Jak żyć w (dobrym) trójkącie? [Małżeństwo jest fajne #7]

Czy przed ślubem trzeba się koniecznie razem modlić? Nie trzeba – ale to się bardzo przyda. Skoro narzeczeństwo to czas poznawania siebie, to również w tej ważnej sferze naszego życia dobrze jest być razem. Co wcale nie oznacza, że koniecznie musimy modlić się tak samo –  akurat duchowość jest tym wymiarem, który zostawia też miejsce na indywidualne sposoby spotkania z Bogiem.

Jeśli bierzemy ślub kościelny, to wierzymy, że tak naprawdę nie jesteśmy tylko we dwoje – jest między nami obecny Pan Jezus. Przed Bogiem ślubujemy sobie miłość, Jego zapraszamy do naszego wspólnego życia. To taki zdrowy trójkąt, w którym (według doświadczenia mnóstwa par), gdy zbliżamy się do Niego, to zbliżamy się też do siebie. Gdy jesteśmy daleko od siebie, to musi mieć źródło w oddaleniu od Niego.

Można być mniej lub bardziej wierzącym, ale modlitwa w życiu chrześcijańskim to coś tak oczywistego jak oddychanie lub pożywienie – i tak, jak wspólnie jemy posiłki, dzielimy łoże, prowadzimy budżet rodzinny i planujemy kolor ścian w sypialni, tak samo razem powinniśmy się modlić. Chociaż trochę. A jeśli już naprawdę nie mamy siły, ochoty ani poczucia takiej potrzeby – to choćby symbolicznie, tak jak pisałem tutaj.

Narzeczeństwo to dobry czas na nauczenie się wspólnego życia duchowego. Skoro planujemy przeżyć ze sobą kilkadziesiąt najbliższych lat, to dobrze jest określić swoje podstawowe wartości. Oczywiście, zdarza się, że ludzie dopasowują się, wyznając różne pryncypia, mają inny „światopogląd” – wtedy może być trudniej (i powinniśmy być na to przygotowani), ale nie jest to niemożliwe; najważniejsze, żeby nie ograniczać drugiej osoby w tym, co jest dla niej ważne. Najlepiej jest jednak, gdy idziemy w jednym kierunku, jedną drogą, w podobny sposób, wspierając się w tym samym… w tym przypadku w wierze.

Mąż i żona, ale też narzeczony i narzeczona, stają się dla siebie najważniejszymi ludźmi na ziemi, ważniejszymi nawet od rodziców, dlatego powinni modlić się za siebie nawzajem. Intencji może być mnóstwo – przed ślubem będzie to przede wszystkim prośba o pomoc w podjęciu dobrej decyzji, o błogosławieństwo na ten czas przygotowań, i tak dalej. Powinniśmy też poznać swoją duchowość, nasze przyzwyczajenia, wrażliwości, nasz sposób modlitwy, upodobania. Ważne: dajmy sobie w tej sferze wolność, bądźmy otwarci – nasza wspólna modlitwa ma być wzajemnym uświęcaniem się i radosnym stawaniem przed Panem Bogiem, a nie nerwówką.

Nasza sesja narzeczeńska. Sadyba, maj 2012.

Jak się razem modlić? Trzeba po prostu… zacząć! My z Elą próbowaliśmy różnych form modlitwy. Spodobało nam się np. wspólne odmawianie jakiejś litanii (do Matki Bożej, albo do Serca Pana Jezusa) na zmianę, czyli że jedna osoba mówi wezwanie i odpowiedź (Święta Maryjo, módl się za nami), potem druga mówi następne, i tak dalej. Dzięki temu nie ma podziału na prowadzącego i resztę, razem się prowadzimy 🙂 To taki nasz wynalazek…

Niemal od początku naszej znajomości, gdy już byliśmy razem ze sobą, błogosławiliśmy sobie: robiliśmy znak krzyża na czole (z pocałunkiem!), gdy się rozstawaliśmy. I to trwa nadal, gdy któreś z nas wychodzi z domu. Pilnujemy się w tym wzajemnie, gdy czasem któreś zapomni.

Jak wiadomo, msza święta to podstawa życia chrześcijańskiego – w małżeństwie wspólna Eucharystia to oczywista oczywistość (pomijając jakieś okoliczność, które na to nie pozwalają, jak praca jednego z małżonków, albo opieka nad dzieckiem na zmianę). Warto chodzić razem do kościoła już wcześniej – jest to też dobry przykład dla innych ludzi!

Razem z Elą odmawiamy czasami Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Rzadziej Różaniec, bo wolimy go odmawiać indywidualnie. Dla bardziej wytrwałych polecamy Nowennę Pompejańską, wymagającą większej ilości czasu w ciągu dnia (i to przed dłuższy czas) – ale razem można ją podzielić po połowie, więc jest łatwiej. Oprócz tego dobrą formą wspólnej modlitwy jest Liturgia Godzin, czyli brewiarz, np. wspólna kompleta przed pójściem spać (dlatego brewiarz chyba łatwiejszy po ślubie, niż przed).

Wspólna modlitwa daje nam poczucie i przypomina, że nigdy nie jesteśmy w naszej relacji, czy to narzeczeńskiej, czy to małżeńskiej, sami. Nie trzeba być dewotami (a nawet nie należy nimi być!) – wspólna modlitwa to po prostu wyraz tego, w co (a raczej w Kogo) wierzymy. Z Jego pomocą, łaską, wspomożeniem – wszystko jest możliwe.

Wpis powstał w ramach akcji Małżeństwo jest fajne zorganizowanej w ramach Międzynarodowego Tygodnia Małżeństw.