Też tak czasem macie? Postanowienia postanowieniami, a gdy nagle przychodzi Wielki Tydzień, to człowiek się sam przed sobą wstydzi, jak mu zeszły ostatnie prawie czterdzieści dni. Post? Lepiej nie pytać. Modlitwa? Bez szału. Jałmużna? Bez udziału w zorganizowanej akcji parafialnej chyba i to bym zawalił. Czy mogę za kilka dni zaczerpnąć z Paschy?

Oczywiście, że tak! Wiara nie jest dla chodzących ideałów, ale dla grzesznych słabeuszy, mocnych nie swoją siłą, ale Bożą pomocą. Wielki Post bez myślenia o Wielkanocy jest… bez sensu. Jeśli ktoś dołączy do tej drogi choćby w ostatniej chwili – dlaczego ma nie być dopuszczony do świętowania? Jeśli wydaje Ci się, że ostatnie pięć tygodni było zmarnowanych, to lepiej bądź ostrożny z takimi ocenami. W końcu, jeśli zaowocuje to rachunkiem sumienia i jakimś wyciągnięciem wniosków… to bilans jest raczej dodatni niż ujemny, prawda?

Bóg się nie frustruje

Często, gdy nie osiągniemy zamierzonego celu (np. takiego, jaki podjęliśmy w Środę Popielcową), jesteśmy źli na siebie, sfrustrowani, niepocieszeni. To może być pokusa myślenia, że wszystko zależy od nas. Tymczasem, choć dużo zależy od nas, od naszego zaangażowania, wyrzeczenia i konsekwencji – wytrwanie w postanowieniach jest również łaską. Może Pan Bóg chce nam czasem utrzeć nosa, pokazać nie jesteśmy wcale tacy mocni w wierze, jak nam się wydaje? A na pewno nie frustruje się wtedy, gdy my jesteśmy sobą sfrustrowani – On jest wielkoduszny, cierpliwy i cieszy się, gdy w końcu dostrzeżemy swoją nieporadność.

Za pięć dwunasta też się liczy

Im bliżej Świąt, tym dłuższe robią się kolejki do konfesjonałów. W wielu kościołach organizowane są całodzienne spowiedzi (albo całonocne, jak Noc Konfesjonałów). To według mnie piękny widok – i choć niektórzy zżymają się, że można to było zaplanować wcześniej, a nie odkładać na ostatni moment, to przecież w niebie jest wielka radość z każdego takiego grzesznika, tym większa, im bardziej musiał on przekonywać siebie samego, że jednak warto.

Pociesza mnie przypowieść Pana Jezusa o robotnikach w winnicy. Ta, w której niektórzy pracowali cały dzień, inni tylko godzinę… a i tak każdy dostał po denarze! Podobnie jest z Wielkanocą: niektórzy sumiennie przeżyli Wielki Post, brali udział w praktykach pokutnych, więcej się modlili, odprawili rekolekcje, hojnie udzielili jałmużny – a innych ogarnął najpierw słomiany zapał, później zjadła ich codzienność, w której zapomnieli o postanowieniach, generalnie wszystko na pół gwizdka… ale i jedni i drudzy mogą owocnie przeżyć Triduum, zanurzyć się w Passze, iść do Komunii Wielkanocnej pełną piersią oddychać radością ze Zmartwychwstania.

W końcu drogi Boże nie są drogami ludzkimi, nie ta miara, nie ta logika, miłość skandalicznie rozrzutna.

Mój tegoroczny Wielki Post był, zdawałoby się, podręcznikowo nieudany. Pochłonął mnie wir obowiązków w domu i pracy, zwłaszcza przygotowania do Triduum w nowej parafii. Do tego grypa tuż przed Popielcem, skutkująca nieustannym i duszącym kaszlem, nie pomogła. Odkładanie wszystkiego na później, lenistwo, gapiostwo, słomiany zapał – oto cały ja! W moim bullet journalu zrobiłem sobie nawet oddzielne miejsce na zaznaczanie codziennej części brewiarza… lepiej nie pytajcie o efekty, proszę.

Ile zadań otwartych? Ile wykonanych?

Na szczęście odpowiedź na pytanie: jaki jest odpowiedni czas na nawrócenie? – jest jedna: teraz. Teraz, czyli zawsze, nigdy nie jest za późno! Czy to oznacza pochwałę lenistwa i zmarnowania czasu, przeznaczonego na odpowiednie przygotowanie się do Świąt? Absolutnie! Chodzi raczej o naśladowanie Boga w Jego wyrozumiałości – i dla siebie samego, i tym bardziej dla innych. Przecież uznanie swojej słabości to moc, która w ten sposób się doskonali. Nie ma się co zniechęcać (przy okazji: sprawdzić, czy to nie acedia).

Nadchodzą najważniejsze, najpiękniejsze i najbardziej przejmujące dni w ciągu roku. Jakie to wspaniałe, że Boża hojność zaprasza nas do siebie bezgranicznie! Drzwi kościoła (i Kościoła) są ciągle otwarte dla wszystkich – i dla tych, co wypełnili wszystkie wielkopostne zadania (chwała im za to i gratulacje!), i dla tych, co czasem się starali, czasem nie, a w końcu wyszło jak wyszło… i dla tych, co przyszli do kościoła dopiero dla palemki, następnym razem przyjdą dla koszyczka-święconki… i wspaniale, że przyjdą, może w międzyczasie ta droga zaprowadzi ich do Bożego Grobu i Żywego Pana? Duch wieje, kędy chce – a tajemnice wiary, do które mamy przeżyć w tych dniach, przerastają nas tak bardzo, że pojęcia takie jak „przygotować się” do nich i „być godnymi” zupełnie nie przystają.

Więc śmiało, każdy jest zaproszony, każdy może, zawsze można się przyłączyć! Znajdź w internecie godziny spowiedzi (w większych miastach w tym tygodniu będzie to możliwe dosłownie o każdej porze dnia i nocy), następnie ogarnij grafik Triduum – i do zobaczenia przy Paschale!