przewidział Web 2.0 – czyli „Społeczna Krucjata Miłości” dziś

Sam tytuł: Społeczna Krucjata Miłości może nie brzmi wyjątkowo zachęcająco – ale to, co sformułował kard. Wyszyński niemal pół wieku temu (1967 r.) naprawdę nie straciło na swojej aktualności. Wydaje mi się, że przeciwnie – dziś, w dobie rozwiniętej komunikacji internetowej każdy z nas powinien mieć poniższe drogowskazy pod ręką.

Wskazania Prymasa, napisane w takich a nie innych okolicznościach historycznych i społecznych zyskują nowy wymiar teraz – gdy toczymy internetowe dyskusje, komentujemy czyjeś myśli, przeżycia, różne treści, a komentujemy natychmiast, często bez zastanowienia, nieraz pod wpływem wielu emocji.

Taką możliwość daje nam Web 2.0 – czyli potoczne określenie przestrzeni internetowej po 2001 roku, odkąd odbiorca treści może też być ich twórcą. Zaczął się czas mediów i serwisów społecznościowych, interakcje wcześniej nie do wyobrażenia, nowy typ relacji między ludźmi – a na pewno ich komunikacji.

Komentarze internetowe, szczególnie te „gorące” – są czasami pisane w takiej formie, że raczej nie powtórzylibyśmy ich na żywo, twarzą w twarz. Sam się na tym nieraz łapię – wydaje mi się, że wtedy powinien zapalić się jakiś sygnał ostrzegawczy: przystopuj, ugryź się w palce, ochłoń, nie brnij w to dalej. Pomijam już ekstremum: typowe hejtowanie lub trollowanie, ślepe i bezmyślne działanie w myśl zasady kto nie z nami, ten przeciwko nam i tak dalej.

Byłoby nam dużo łatwiej, spokojniej i po prostu lepiej, gdybyśmy sobie te zasady przyswoili. Nie straszylibyśmy bezmyślnie ekskomuniką, nie mieszalibyśmy z błotem, nie przekraczalibyśmy cienkiej granicy między żartobliwą ironią a szyderstwem. Pewnie, łatwo powiedzieć – trudniej robić. Zgadzam się, że codzienne przestrzeganie choćby połowy z tych wskazań wymagałoby od wielu (ode mnie na pewno) sporo wysiłku. One brzmią dla mnie jak wyrzut – sam dobrze wiem, jak czasami trudno jest odpuścić, nie brnąć w głupotę, nie pozwolić sobie na trochę niemiłości, zarozumialstwa, wyższości.

wyszynski1

Stefan kard. Wyszyński to dla mnie gigant – przy naszych dzisiejszych przeróżnych sporach rzeczywiście trochę go brakuje. Ale nie po to, żeby grzmieć, straszyć, po dyktatorsku zaprowadzać ład i porządek – ale żeby kochać: miłością wymagającą, jednoznaczną, miłosierną, bezgraniczną i odpowiedzialną zarazem. Bronić Prawdy i głosić ją – ale nie stracić człowieka. Nie ideologizować – ale po chrześcijańsku miłować. Być (w tym co trzeba) łagodnym jak baranek i jednocześnie (w tym co trzeba) twardym jak kamień. I nie pomylić tych dwóch momentów.

W oparciu o każdy z tych punktów można sobie zrobić porządny rachunek sumienia. Dla mnie – kosmos. Ale próbować warto!

  1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata.

  2. Myśl dobrze o wszystkich – nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.

  3. Mów zawsze życzliwie o drugich – nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.

  4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj tez. Uspokajaj i okazuj dobroć.

  5. Przebaczaj wszystko, wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.

  6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie tak czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co Ty jesteś winien innym.

  7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.

  8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak Ty korzystasz z pracy drugich.

  9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.

  10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.