Elżbieta od jakiegoś czasu sugeruje, żebym napisał coś pozytywnego (ale tak czysto pozytywnego, dobrego, bez słowa narzekania, marudzenia ani ironicznego zwracania uwagi). No dobrze. Będzie krótko i na temat, a na pewno o najczystszym dobru.

Powoli zbliżamy się do końca naszej ciąży, ale póki trwa, nie mogę co jakiś czas przestać myśleć o rzeczywistości, która do mnie niedawno dotarła: gdy kobieta, niosąca w swoim brzuchu dziecko, przyjmuje Komunię Świętą – wtedy i ono Ją przyjmuje. To nie tylko proste stwierdzenie faktu, niesie za sobą duże (olbrzymie!) konsekwencje.

pren2

To nie chodzi o jakiś symbol, coś umownego: Komunia Święta to dla katolików Ciało Chrystusa, w realnej postaci prawdziwego, pszennego chleba; nie zagłębiając się za bardzo w fizjologię i anatomię ludzkiego ciała, kończy się to (biologicznie) nie inaczej jak tym, że trafia Ona, poprzez pępowinę, do organizmu malucha. Ono naprawdę przyjmuje Komunię Świętą, przyjmuje Pokarm Niebieski, zjada swojego Stworzyciela, Boga i Pana – tak jak my.

Wniosek, który przynosi zachwyt: nasza Basia jest już po Pierwszej Komunii Świętej, chociaż zostanie dopuszczona do niej za kilka lat, po odpowiednim przygotowaniu.

Co więcej (tu miejsce na jeszcze większe zdumienie): jest już po niej, chociaż jeszcze nie została ochrzczona […przerwa na wzięcie oddechu], nie mówiąc już o jakiejś spowiedzi, i to wszystko bez złamania najmniejszego przepisu w prawie kościelnym. Tak to właśnie drogi Boże wymykają się naszemu pojmowaniu rzeczywistości.

Apel do kobiet w ciąży (może dlatego lepiej i dosadniej ten czas nazywać „stanem błogosławionym”): poza dbaniem o zdrową dietę, dobrą opiekę medyczną, poszukiwaniem najlepszego wózka i odpowiednich ubranek –  przyjmujcie często Komunię Świętą, od najwcześniejszych dni pierwszego trymestru! Maleństwo pod Waszym sercem musi się tego Pokarmu najeść na dobrych kilka lat…

Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. (J 6, 58)

Czy może być większy prezent dla swojego dziecka, niż życie wieczne?